„Trans. Wyznania anarchistki, która zdradziła punk rocka” – Laura Jane Grace, Dan Ozzi

Trans, Laura Jane Grace, Dan OzziOsoby, które słuchają muzyki punk rockowej, z pewnością słyszeli o zespole Against Me! Jednak nie tylko fani zespołu będą zainteresowani książką „Trans. Wyznania anarchistki, która zdradziła punk rocka”, w której Laura Jane Grace opowiada o sobie, a pomaga jej w tym dziennikarz i pisarz Dan Ozzi. Po ten tytuł sięgną także osoby zainteresowane transpłciowością. Główna bohaterka książki opowiada o swojej drodze, jaką przeszła, by stać się kobietą.

Kiedy na świat przyszła Laura Jane Grace, tak naprawdę nazywała się Thomas James Gabel. Od początku czuła, że coś w niej nie pasuje do schematu. Thomasowi wydawały się fascynujące damskie rajstopy i nie mógł zrozumieć, dlaczego on nie może ich nosić. Czuł jednak, że nie może się obnosić ze swoimi pytaniami. Ukrywał własne zainteresowania damskimi ubraniami. W rodzinie, w której ojciec był wojskowym, raczej nie byłoby to dobrze widziane. Kiedy rodzice się rozeszli, a Thomas został z matką, w chłopcu zaczęła pojawiać się potrzeba buntu. Nastoletni Thomas postanowił wyrażać go poprzez muzykę.

Dorastający w Stanach Zjednoczonych młody Thomas słuchał zespołów punkowych. Postanowił założyć kapelę w podobnym stylu. Taką, w której mógłby wyrazić własne poglądy. Czuł się anarchistą, który podważa zaistniały system. Szybko się jednak okazało, że aby zaistnieć, trzeba nieco się dopasować. Nie sposób odnieść sukcesu bez wsparcia wielkich producentów. Kiedy te zwróciły uwagę na zespół Against Me! kapela miała szansę, by się wybić. Oznaczało to jednak, że dawni fani potraktują zespół jako sprzedawczyków.

Thomas wraz z zespołem prowadzili życie, jak przystało na punkowców. Alkohol, narkotyki były w zasięgu ręki i grupa korzystała z tego do woli. Dla lidera zespołu oznaczało to nie tylko zabawa, ale również ucieczkę od tego, co działo się w jego wnętrzu. Thomas czuł się kobietą, ale przecież w świecie punkowców nie ma miejsca dla osób transpłciowych. Trzeba być silnym facetem, by poradzić sobie w tym środowisku. Zwłaszcza, gdy stopniowo zaczyna się odnosić sukcesy.

W książce „Trans. Wyznania anarchistki, która zdradziła punk rocka” dowiemy się, jaką drogą podążyła Laura, by stać się osobą żyjącą w zgodzie ze sobą. Zajęło jej to wiele lat, ponieważ przez długi czas czuła, że nie może w żaden sposób się ujawnić. Najpierw doprowadziła się niemal do autodestrukcji. Przyjmowanie narkotyków, alkoholu miało stłumić potrzebę bycia kobietą. Ukrywanie prawdziwej tożsamości doprowadziły ją do depresji. Ukrywanie prawdy o sobie raniło też innych. Żona i córeczka nie miały pojęcia o tym, że Thomas czuje się Laurą. Kiedy wreszcie Laura zdecydowała się na opowiedzenie o swojej tożsamości płciowej, czuła, że zdradza najbliższe jej osoby. Zresztą córeczka wprost powiedziała, że chciałaby takiego tatę jak dawniej, czyli zanim zdecydował się na tranzycję płciową.

Książka oparta została na pamiętnikach Laury. Prócz tych zapisków, które ukazują jej karierę i drogę do zaakceptowania samej siebie, otrzymujemy jeszcze drugi rodzaj narracji pisany z perspektywy czasu. Te oba sposoby zapisu łączy historia bohaterki książki. Dla tłumacza książki, Rafała Lisowskiego, problemem było określenie form męskich i żeńskich czasowników. W języku angielskim jest nieco łatwiej, ale tłumacz świetnie sobie z tym poradził, nawet jeśli język polski wciąż jest nieidealny w opisywaniu kwestii związanych z płcią. W trakcie lektury widzimy, co wspólnego mają ze sobą Laura, jako wokalistka zespołu, jak i osobą dążąca do tranzycji. Tym wspólnym mianownikiem jest wolność i chęć życia w zgodzie z sobą.

  1. Ha, faktycznie, jeśli chodzi o płeć, to język polski jest tutaj wyzwaniem, w porównaniu choćby właśnie z angielskim, który jest znacznie bardziej „bezpłciowy” czy „bezosobowy”. A co do polskich tłumaczy, to całkiem ciekawie do problemu podszedł Michał Jakuszewski, który w „Diasporze”
    Grega Egana, pisząc o bezcielesnych (a więc i bezpłciowych) formach inteligencji, przyjął formę nijaką – zrobiłom, byłom, itd.

    • Widać, że można sobie jakoś poradzić – oczywiście trzeba czasu, by przywyknąć, ale myślę, że nasz bogaty język się dostosuje. Zwłaszcza, gdy pojawiają się tacy twórczy tłumacze. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *