Gyula Krúdy, węgierski pisarz, urodził się pod koniec XIX wieku. Zmarł w 1933 roku. Jego twórczość zalicza się do klasyki literatury, a ja do tej pory chyba nie czytałam jeszcze żadnej z jego książek. Kojarzę jego najsłynniejszy zbiór opowiadań, „Miasto uśpionych kobiet”. Kiedy dowiedziałam się, że wydany zostanie tom „Wszystkie kobiety Sindbada”, zainteresowałam się tym tytułem i postanowiłam odkryć nieznanego mi dotąd autora, który tak bardzo inspirował największych węgierskich pisarzy, jacy tworzyli po nim.
Znamy doskonale postać Sindbada. Zanim pojawił się w filmach Disneya i w Polsce intrygował wielkich artystów słowa, choćby takich jak Bolesław Leśmian. Co ciekawe, polski poeta w podobnym czasie co Krúdy pisał o słynnym bohaterze z „Księgi tysiąca i jednej nocy”. Postać wykreowana przez Gyulę Krúdyego po pierwsze jest dla dorosłych, po drugie stanowi alter ego węgierskiego pisarza, a po trzecie wcale nie zabiera nas w podróż poprzez dalekie morza i oceany.
Tytułowy Sindbad może mieć lat 103, ale też 300. Czasami przychodzi po swojej śmierci w postaci paciorka od różańca. Zawsze jednak otacza go aura związana z nadchodzącym kresem istnienia. Bohater zdaje sobie sprawę, że przekroczył pewien etap życia, kiedy już należy obejrzeć się wstecz. Dlatego wraca tam, gdzie przeżył istotne momenty życia, do kobiet, które w pewien sposób darzył uczuciem. Bohater uznał, że nie musi już niczego zdobywać, bo tak naprawdę wszystko zostało dawno odkryte. Lepiej skupić się na powrocie do przeżytych kiedyś chwil i uczuć, a te są związane z kochanymi przez niego kobietami. Z tego powodu wciąż jest w drodze, choć przemierza głównie miejsca swojej młodości, czyli tereny kojarzące się z Austro-Węgrami.
W książce „Wszystkie kobiety Sindbada” mowa jest o tym, że dla głównej postaci ważnych było aż 107 niewiast. Bohater przybywa do miejsc, w których miał z nimi do czynienia i oddaje się melancholijnym i nostalgicznym przemyśleniom. Snuje retrospektywne rozważania, a często przebywa na pograniczu snu i jawy. Kiedy oddaje się marzeniom sennym, widzimy, jak blisko tej prozie do tego, co pisał Bruno Schulz.
Jakie są kobiety Sindbada? Z pewnością każda jest inna. Oglądamy ich portrety i obrazy, ale interesuje nas przede wszystkim tytułowy bohater. Mężczyzna, który cenił sobie nie tyle żeglowanie, co przede wszystkim smakował uroki życia. Bohater ciągle za czymś tęskni, nie jest w stanie osiąść w jednym miejscu. Jego życie jest jedną wielką wędrówką, choć nie w stylu beatników, a w realiach z początku XX wieku. Podróżuje od jednej kobiety do drugiej, mimo że w żaden sposób nie zaznaje spokoju. Czerpie jednak wiele z tych wędrówek. Powrót do dawnych chwil dodaje mu energii, ale też skłania do refleksji.
Sindbad mógłby powiedzieć tak jak Edit Piaf: „Niczego nie żałuję”. Każda przygoda, namiętność stała się istotną częścią jego egzystencji. Nie byłby sobą, gdyby ich nie doświadczył i nie zaznał. Opowiadania G. Krúdyego najlepiej czyta się z przyjemnością z poczuciem sympatii do głównego bohatera. Oglądamy świat, którego już nie ma i doceniamy to, że autor umiejętnie i pięknie zatrzymał czas w słowach. Poznajemy historie wydawane od 1911 do 1925, dzięki przekładowi dwóch tłumaczek Anny Góreckiej i Elżbiety Cygielskiej. Ostatnia z nich w posłowiu przybliża nam postać i pisarza i pokazuje jak ważny był to twórca dla wielkich autorów węgierskich takich jak Sándor Márai i noblista Imre Kertész.