O przyjaźni: „Trzy psy przyszły – Marcin Brykczyński

Trzy psy przyszłyMoja córka regularnie wypożycza z biblioteki książeczkę „Trzy psy przyszły” Marcina Brykczyńskiego. Co takiego jej się podoba akurat w takiej niepozornej, bo nieco ponad dwudziestostoronicowej pozycji?

Marcin Brykczyński napisał rymowaną opowiastkę o psiej przyjaźni. Trzy kundelki postanawiają odwiedzić innego pieska, żeby z nim pograć w kości. Gospodarz martwi się, czym ich ugości, bo nie ma niczego w budzie, czym mógłby uraczyć kolegów. Okazało się, że niepotrzebnie się martwił, gdyż każdy pies zabrał ze sobą kość. Cała czwórka zamieszkała razem, bo tak im było milej.

Książeczka zachwyciła moją córkę tematyką. Uwielbia zwierzęta, marzy jej się pies. A cztery czworonogi to aż nadmiar szczęścia. Do tego duża czcionka. Początkującym czytelnikom łatwiej jest składać literki, które są duże. Znam to z własnego doświadczenia. Potem taka potrzeba przechodzi. Zresztą nie wyobrażam sobie moich lektur z tak wielkimi bukwami. Chociaż w erze rozwiniętej techniki wszystko jest możliwe. Nieraz widziałam osoby z czytnikami, których wyświetlacze miały ustawione tak duże czcionki, że każdy w okolicy mógł czytać wraz z właścicielem sprzętu. Czyli wada wzroku nie musi być w dzisiejszych czasach wytłumaczeniem na to, że z powodu małych literek nie sięgam po książki…

Wracając do tematu. Choć wierszowane „Trzy psy przyszły” czyta się w kilka chwil, jednak zdążą w tym czasie rozbawić małego czytelnika. Sam tytuł może doskonalić wymowę- ot, taka lekcja logopedii dla czytającego na głos. W duchu chciałabym jednak, żeby autor rozwinął temat i opisał dalsze perypetie całej czwórki. Olbrzymim atutem historyjki są ciepłe ilustracje wykonane przez Iwonę Całą. Mieliśmy do czynienia z jej rysunkami w książce „Dżok”, czy „Baltic” i te również nam się podobały. Mogę polecić książeczkę osobom, które lubią niebanalne, pozwalające rozwijać wyobraźnię dzieciaków. Opowieść trafi zarówno do trzylatka, jaki siedmiolatka rozpoczynającego przygodę z samodzielnym czytaniem. Szkoda tylko, że historia jest tak krótka.

„Baltic. Pies, który płynął na krze” – Barbara Gawryluk

Baltic. Pies, który płynął na krze - B. GawrylukDzieci, które uwielbiają psy, mają sporo książek po które mogą sięgać, by rozwijać swoje zainteresowania. Córka przechodzi chorobę zwaną „bardzo chcę psa”, wypożycza z biblioteki lektury tylko i wyłącznie o zwierzętach. Dlatego pierwszej historii autorstwa Barbary Gawryluk pt. „Dżok” dzieciaki słuchały jak zaczarowane. I tym razem autorka również odwołała się do prawdziwych wydarzeń. Historia Baltica w 2010 roku obiegła przecież cały świat.

Tytułowy, czworonożny bohater, bardzo boi się fajerwerków. Strach daje mu tyle sił, że ostatniego dnia w roku zrywa się z łańcucha. Biegnie gdzieś daleko przed siebie, gdzie go łapy poniosą. Głodny i przemarznięty tuła się i choć ludzie próbują mu pomóc, to zawsze jest coś, co w tym przeszkadza. Albo słychać spóźnione fajerwerki, albo pojawia się straż miejska i pies czuje, że musi uciekać. Wreszcie spragniony dociera nad rzekę. Jednak i tu czekają na niego niespodzianki. Trafia na krę wtedy, kiedy wysadzany jest lód i zostaje uwięziony na jednej z takich mroźnych tafli. Nie chce podpłynąć do próbujących ratować go ludzi, jest też zbyt niebezpiecznie, by mogły pomóc mu łodzie ratunkowe.

Oczywiście historia Baltica kończy się dobrze. Pies zostaje uratowany przez marynarza, ale dopiero wtedy, kiedy zwierzę dotrze na pełne morze. Barbara Gawryluk, podobnie jak w „Dżoku”, stara się opisać świat z punktu widzenia psa. Bohater ma swoje uczucia, przemyślenia i lęki. Te ostatnie doprowadzają  niemal do tragedii. Pan Adam, który uratował psa, daje mu też poczucie szczęścia. Wtedy też zwierzak odzyska wiarę w ludzi. Z nieufnego zwierzaka zmieni się w kochającego i wiernego czworonoga. Jego smutny los wreszcie się odmienia.

Barbara Gawryluk poprzez historię „Baltica” uczy dzieci miłości do zwierząt. Udowadnia, że zwierzę potrafi cierpieć, bać się, ale i bezgranicznie kochać. Dużo zależy od tego, na kogo trafi taki psiak. Bohater, po wielu przeszkodach, ostatecznie rozkwita przy panu Adamie. Podobnie dzieje się z marynarzem, który uratował Baltica. On też staje się bardziej szczęśliwy.

Myślę, że po lekturze takiej książki dzieci stają się bardziej wrażliwe. Nie ma w niej miejsca na obojętność. A ciepła tu wiele – nawet ilustracje świetnie oddają nastrój tej opowieści. Mogę polecić „Baltica” dzieciom od piątego, szóstego roku życia.

Historia tego czworonoga trafiła nawet na deski Teatru Miniatura w Gdańsku. Sztuka nosi tytuł „Baltic. Pies na krze” w reżyserii Romualda Wicza-Pokojskiego. Spektakl bierze udział w 19 Ogólnopolskim Konkursie na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Niestety, jeszcze nie widzieliśmy tego spektaklu. Przyznam, że sama jestem ciekawa i chętnie bym go obejrzała…

Wzruszająca legenda: „Dżok”, Barbara Gawryluk

Dżok - Barbara GawrylukObok tej pięknej historii nie sposób przejść obojętnie. Kruszy ona najbardziej zatwardziałe serca… Barbara Gawryluk w książce „Dżok. Legenda o psiej wierności” opowiada swoją wersję wydarzeń, które rozgrywały się w Krakowie, a dotyczyły pewnego kundelka. Natomiast dzięki Targom Książki w Katowicach udało mi się zdobyć autograf autorki. Zresztą panią Barabarę Gawryluk poznaliśmy już jako świetną tłumaczkę książki „Tsatsiki i Mamuśka”.

Tytułowy „Dżok” mieszka w schronisku. Czuje się tam źle, aż do momentu, kiedy wreszcie zostaje adoptowany przez pana Nikodema. Życie tych samotników zmienia się w jednej chwili. Pies zyskuje kogoś, kto o niego dba. Sam odwdzięcza się bezgraniczną wiernością i miłością. Wreszcie czują się szczęśliwi – i starszy mężczyzna i jego pies.

Pewnego dnia, podczas spaceru, pan Nikodem upada. Zabiera go ambulans. Dżok zostaje w tym miejscu, nie zdając sobie sprawy, że jego pan już nigdy nie wróci. I tak przez kilkanaście miesięcy kundelek żyje na krakowskim Rondzie Grunwaldzkim. Nikomu nie wolno go dotknąć, ani zabrać do schroniska. Dokarmiają go dobrzy ludzie. Okazuje się, że jest ich całkiem sporo. Dżok wreszcie pozwala się zabrać pani Marii. Znowu jest szczęśliwy, poznaje nowych przyjaciół. Ale i ta starsza pani nagle znika, a razem z nią pies Dżok.

Mieszkańcy Krakowa nie zapomnieli jednak o wiernym psie, który miesiącami czekał na swego pana. Postawili mu wspaniały pomnik.

Barbara Gawryluk odtworzyła prawdziwą historię Dżoka, z punktu widzenia psa. W ten sposób powstał niezwykły obraz, pełen ciepła, miłości i wierności. Nie jest to łatwa historia. A jednak przepiękna i pouczająca. Bo któż potrafi być tak oddanym, jeżeli nie pies?

Książka „Dżok” trafi do małych czytelników, również dzięki ilustracjom. Polecana jest dzieciom już od trzeciego roku życia. Podoba mi się w niej to, że nie ukrywa się przed maluchami prawdziwego zakończenia historii. Umiera pan Nikodem, pani Maria, na zawsze zawierusza się Dżok. A jednak przesłanie powieści jest niezwykle pozytywne. Okazuje się, że nie tylko pies potrafi być wierny, ale i ludzie chcą go docenić i zapamiętać. Przy okazji książka uczy wrażliwości oraz tego, że warto kochać, nie tylko psy…