Grzegorz Leszczyński, autor książki „Wielkie małe książki. Lektury dla dzieci i nie tylko”, jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, historykiem literatury, badaczem i krytykiem literatury dla dzieci i młodzieży. Wcześniej opublikował antologie literackie np. „Baśnie świata”, czy „Polskie baśnie i legendy”. Tym razem postanowił przeprowadzić czytelnika przez bezkresne morze zwane literaturą dziecięcą i młodzieżową.
Zacznijmy jednak od tego, czy czytać książki, czy nie? Autor stawia tezę, że nic by się nie stało, gdyby książki zniknęły. Słońce tak samo rano wstawałoby i zachodziło, a ludzie zajmowaliby się tym, czym do tej pory. Dzisiaj mało kto chwali się przeczytaną lekturą. Nie słychać głosów polityków, celebrytów, którzy odwoływaliby się do swoich ulubionych książek. Dzisiaj przestała być przedmiotem pożądania, a wyniki badań czytelniczych pokazują, że wciąż spada zainteresowanie czytaniem. Zdarzają się wyjątki. Nie tak dawno temu chciano połączyć biblioteki szkolne z gminnymi. Po głosach oburzenia, ten projekt na szczęście nie wszedł w życie.
Dlaczego jednak lektury przegrywają w świecie nastolatków z innymi środkami przekazu? Nie są tak atrakcyjne jak gry komputerowe, pełne akcji i dynamizmu. Wymagają też pewnego wysiłku, a żeby włączyć film przecież wystarczy tylko nacisnąć guzik na pilocie. Zaskakująco „czytelnictwu zagraża sama książka – nudna, jałowa, źle napisana, źle zilustrowana, po prostu zła. To właśnie książkowe śmieciowe żarcie, byle jakie, nudne, żałosne, jest największym zagrożeniem dla naszych dzieci” (s.12). Wystarczy wybrać się do pierwszej księgarni, by zobaczyć ten zalew tandety. A jeśli dzieciaki otrzymają złe książki, nie będą chciały po nie sięgać. Im starsze dzieci, tym większy problem. W takim razie co zrobić? „Co z tymi, którzy od książki uciekają? Trzeba ich uwodzić! Książka musi ich uwodzić, kusić i nęcić, inaczej po prostu po nią nie sięgną” (s. 19).
Co zrobić, by dzieci poznały tę niczym niezmąconą radość czytania? Grzegorz Leszczyński pokazuje od kołysanek, poprzez poezję dziecięcą, baśnie i książki fantasy, jak rozwijały się teksty, które przeznaczone są dla młodszego odbiorcy. Od dydaktyzmu, w którym bohaterowie za złe czyny tracili palce za karę, poprzez opowieści w których ta nauka jest na opak. Opowieści ewoluują i nie można zapominać o tym ciągłym rozwoju. To, co było uznawane za wartościowe w XIX wieku, dzisiaj może młodych odbiorców zniechęcić. Są jednak takie teksty, które opierają się czasom i wciąż mogą być aktualne.
Autor publikacji „Wielkie małe książki” dokonuje analizy i interpretacji wielu utworów przeznaczonych dla dzieci i młodzieży, byśmy zobaczyli jak wygląda ów rozwój literatury, w którą stronę podąża. Pokazuje też jak zmienia się odbiór literatury przez dorastających czytelników. Dlaczego tak bardzo nastolatkom podoba się fantasy i czy trzeba się bać tego gatunku? Jakich książek potrzebują młodzi czytelnicy – inicjacyjnych, wprowadzających do świata dorosłych, a może jeszcze czegoś innego?
Dzięki „Wielkim małym książkom” Grzegorza Leszczyńskiego zrozumiemy, jak rozwijała się literatura przeznaczona dla dzieci oraz młodzieży. Autor pokazuje również, jak ważne jest, by traktować młodych odbiorców poważnie i dawać im to co najlepsze, ponieważ bez tego czytelnictwo dalej będzie podupadało. Każdy aspekt jest ważny: zarówno ilustracje, jak i treść. W książkach nie chodzi o to, by wychowywać i moralizować – jak chciano jeszcze kilka pokoleń temu, ale pozwolić cieszyć się lekturą. Grzegorz Leszczyński podpowiada w sposób niezwykle interesujący, jak dokonywać wyborów lektur. Wymienia sporą ilość książek, które następnie omawia, byśmy traktowali literaturę dla dzieci i młodzieży z szacunkiem, ale bez lęku. Nie zabraknie tez na końcu indeksu nazwisk autorów i postaci literackich. „Wielkie małe książki” to pewnego rodzaju przewodnik po tym, jak zarażać miłością do książek. Doskonale wiem, że czytanie ma sens – autor moje zdanie potwierdził.
Do przeczytania. Obowiązkowo.