Autor książki „Zaginiony Ollie” jest nie tylko pisarzem, ale również twórcą filmów. Swoją działalność kieruje głównie do dzieci, ale nie tylko przez nie jest doceniany. William Joyce może bardziej znany jest Amerykanom, ale i do nas powoli docierają jego książki. Na platformie Netflix od końca lata jest dostępny serial. Polscy czytelnicy w tym samym czasie, kiedy premierę miała ta animacja, mogli sięgnąć po książkę „Zaginiony Oliie”. Co czeka na młodych czytelników?
Historia już od początku rozpoczyna się dramatycznie, mocnym akcentem. Rodzi się chłopiec, ale nie wiadomo, czy przeżyje, gdyż lekarze znaleźli u Billy’ego wadę serca. Rodzice są przerażeni. W czasie, kiedy niemowlę znajduje się w rękach lekarzy, mama postanawia działać. Musi jakoś zabić czas. Szyje dla dziecka zabawkę i tak powstaje Ollie. Trafi w ręce Billy’ego, który zdrowieje, z maskotką u boku. Szmaciana przytulanka, przypominająca królika okazuje się wyjątkowo ważna dla dziecka. Z nią chłopiec spędzi każdą chwilę swego życia.
Ollie kryje w swoim wnętrzu dzwoneczek. Kiedyś miała go ukochana zabawka mamy. Teraz trafiła do pluszaka Billy’ego. Ma znaczenie symboliczne, choć może mali bohaterowie sobie tego do końca nie uświadamiają. Dla nich liczy się świetna, wspólna zabawa. Billi oraz Ollie są nierozłączni. Chłopiec rośnie, ale zabiera zabawkę wszędzie, nawet na ślub. Tam jednak dzieje się coś nieoczekiwanego. Ollie znika z plecaka chłopca. Billy nie wie, że jego maskotka została porwana.
Dla zwykłego człowieka Ollie to zwykła, może nawet mało urocza zabawka. Tymczasem Billy cierpi z powodu swojej straty i postanawia ruszyć na poszukiwania. Czy uda mu się odnaleźć przyjaciela? Za progiem czeka na chłopca mrok. Dosłownie i w przenośni. Jak odnajdzie drogę do maskotki? Czy Ollie również będzie dążył do tego, by odzyskać ukochanego przyjaciela?
Podczas lektury tej opowieści zaskoczyć nas może obecna w tej historii ciemna strona egzystencji zabawek. Porzucone i niechciane, takie których nikt nigdy nie pokochał, albo nie uczynił ulubieńcem, czasem wybierają zło. Na ich czele stoi upiorny klaun Zozo. Co takiego go spotkało, że prześladuje inne zabawki?
W „Zaginionym Olli” oglądamy dwie opowieści. Jedna rozgrywa się w świecie Billy’ego i Olliego, druga w mrocznej rzeczywistości starego lunaparku. Kiedy czytamy historię dobrze wiemy, którą warstwę akurat śledzimy, gdyż nawet kartki różnią się kolorami. Bohaterowie przeżywają ogromną ilość przygód. Widzimy, co dzieje się z poszukującym Olliego Billym i odwrotnie. Napięcie rośnie w miarę śledzenia toku wydarzeń, a do tego dochodzi stopniowe odsłanianie tajemnic Zozo. Nastrój opowieści ma również swój urok. Obawiałam się, że mogę odbierać tę historię, jak horror – czyli opowieść nie dla dzieci, ale to my dorośli patrzymy na książkę z innej perspektywy. Dostrzegamy w niej opowieść o utraconym dzieciństwie i czujemy nostalgię. Natomiast dla młodszych czytelników będzie to książka wciągająca w wir wydarzeń. Polecam ją już tym dzieciom, które zaczęły naukę w szkole. Zobaczą w powieści „Zaginiony Ollie” historię o tym, jak ważna jest przyjaźń i odpowiedzialność. Dostrzegą też, że zmiany i dojrzewanie są nieuchronne i przychodzą, czy się tego chce czy nie.
