„Trzewia” – Aleksandra Paduch

Trzewia, Aleksandra PaduchKsiążka pt. „Trzewia” jest debiutem literackim Aleksandry Paduch. Autorka ukończyła historię sztuki na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Studiowała też fotografię i edytorstwo. Teraz spróbowała swoich sił w pisaniu. Powieść została wydana nakładem Wydawnictwa Czarne i jest zaliczana do popularnej ostatnio autofikcji. Zastanawiałam się, zanim po nią sięgnęłam, czy w tym temacie da się jeszcze napisać coś, co zainteresuje czytelnika i nie będzie powielaniem znanych nam motywów i wątków.

„Trzewia” są niepozorne objętościowo, liczą sobie niewiele ponad sto stron. Ponadto Aleksandra Paduch podzieliła tekst na sto krótkich rozdziałów. Niektóre mieszczą się na jednej karcie, inne zawierają zaledwie kilka zdań. Można odnieść wrażenie, że tylko od nas zależy czy czytamy książkę od początku do końca czy odwrotnie, czy też na wyrywki. Kiedy zaczniemy lekturę, szybko zorientujemy się, że  nie są to chronologicznie opowiedziane wspomnienia głównej bohaterki, a pewnego rodzaju impresje, czy obrazy z przeszłości.

W „Trzewiach” znajdziemy opowieść o rodzinie z lat dziewięćdziesiątych. Główna bohaterka jest dzieckiem, żyjącym w cieniu wielkich strat. Zmarł jej braciszek, a cierpienie, jakie dotyka najbliższych nakłada się na traumy, jakich doświadczyli dziadkowie w czasach wojny i później. Zamiast wsparcia i bliskości, rodzina daje sobie coś innego. Troska wyrażana jest w jedzeniu. Starsi wyrażają swoją miłość do wnuków dokarmiając ich. Nie ma rozmów o emocjach, cierpieniu, są tylko dokładki dań, które zapełniają tytułowe trzewia. Głód sprzed kilku pokoleń nigdy nie dotyka najmłodszych. Jedzenie jest nie tylko wyrazem ciepła i miłości, ale staje się niekiedy źródłem opresji. Grzeczne dziecko musi jeść, ale kiedy to robi, w końcu staje się otyłe. Wtedy cała wina spada na nie. Główna bohaterka nie może zrozumieć tych sprzeczności w komunikatach. Jedz, ale z drugiej strony rodzinie się nie przelewa, więc dziecko czuje, że stanowi jakieś obciążenie dla rodziców.

Bliscy nie otrzymują typowych imion, a określenia dotyczące miejsc: jeden dziadek jest z Boratyna/Reblina/Słupska, a babcia z Łodzi/Gdyni/Gdańska. Starsze pokolenie zaznało wywózek, przesiedleń, utraty rodziców. Ich wnuczka dziedziczy te traumy, ale próbuje też jakoś się wpasować w tę rodzinę, w nastrój jaki panuje. Z emocjami będzie jej najtrudniej, ponieważ dzieciom niczego się nie mówi. Chory na raka brat, nie powinien się dowiedzieć, że jest łysy. Kiedy umrze, dorośli biorą tabletki, by jakoś przetrwać pogrzeb, a także dzielą się nimi z dziećmi, choć one nawet nie zdają sobie do końca sprawy, co się dzieje.

Aleksandra Paduch pisze o doświadczeniach ludzi dorastających w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Opisuje obrazy niekoniecznie zaskakujące, ale osobiste. „Trzewia” zaliczymy do autofikcji. Tytuł ma oczywiście duże znaczenie, gdyż pozwala nam wraz z autorką odkrywać i dążyć do zrozumienia pewnych wspólnych i osobistych dla autorki doświadczeń z przeszłości. Zastanawiamy się również, jak działa pamięć? Czy stanowi zbiór poszarpanych obrazów, emocji, wrażeń? Autorka skłania czytelnika do refleksji nad tematami jakie nam podsuwa. Zastanawiamy się nad nimi i szukamy znaczenia symboli, jakie zostały umieszczone w opowieści. Każdy z nas może znaleźć to, co łączy, albo i dzieli, ale jest umieszczone w naszym wnętrzu, głęboko w trzewiach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *