Literatura to nie tylko powieści, ale właśnie one są najczęściej wydawane, bo najlepiej się sprzedają. Coraz rzadziej sięgam po poezję czy dramaty. A przecież lubię poznawać różne gatunki i rodzaje literackie. Podobnie ma się rzecz z opowiadaniami. One także rzadziej trafiają do księgarń. Dzieje się tak z wielu powodów, ale bardzo mnie cieszy, kiedy do moich rąk trafia zbiór krótkich tekstów prozatorskich. Jeśli są one dobrze napisane, to tak jakbym się delektowała pysznym posiłkiem, który spożywam małymi kęsami, by dłużej czerpać z tego radość. „Ulotne” Joanny Olczak to właśnie zbiór opowiadań. Zauważyłam, że w Wydawnictwie Seqoja bardzo często pojawiają się takie zbiory.
Joanna Olczak zadebiutowała tomem „Ulotne”. W tomie znajdziemy dziesięć opowiadań. Historie są niezależne od siebie, ale łączy je tytuł, który zmusza nas do myślenia, jeszcze zanim poznamy opisane w książce historie. Im jesteśmy starsi, tym bardziej zauważamy, jak ulotne potrafi być życie, czy chwila szczęścia. Tak samo dzieje się z przeszłością. Nie potrafimy jej zamknąć w pudełku i zatrzymać na dłużej. Odchodzi wraz z nami. Sami możemy przekazać naszą historię innym, ale czy znajdziemy tych, którzy zechcą nas wysłuchać i zatrzymać opowieść dla siebie?
Zarówno bohaterowie opowiadania „Sukienka w białe groch”, jak i kolejnego „Bukiecik konwalii” odkrywają przeszłość ludzi, których znali. Okazuje się jednak, że tak naprawdę niewiele wiemy o własnej babci, a nawet ojcu czy mężu. Odkrywanie ich historii może być bolesne. Okazuje się, że ta przeszłość rani tych, którzy ją poznają, ale również osoby, które o niej mówią. Kiedy w innym opowiadaniu, fryzjerka przychodzi do starszej pani i wykonuje jej fryzury dokładnie takie, jakie miała wtedy, gdy była młoda, nie wie, że dystyngowana staruszka skrywa tajemnicę. Zrozumienie dziwnego zachowania kobiety przychodzi dopiero w momencie, kiedy zagadka zostaje rozwiązana. Niestety wiąże się to z przypominaniem zdarzenia, które na zawsze zraniło i zmieniło kobietę.
Takich trudnych doświadczeń, które odcisną piętno na życiu bohaterów, jest tu znacznie więcej. Niektóre sięgają do czasów dzieciństwa opisywanych postaci, w innych postacie są dorosłe, ale często przywołują przeszłość. W opowiadaniu „Koty na wierzbie” mały Ksenio doświadcza przemocy ze strony ojca alkoholika. Chłopiec często wpada w konflikty z bratem Heniem. Kiedy Ksawery za sprawą swojej kotki poprawia relację z bratem, dochodzi do tragedii. Chłopiec próbuje wpłynąć na rzeczywistość i robi to w trudny do zrozumienia sposób. Swoją dziecinną naiwnością wierzy, że może mu się to udać, ale oczywiście nic nie jest w stanie zmienić tego, co już nastąpiło.
Teksty Joanny Olczak pozwalają czytelnikom na przeniesienie się do świata w nich przedstawionego. Nie ma w nich zbędnych dłużyzn, są skrojone na miarę. Autorka nie zawsze stawia kropkę nad i, niekiedy zostawia nas z niedopowiedzeniami. Często jednak pojawia się efektowna i zmuszająca do myślenia puenta. Czytając kolejne teksty widzimy bohaterów, których naznaczyła przeszłość. Wystarczyła chwila, by życie danego człowieka zmieniło się na zawsze. Śledzimy wydarzenia, ale przede wszystkim skupiamy się na emocjach. One mają tutaj największe znaczenie. Samo umiejętne opisywanie rzeczywistości nie wystarczy, ważne jest, jak reagują, co czują postacie. Joanna Olczak pisze o tym w sposób wiarygodny, nie odrealnia tych postaci. Dzieje się tak nawet, gdy jeden z bohaterów okazuje się do tego stopnia nijaki, że staje się dosłownie niewidzialny. W tej historii słowo ulotność nabrało nieco innego znaczenia.
Czytając opowiadania z tomu „Ulotne” nie zauważamy w żaden sposób, że mamy do czynienia z debiutem literackim. Słowo pisane jest dla autorki środowiskiem naturalnym. Czuje się w tej materii, jak ryba w wodzie. Mam nadzieję, że szybko pojawi się kolejny zbiór, bo chciałabym częściej sięgać po dobrze napisane, zmuszające do refleksji historie.