Książka „Wilimowski” chorwackiego pisarza Miljenki Jergovicia została wydana w jego rodzinnych stronach dopiero niedawno, kilka miesięcy po polskiej premierze. Sam Jergović posiada spory dorobek literacki. Został laureatem Angelusa 2012 za książkę „Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki”. Dzięki tłumaczeniu Magdaleny Pietryńskiej możemy poznać tę niewielką pod względem objętości książkę, ale wielką pod względem problemów, które porusza.
Wbrew temu, co sugeruje tytuł powieści, Wilimowski, znany polski piłkarz przedwojenny wcale nie jest głównym bohaterem książki. On staje się tu pewnego rodzaju żywą legendą, ale też symbolem. Chodzi o tożsamość Ernesta Wilimowskiego, Górnoślązaka, który gra w drugiej połowie lat trzydziestych w reprezentacji Polski. Jego dokonania były niezwykłe, stąd sława piłkarza. W czasie drugiej wojny światowej grał w drużynie niemieckiej. Łatwo sobie wyobrazić, że po przegranej nazistów traktowano go w naszym kraju jako zdrajcę. Z tego też powodu Ernest Wilimowski już nie wrócił do Polski.
Akcja powieści rozgrywa się w 1938 roku. Krakowski profesor zabiera swojego syna w daleką podróż do Jugosławii. W górach znajduje się hotel noszący nazwę Niemiecki Dom. Tragarze, Dawid i jego ojciec stanowią niezwykły orszak dla miejscowej ludności. Chłopiec osłonięty gazą, wnoszony jest na lektyce. Wśród całej masy bagaży znajduje się też antena radiowa, dzięki której w hotelu będzie można usłyszeć w radio relację z meczu Polska-Brazylia.
Miejsce, do którego trafia profesor Mieroszewski, skojarzy się czytelnikom z „Czarodziejską górą” Tomasza Manna, gdyż mężczyzna przyjeżdża tu z powodu syna., który cierpi na gruźlicę kości. Dla dziecka oznacza to wyrok. Jeden ze znajomych profesora twierdził, że w hotelu Niemiecki Dom wyleczył gruźlicę. Ojciec nie myśli, że dzięki temu miejscu wyleczy syna, raczej zbiera się do rozmowy z synem na temat tego, co czeka Dawida. Nadchodzi koniec życia chłopca, ale bohaterowie nie wiedzą jeszcze, że to nie jedyny koniec. Wielkimi krokami zbliża się kres znanego im świata.
Miljenko Jergović pokazuje bohaterów, którzy w takim hotelu jeszcze mogą odnaleźć spokój. Jednak ze względu na to kim są, wkrótce będą prześladowani. Tomasz Mieroszewski ożenił się z Żydówką, ale kobieta zmarła. Sam jest u kresu swojej egzystencji, jednak będzie musiał najpierw pożegnać syna. W hotelu pozna też jego właścicielkę, Niemkę, która nie zgadza się z polityką hitlerowców. Tylko czy po wojnie ktoś będzie o tym pamiętał?
Te problemy związane z tożsamością są podkreślone w momencie relacji ze słynnego meczu. Sam profesor nie przepada za piłką nożną, ale słynny mecz Polska-Brazylia stanowi symbol tego, co nadchodzi. Wprawdzie Wilimowski strzela cztery gole do bramki brazylijskiej, mimo to nasza reprezentacja przegrywa. Profesor dzięki skonstruowanej przez siebie antenie, może tę audycję radiową odsłuchać razem z synem. Ekscytująca walka zakończona klęską, to również pretekst do tego, by opowiedzieć o tym, co czeka chłopca.
Dawid Mieroszewski czuje się inny niż wszyscy. Okoliczni mieszkańcy boją się go, nie wiedzą czym chłopiec jest. Z tego wynika jego samotność, ale bohater też jest niezwykle odważny, bo potrafi pogodzić się z losem. Wydaje się, że ojciec cierpi jeszcze bardziej. Liczy, że po meczu i rozmowie z dzieckiem, uda mu się osiągnąć spokój. Relacja między Tomaszem i synem pełna też jest niedopowiedzeń, ponieważ mężczyzna nie potrafi wyrazić w pełni swoich uczuć.
W powieści „Wilimowski” autor porusza wiele problemów. Jego bohaterowie mimo świadomości nadchodzących złych czasów, poszukują miejsca, w którym można odnaleźć spokój, w którym można zachować odrobinę nadziei. Odkrywają też swoją tożsamość i godzą z tym, co nadchodzi. W tej niepozornej objętościowo książce kryje się naprawdę wiele. Widzimy wielką historię, zbliżającą sie apokalipsę. Wszystko to ma wpływ na zwykłych ludzi. Najbardziej intrygują w tej powieści niedopowiedzenia. Miljenko Jergović często się nimi posługuje, a my sobie układamy to, co nie zostało powiedziane wprost. Powstaje piękna opowieść, choć zdajemy sobie sprawę, że z tragicznym zakończeniem.
Słyszałem o tej książce, ale głównie z uwagi na nazwisko Wilimowskiego. Po Twojej recenzji powieść jawi się jako o wiele bardziej złożona i interesująca – bardzo podoba mi się to nawiązanie do „Czarodziejskiej góry” (w tym roku wreszcie udało mi się przeczytać tę potężną powieść).
Zaskakujące jest w książce Jergovicia, ze potrafił opowiedzieć historię i podjąć tyle skomplikowanych problemów, na niespełna dwustu stronach. A to w jaki sposób opisał audycję radiową słynnego meczu, to już prawdziwe mistrzostwo świata.
Ogólny zarys fabuły brzmi dość niesamowicie, a w połączeniu z faktem mego zupełnego braku znajomości z literaturą nie tylko chorwacką, ale i bałkańską w ogóle, zachęca mnie mocno do sięgnięcia. Recenzja ta niecnie wypomina mi też, że nadal nie przeczytałem „Czarodziejskiej góry”.
Polecam obie lektury. I po „Czarodziejską górę” Tomasza Manna warto sięgnąć i po „Wilimowskiego” Jergovicia.
Chorwacki punkt widzenia na okres około IIWŚ (i samej wojny) to rzeczywiście coś rzadko spotykanego… zwłaszcza w kontekście nierozliczonych spraw z przeszłości, a że nie miałam jeszcze przyjemności czytać jakiegokolwiek chorwackiego pisarza, już zanotowałam autora. Pozdrawam
Te miejsca i czasy są mało znane, a tu jeszcze następuje powiązanie tych losów z tożsamością ludzi pochodzących z Polski.