„Abraxas” – Bogdan-Alexandru Stănescu

Abraxas,Bogdan-Alexandru StănescuO współczesnej literaturze rumuńskiej nie wiem za wiele. Nieco się to poprawiło za sprawą tegorocznej edycji Literackiego Sopotu, która była poświecona twórcom tego kraju. Przyjechało wielu pisarzy, a Bogdan-Alexandru Stănescu był jednym z nich. Spotkanie autorskie zachęciło mnie do sięgnięcia po jego powieść pt. „Abraxas”. Książka wyróżnia się już na pierwszy rzut oka grubą oprawą skrywającą między okładkami 600 stron tekstu. Najważniejsze jednak jest, co w tej powieści znajdziemy.

Głównym bohaterem i narratorem książki jest Michi Lucescu, mężczyzna po czterdziestce, który z jakiegoś powodu jest sam. W izolacji, w jakiej się znajduje, oddaje się w pełni swoim myślom. One zabierają go w przeszłość, co pozwala nam poznać jego historię. Nie są to jednak chronologiczne i uporządkowane wspomnienia, a opowieści pełne dygresji oddalających nas niekiedy od współczesności, gdzieś daleko w średniowieczne czasy krucjat.

Michi pokazuje nam swoje dzieciństwo w Rumunii. Jako że należę do tego samego pokolenia, pozwala mi to jednocześnie na dwie rzeczy. Mogę porównać, jak wyglądały lata schyłku epoki Ceauşescu i komunizmu w Polsce, a także własne doświadczenia z tym, co spotkało mężczyznę. Życie na pozór zwyczajne, człowieka, którego trudno nazwać herosem. Oglądamy szarą rzeczywistość najpierw dziecka, potem chłopca, śledzimy jego dorastanie.

W życiu bohatera bardzo ważną postacią jest matka. Kobieta uwielbiana przez mężczyzn, ale jej życie osobiste niekoniecznie układa się po jej myśli. Michi ma trudną relację z własną mamą. Ona wprowadza dualizm w życiu chłopca: od miłości po nienawiść. Lawiruje między czułością a przemocą. Dziecko nie zawsze potrafi odczytać te dziwne stany emocjonalne Ralu i często staje się osobą, na której kobieta się wyżywa. Ralu uczy syna w niekonwencjonalny sposób, by chłopiec na zawsze zapamiętał dawaną mu lekcję. Dowiaduje się na przykład czego nie należy mówić, a gdy wyrazi na głos dezaprobatę na temat braku prądu z winy Ceauşescu dostaje lanie. Dziecko nie rozumie dlaczego matka może tak mówić, a on nie. Szybko uczy się jednak na swoich błędach, nawet jeśli nie wszystko jest w stanie pojąć. Ralu realizuje się jako malarka, ale czerpie też siłę ze swojego działania na mężczyzn.

Główny bohater żyje w trudnych czasach, a wielka historia wpływa na postacie. Autor powieści świetnie oddaje przemiany, jakie następują. Michi nie potrafi ich wykorzystać, ale nie jest sam. Oglądamy ludzi, którzy nie radzą sobie w nowej rzeczywistości, nie nadążają też za zmianami społecznymi. Można odnieść wrażenie, że główna postać to personifikacja Rumunii, państwa doświadczonego przez los, które porażkę odmienia przez wszystkie przypadki.

Wspomniałam o przeobrażającym się kraju, ale równie ważny jest Bukareszt. Miasto, do zaułków którego zabiera nas Michi, niekoniecznie pokazywane byłoby turystom, ale to ono przyjmuje takich, jak główny bohater bez oczekiwań i warunków. Podczas lektury zaglądamy do rodzinnego domu głównego bohatera i śledzimy nie tylko losy mężczyzny popadającego w coraz większe kłopoty. Michi przez całe życie nie może się odnaleźć, ma skomplikowane życie osobiste, dziedziczy traumy, ale jest coś, co daje mu ukojenie. Nadzieję daje mu literatura, a zwłaszcza poezja. Zresztą Michi sam również jest poetą, wykładowcą akademickim. W „Abraxas” znajdziemy sporo odniesień do literatury, a także popkultury. Bogdan-Alexandru Stănescu operuje pewnymi kliszami, np. kiedy piękna Ralu zmienia się pod wpływem wieku, przypomina ośmiornicę z „Anielki” Disneya i chyba każdy potrafi łatwo sobie ją wyobrazić.

Powieść „Abraxas” nazywana jest monumentalną. Wcale to nie powinno nikogo dziwić, nie z powodu rozmiaru książki, ale ze względu na obraz jaki otrzymujemy. Podobało mi się tło historyczne, a polski czytelnik będzie porównywał przedstawione wydarzenia z tym, co działo się u nas. Wizje narratora komplikują opowieść. Powodują, że musimy się zastanowić, w jakim celu zostały tu umieszczone i jak wpływają na interpretację dzieła. Warto również pomyśleć nad tytułem powieści. Bogdan-Alexandru Stănescu naprowadza nas na trop już na samym początku, umieszczając cytat z C. G. Junga. Jak widać „Abraxas” to dzieło wymagające od czytelnika pewnego wysiłku, ale myślę warto podjąć taki trud, ponieważ otrzymujemy książkę wyjątkową.

Ps. Powieść z języka rumuńskiego przełożył Kazimierz Jurczak.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *