Przyznam szczerze, że trochę się zagapiłam i sięgnęłam po drugi tom bestsellerowej powieści dla młodzieży Vojtěcha Matochy z pewnym (sporym!) opóźnieniem. Kiedy czytałam książkę „Truchlin. Czarny merkuryt”, dotarła do mnie wiadomość, że czwartego listopada wychodzi kolejna część. Zdarza mi się, że po dłuższym czasie od wydania kontynuacji jakiejś powieści, muszę sobie przypominać, o co chodziło wcześniej. Teraz nie będę musiała tego robić, ponieważ mam w swoich planach czytelniczych książkę „Truchlin. Biała komnata”. Co takiego przyciąga młodych odbiorców, że tak chętnie sięgają po tę trylogię?
Akcja powieści „Truchlin. Czarny merkuryt” Vojtěcha Matochy rozgrywa się kilka miesięcy po wydarzeniach, które zostały opisane w pierwszym tomie. W życiu głównego bohatera coś się zmieniło. Jirka właśnie stracił dziadka. Człowieka, który związany był z Truchlinem, dzielnicą Pragi, w której w pewnym sensie zatrzymał się czas. W tym miejscu nie działają zdobycze współczesnej technologii. Nie ma tam nawet prądu. Z jakiegoś jednak powodu znajdują się chętni, by tam mieszkać.
Na pogrzeb dziadka przychodzi tajemniczy mężczyzna. Nikt go nie zauważa na cmentarzu, ponieważ człowiek trzyma się na uboczu. Co ma wspólnego z dziadkiem Jirki? Chłopak chciałby poznać odpowiedź, ale najpierw czeka go nieoczekiwane zdarzenie. Bohater zostaje porwany. Trafia na Czerepy, do najbardziej mrocznej części Truchlina. Panują tam nie tylko egipskie ciemności, ale miejsce to rządzi się własnymi prawami.
Główny bohater wpada w poważne kłopoty. Wraz z En odkrywa nowe tajemnice Truchlina. Czekają na tę parę takie przygody, które powiedzą im wiele o sobie. Jirka zawiódł się w pewnym momencie na przyjaciołach. Teraz trudno mu zachować szczerą relację z En. Między przyjaciółmi wbiła się nieprzyjemna dla obojga nieufność. Czy uda im się to przełamać?
Praga kojarzy się większości z nas z cudownym miastem, do którego przyjemnie się wraca. Tymczasem fikcyjny Truchlin jest miejscem mrocznym. Sprawia niepokojące wrażenie. Chyba nikt nie chciałby wchodzić gdzieś, gdzie panuje ciemność. Zwłaszcza, że akcja powieści rozgrywa się zimą, gdy dni są krótkie, a i wtedy na niebie zobaczymy głównie ciemne chmury. Bohaterowie mają zamiar odkryć, czym jest poszukiwany przez porywaczy czarny merkuryt i dlaczego jest taki groźny. Dla Jirki oraz En oznacza to wiele niebezpiecznych sytuacji, ale nastolatki decydują się na ryzyko. Chcą odkryć tajemnice głęboko skrywane w tej dziwnej dzielnicy Pragi.
Nie dziwię się, że powieść Vojtěcha Matochy tak bardzo spodobała się młodzieży. Dobrze się ją czyta, jest napisana łatwym w odbiorze językiem, co może zawdzięczmy pracy tłumaczki Anny Radwan-Żbikowskiej. Ważne, że prócz zwrotów akcji, otrzymujemy również opowieść o emocjach, jakie towarzyszą głównemu bohaterowi. Odkrywamy tajemnice Truchlina, ale też uczucia Jirki. Oprócz tego przyciąga nas niezwykły klimat tej opowieści, a potęgują go jeszcze klimatyczne ilustracje Karela Osohy. Łatwo dałam się porwać przygodom pary czternastolatków, którzy przeżywają zarówno chwile grozy, jak i poznają kolejne elementy złożonej zagadki. Czujemy jednak, że autor nie odkrywa wszystkiego, co sugeruje, że w finale opowieści czekają na nas kolejne przyjemne niespodzianki.