Książka „Tęsknota” jest debiutem literackim Gaëla Faye, znanego hiphopowca tworzącego w języku francuskim. Muzyk jest synem Rwandyjki i Francuza. Urodził się w Burundi, tam też spędził dzieciństwo. Po wybuchu wojny w Rwandzie zamieszkał w Yvelines pod Paryżem. Powieść „Tęsknota” inspirowana jest doświadczeniami Gaëla Faye. Została wydana we Francji w 2016 roku i doczekała się wielu prestiżowych nagród, w tym uhonorowano ją wyróżnieniem „Lista Goncourtów: Polski Wybór”.
Historia zaczyna się od tego, jak ojciec głównego bohatera opowiada synowi o Tutsi, Hutu i Twa. Podkreśla przede wszystkim różnice w ich wyglądzie, ale też charakterze. Chłopiec nie może zrozumieć na czym polega konflikt między dwoma największymi plemionami. W końcu Tutsi i Hutu mają ten sam język, wierzą w tego samego boga. Posiadają też wspólny kraj. Według ojca prowadzą wojnę, bo mają różne nosy. Po tej rozmowie, Gabriel zaczyna nagle zauważać na ulicy ludzi pochodzących z różnych plemion, choć często ma wątpliwości. Ta świadomość to również pierwszy krok ku utracie niewinności.
Dziesięciolatek do tej pory dorastał w idylli. Przynajmniej tak mu się wydawało. Spędzał czas z kolegami w dzielnicy uznawanej za lepszą niż inne. Rodzice zatrudniali pracowników, których zadaniem było opiekowanie się domem. W Bużumburze, stolicy Burundi, Gabi miał swój zaułek, w którym spędzał owo cudowne dzieciństwo. Myślał, że tak będzie zawsze. Szybko jednak dostrzegł, że jego matka i ojciec oddalają się od siebie: „Rzeczywistość narzuciła swoje prawa. Surowe. Okrutne. Beztroska pierwszych dni przerodziła się w bezwzględny rytm, nieubłagany jak tykanie zegara. Autentyczność i swoboda zmieniły się w bumerang i walnęły po głowach moich rodziców, którzy nagle zrozumieli, że pomylili pożądanie z miłością i każde stworzyło sobie obraz drugiego. Nie dzielili ze sobą marzeń, tylko złudzenia.” (s. 18).
Mama Gabriela opuszcza dom, a chłopiec i jego młodsza siostra zostają z Tatą. Kiedy dochodzi w Rwandzie do ludobójstwa, kobieta rusza tam, by odnaleźć bliskich. Sama jest Tutsi, ale chce chronić członków rodziny. Nie udaje jej się. Cała rodzina została zamordowana, a Mama własnoręcznie chowie rozkładające się już ciała. Po tych wydarzeniach nigdy już nie dojdzie do siebie. Nie poradzi sobie z taką traumą.
Główny bohater jako dziesięciolatek traci dzieciństwo. Rok 1992 odbiera mu wszystko, choć do tej pory był chroniony przed obrazami zła i przemocy. Wojna domowa dociera wszędzie. Chłopiec natomiast zostaje postawiony w sytuacji, w której musi wybrać, kim jest. Każda z dróg prowadzi jednak do przemocy. Rodzi się strach.
Historia została pokazana z perspektywy dziecka. Otrzymujemy powieść inicjacyjną. Widzimy, jak bohater traci wszystko, co kochał. Zostaje postawiony w tragicznej sytuacji, bo tak naprawdę nie ma żadnego wyboru. Niezależnie jak określi swoją tożsamość, zawsze będzie oznaczało to drogę ku agresji. Widzimy eskalację okrucieństwa, a mimo to Gaël Faye pisze o kraju dzieciństwa w sposób pełen nostalgii. Po latach dziecko, które oglądało morze krwi, jest człowiekiem dostrzegającym w ziemi rodzinnej piękno. W „Tęsknocie” objawia się to w podkreślaniu przez bohatera urody wybranych miejsc, o których Gabi wyraża się z czułością. Ta delikatność jest także widoczna, gdy mamy do czynienia z opisami cierpienia Mamy, która nie potrafiła sobie poradzić z tym, co spotkało jej rodzinę.
Gaël Faye pisze o niezwykle trudnych doświadczeniach chłopca, który przedwcześnie oglądał śmierć. Pisarz nie analizuje konfliktu między Tutsi a Hutu, a pokazuje go z perspektywy chłopca, który próbuje się zmierzyć z tym, co widzi. Bohater traci dzieciństwo, dobrze znany świat. W zamian otrzymuje strach i przemoc. Mimo to po latach czuje nostalgię. Faye pokazuje także obłęd matki Gabriela, która nie była w stanie unieść traumy. Autor książki nie ma jednak zamiaru epatować okrucieństwem, w „Tęsknocie” skupia się na uczuciach. Te emocje oddaje prostym, a jednocześnie poetyckim językiem.
Pewnie musi to być niesamowicie wstrząsająca książka. Czytałam albo słuchałam wypowiedź kogoś o teraźniejszej Rwandzie, że pamiętający masakry jako dzieci chowają w sobie traumy, a ich cechą charakterystyczną jest ciągłe dbanie o schludny wygląd.
I że jest wielki demograficzny problem dzieci, które powstały z gwałtów na wojnie, że męczą się i kobiety i te dzieci, bo są dziełem nienawiści.
A jedni i drudzy muszą na siebie ciągle patrzeć. Polacy z Wołynia przynajmniej nie musieli oglądać Ukraińców przez ponad 50 lat. A trauma wciąż jest.
Tutaj widzimy, jak u dziecka zmienia się patrzenie na ludzi. Zamiast widzieć sąsiadów, mieszkańców miasta, bohater zaczyna dostrzegać, kto do jakiego plemienia należy. Ta kwestia okazuje się istotna, a wciąż podkreślana doprowadza do przemocy nawet wśród nieletnich, którzy podobnie jak ich rodzice biorą sprawy we własne ręce. To bardzo porusza, że nawet jeśli ktoś opiera się, nie chce walczyć – nie ma wyjścia, musi opowiedzieć się po jednej ze stron.