Trudno się oderwać od książek Karla Ovego Knausgårda. Czekam cierpliwie na szósty tom „Mojej walki”, a tymczasem dzisiaj jest pierwszy dzień wiosny. Gdybym mogła wybrać się na wagary, z pewnością towarzyszyłaby mi trzecia część cyklu „Cztery pory roku”. Powody są dwa. Po pierwsze idealnie pasujący tytuł, czyli „Wiosna”. Po drugie – treść, która zaskoczyła mnie zupełnie, choć przecież przeczytałam wszystkie dostępne na polskim rynku książki Knausgårda.
Adresatką całego cyklu Karla Ovego Knausgårda pt. „Cztery pory roku” jest córka. W tomie „Wiosna” dowiadujemy się, że dziewczynka ma już trzy miesiące. Co to oznacza dla jej ojca? W poprzednich tomach pisarz starał się przybliżyć rzeczywistość, w której dane jest żyć jej rodzinie. Autor opisywał często banalne rzeczy dnia codziennego, ale też wspominał o ulubionych lekturach. Starał się oddać wszystko co dla niego ważne, ale też opisać i oddać za pomocą słów zwyczajne sprawy, jakie za pewien czas odejdą z ludzkiej pamięci.
Pierwszej wiosny swojego życia córka Knausgårda nie zapamięta. Stopniowo będzie odkrywać tę rzeczywistość, by wreszcie robić to w coraz bardziej świadomy sposób. Ojciec zastanawia się nad tym, jaki może być świat noworodka i dochodzi do wniosku, że jest w nim miejsce tylko na bodźce typu zimno i ciepło, ciemno i jasno. Dla pisarza maleństwo jest zagadką, a jednocześnie osobą, którą poznaje dopiero od niedawna. Świat dziecka i dorosłego są zupełnie różne, ale łączy je jedno – miłość.
Opisywanie poszczególnych elementów rzeczywistości ojca było głównym tematem poprzednich części. „Wiosna” różni się od „Zimy i „Jesieni”. Knausgård postanowił skupić się na opowieści o swoich refleksjach, wspomnieniach związanych z przyjściem na świat córeczki. Jednak na tym nie poprzestaje. Opowiada o tym, jak toczy się codzienność, co dzieje się w domu, jak wygląda wspólne życie z nowo narodzonym dzieckiem.
Autor w poprzednich częściach skupiał się na opisywaniu drobnostek. Zaskoczył mnie tym, że otrzymujemy również historię rodzinną, dlatego „Wiosna” zbliżona jest stylistycznie do „Mojej walki”. Dowiadujemy się między innymi, co działo się z matką przed narodzinami dziecka. Knausgård opowiada o tym, jak jego żona popadała stopniowo w depresję oraz o swoich odczuciach związanych z tym problemem. Kiedy znajdziemy się w podobnej sytuacji, nie wiemy przecież, jak pomóc. Często pojawia się poczucie winy, czy przypadkiem nie za późno reagujemy.
Jak Karl Ove Knausgård opiekuje się czworgiem dzieci, kiedy zostaje sam, bez wsparcia żony? Czy sobie poradzi z problemami oraz pogodzi wszystko z pracą? Ogrom obowiązków nie zmienia jednego – miłości, którą obdarza dziecko. Oprócz tego nie zapomina o swojej drugiej roli. Pierwsza to bycie ojcem, a druga – pisarzem. W książce „Wiosna” możemy zobaczyć autora jako doskonałego obserwatora. Człowieka, który potrafi skupić się na jakimś momencie zwykłego dnia i ubrać go w słowa. Opowiedzieć o tym w ten sposób, że zwyczajność nabiera nowego charakteru. Poprzez uwiecznienie tej codzienności nadaje jej nieśmiertelność. Utrwala, zapamiętuje oraz szuka tych rzeczy, które z dystansu dorosłego nie są niczym nadzwyczajnym, ale dla jego dzieci mogą stanowić punktem przełomowy, istotny dla dalszego życia. Poprzez opisywanie tego świata wyraża również swoją miłość do dziecka. Ci, którzy sięgną po „Wiosnę” będą mieli okazję stać się niemal uczestnikami opisywanych sytuacji, a oprócz tego poznają wartość zwyczajnego życia.
Lubię takie opowieści. Zanurzone w codziennym życiu i refleksyjne. Świat widziany oczami ojca czwórki dzieci, może być zaskoczeniem i ciekawą odmianą.
Nie tylko Kochanowski wiedział, że ojcostwo to ważna sprawa – na szczęście dzisiaj coraz częściej się je docenia.
W okładki powieści Knausgårda z serii „Cztery Pory Roku” mógłbym się wpatrywać godzinami – książki sprawiają wrażenie istnego dzieła sztuki. Bardzo dobrze jest wiedzieć, że oprócz znakomitej okładki, dzieło obfituje w równie interesującą treść. Ojcostwo to temat, z którym i mnie (mam nadzieję) przyjdzie się zmierzyć, dlatego tym bardziej ciekawi mnie sposób, w jaki zaprezentował je Knausgård.
W „Mojej walce” również pojawia się temat ojcostwa. Pokazane ono zostaje z dwu stron: z perspektywy Knausgårda-syna oraz jako tego, który daje życie.
O ile „Moja walka” nigdy mnie nie przekonywała, może za sprawą dość sprzecznych opinii o niej, to w stosunku do „Czterech pór roku” odczuwam rosnącą fascynację. Na pewno w końcu się przemogę i po nie sięgnę 🙂
Ciekawe jest, że „Moja walka” wzbudza tak skrajne emocje. Sama należę do tych, którym ten cykl się podoba. Jeśli chodzi o „Cztery pory roku”, to już ciekawa jestem, czym zaskoczy mnie autor w ostatnim tomie…