Kiedy ostatnio widzieliście słońce lub księżyc? Jest grudzień i mam wrażenie, że cały czas trwa noc polarna. Tyle, że taka bez mrugających gwiazd na niebie. Właśnie z tego powodu „Sekret pełni księżyca”, czyli tytuł książki Karen McQuestion wydaje się nieco abstrakcyjny. Akcja tej historii zaczyna się w styczniu, a to daje nam nadzieję, że niebawem na niebie zobaczymy uśmiechnięte oblicze Srebrnego Globu.
Sharon, jedna z bohaterek powieści postanawia obejrzeć zjawisko zwane zaćmieniem krwawego księżyca. Wychodzi w nocy na podwórze, by zerknąć w niebo. Przy okazji zauważa dziwną sytuację u sąsiadów. Koło północy mała dziewczynka zmywa naczynia i jest besztana przez kobietę. Tyle, że sąsiedzi mają prawie dorosłego syna, a nie córeczkę. Co zrobić w takiej sytuacji? Czy intuicja dobrze jej podpowiada, że coś jest nie tak? A może zwyczajnie przesadza, gdyż doskwiera jej samotność?
Córka Sharon, prosi matkę, by na jakiś czas dała dach nad głową osiemnastoletniej Nikicie. Amy była jej kuratorką, ale teraz dziewczyna jest pełnoletnia, szuka pracy oraz spokojnego miejsca, w którym mogłaby zamieszkać. Nikicie udziela się niepokój Sharon w związku z dzieckiem, więc obie zaczynają działać. Są zdziwione, że prawo nie pozwala im na wiele. Jeśli nie ma dowodów trudno o to, by ktokolwiek ruszył palcem w tej sprawie. Ani opieka społeczna, ani policja niewiele mogą zrobić. Czy Sharon i Nikita znajdą sposób, by odkryć tajemnicę sąsiadów?
Podczas lektury powieści rodzą się w czytelniku pytania. Choć historia jest na wskroś amerykańska, to znaczy akcja powieści rozgrywa się w Minnesocie, a sami Amerykanie nie mają w zwyczaju by wtrącać się cudze sprawy, to z pewnością każdy z nas zastanowi się, co w takiej sytuacji można by zrobić. Jakie konsekwencje będzie miało wtrącanie się w cudze życie? Jeśli jednak jakieś dziecko naprawdę cierpi, to jak dorowadzić do skutecznego rozwiązania problemu?
Książka „Sekret pełni księżyca” ma w sobie coś z powieści obyczajowej, trochę z thrillera. Najlepiej chyba do niej pasuje określenie „domestic noir”. Oglądamy życie na pozór zwyczajnej rodziny, która posiada pewne sekrety, ale oczywiście nie chciałaby ich ujawniać. Podczas lektury szybko dowiemy się, jakie one są, ale w tej powieści oglądamy też walkę z czasem. Na pozór nic się nie dzieje, choć dla dziecka każdy dzień jest istotny. Zastanawiamy się, czy uda się rozwiązać problem tak, by wszystko skończyło się dobrze? Karen McQestion dosyć szybko pozwala nam się domyślić, jak wiążą się ze sobą wątki i bohaterowie, ale istotny jest finał i to, jak on się zakończy. Czytelnicy łatwo wciągają się w tę opowieść. Chcemy odkrywać sekrety opisywanej rodziny i trzymamy kciuki za nastolatkę oraz starszą panią, które dążą do rozwiązania sprawy, mimo że nie są detektywkami, a spokojnymi i odpowiedzialnymi sąsiadkami. Takimi, które nie są obojętne na krzywdy innych. Na szczególną uwagę zasługuje w tej powieści to, jak ukazane są wątki obyczajowe. Oglądamy amerykańską rzeczywistość, jej zasady i problemy społeczne. Odkrywamy, że opowieść mocno nas wciągnęła, a także zmusiła do zadania sobie pewnych pytań.
PS Książkę przełożyła na język polski Urszula Gardner.