„U:rywki” – Lucyna Klimczak

U:rywki, Lucyna KlimczakPierwszą publikację Lucyny Klimczak trudno nazwać typową książką. „Co-dziennik” wpisywał się w nurt książek kreatywnych. Takich, których stajemy się współautorami, bo naszym zadaniem jest dodawać coś od siebie. W tym przypadku nie chodzi o kolorowanie, choć właściwie wolno wszystko: od rysowania do pisania. Przede wszystkim jednak chodziło o zatrzymanie się na chwilę i zastanowienie nad sobą. Chwila na refleksję jest potrzebna każdemu.

Dwa lata po „Co-dzienniku” autorka postanowiła sprawić sobie i czytelnikom prezent. Opublikować drugą książką, ale nieco inną niż poprzednia. „U:rywki” nie są publikacją do uzupełniania i notowania. To wprawdzie wolno robić, ale najlepiej we własnej głowie lub na marginesie. Na samym początku Lucyna Klimczak zachęca nas do dzielenia się. Uważa bowiem, że jeśli nam się ta publikacja spodobała, warto drugi egzemplarz komuś podarować.

W „IN-strukcji” otrzymujemy podpowiedź, jak czytać „U:rywki”. Przede wszystkim mamy skupić się na słowach, a znaczenia szukać również między nimi. Dowiemy się, że warto tę książkę poznawać w spokoju i niespiesznie. Rzeczywiście teksty nie są długie. Każdy z urywków jest w sam raz na jedną sesję przy kawie. W sam raz na jedną refleksję. Choć myślenie to sprawa indywidualna, tak samo jak czas picia kawy. Jedni się delektują, inni połykają w locie (i myśli, i słowa, i filiżanki kawy).

„U:rywki” mają formę dialogów. Rozmowy prowadzi siedem osób, często kobieta i mężczyzna. Nie są to jednak zwyczajne pogawędki o pogodzie. Jedna z postaci zazwyczaj prowadzi drugą przez tajniki uczuć. Dzięki temu jedna z tych osób poznaje samą siebie i odkrywa zarówno kim jest, jak i w którym kierunku powinna podążać, by pozostać w zgodzie ze sobą.

Książkę Lucyny Klimczak można traktować jako przerywnik w codzienności i wczytywać się w dialogi, które chwilami bawią, innym razem podpowiadają, jak dyskutować. Z drugiej strony „U:rywki” to także rodzaj poradnika. Książki, która wskazuje nam pewną drogę, by lepiej zrozumieć samych siebie. Autorka pokazuje, że nie wystarczy być. Miłośnicy opisów lepiej niech tu nie zaglądają, bo mamy do czynienia tylko i wyłącznie z dialogami. Pustą przestrzeń należy obudować samemu.

  1. Przyznaję, że nie słyszałem wcześniej o tego typu książce, chociaż sam pomysł, by interesujące zagadnienia przedstawić za pomocą dialogów pojawiał się już w literaturze – bardzo ciekawą pozycją są choćby „Dialogi” Staszka Lema (świetna mieszanka futurologiczno-filozoficzna).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *