Nie przypominam sobie, żebym czytała kiedykolwiek książkę pisarza z Tajwanu. Widziałam, że jest dostępna powieść „Stroiciel fortepianów” autorstwa Chiang-Sheng Kuo, ale jeszcze jej nie poznałam. W moje ręce wpadła za to książka „Zanim zostaliśmy potworami” Katniss Hsiao. Kryminał psychologiczny przywołał natychmiast skojarzenie z powieścią „Pachnidło” Patricka Süskinda, ponieważ w obu książkach niezwykle istotnym zmysłem jest węch. Niedoceniany, a przecież bardzo istotny. Wszyscy, którzy choć na chwilę go stracili, doskonale zdają sobie sprawę, jak wielkie ma znaczenie. Yang Ning wykonuje nietypowy zawód. Jest sprzątaczką, co oczywiście nie jest niczym niezwykłym, ale czyści takie miejsca, do których większość z nas nigdy nie zdecydowałaby się wejść. Sprząta tam, gdzie ktoś zmarł. Wyobraźmy sobie zapach, jaki panuje tam, gdzie denat przeleżał przez kilka dni, a czasem tygodni. Do mieszkania takiej osoby wchodzi ekipa czyścicieli w maskach, stroju ochronnym, a mimo to woń długo pozostaje z kimś, kto zetknął się z takim miejscem.
Główna bohaterka nic jednak nie czuje. Straciła węch po śmierci kogoś bardzo bliskiego, jeśli nie najważniejszego w życiu. Wcześniej była niezwykle wrażliwa na zapachy. Długie poszukiwanie przyczyny takiego stanu Ning, doprowadziło do postawienia diagnozy: zespół stresu pourazowego. W pewnym momencie jednak zapach wraca, ale tylko w miejscu, gdzie ktoś zmarł. To co było do tej pory niemal nie do zniesienia, stało się dla dziewczyny jedyną szansą na czucie zapachu. Odór śmierci staje się dla Ning czymś, co daje poczucie powrotu do normalności.
Sprzątanie utrzymuje Ning przy życiu, a dla innych jest objawem szaleństwa dziewczyny. Osoby patrzące na nią z zewnątrz zupełnie nie rozumieją, co się z nią dzieje. Sprawy się komplikują, kiedy młoda kobieta sprząta pewne lokum, w którym czuje nietypowe wonie. Sprzątanie w tym miejscu spowoduje, że zostanie podejrzaną morderstwa, a ona nieświadomie zatarła wszystkie ślady. Postanawia się bronić i poszukać prawdziwego sprawcy. Nie wie, że w tym momencie sprowadza na siebie jeszcze większe kłopoty. Bada sprawę i jedna z nut zapachowych pozwoli jej powiązać kilka zbrodni.
Młoda kobieta chce zrozumieć sposób działania zabójcy, sprofilować go. Szuka kogoś, kto rozumie jego sposób myślenia i postępowania. Tak natrafia na innego seryjnego mordercę. Człowieka, który już wyszedł z więzienia za swoje zbrodnie, a dla którego zapachy były również bardzo ważne. Zaczyna spotykać się z tym człowiekiem, ale czy nie będzie to zbyt ryzykowne? Ning wpada stopniowo w wir działań, nie bacząc na swoje bezpieczeństwo. Szybko okaże się, że działa pochopnie i nierozważnie. Ryzykuje, ale ma swoje powody, które napędzają ją do działania.
Katniss Hsiao zabiera czytelników do naprawdę makabrycznego świata. Rzadko mi się zdarza, bym w czasie czytania starała się nie wyobrażać sobie wszystkiego, co zostało opisane. Zapach śmierci łączy się z jej mało przyjemnym obrazem. Autorka nie dość, że niezwykle sugestywnie opisuje zapachy, ale daje nam także budzące grozę obrazy miejsc, jakie pozostają po człowieku, który zmarł, albo zginął. Równie mroczne okazuje się wnętrze psychopaty, który dokonuje zbrodni.
W książce „Zanim zostaliśmy potworami” zaskakuje to, że dla głównej bohaterki zapach staje się źródłem ekstatycznych doznań. Przełamane zostało w ten sposób pewne tabu: śmierć dla nas nie ma niczego zmysłowego, ani pociągającego. A tu Ning w momencie zetknięcia z miejscem, w którym ktoś zmarł, odzyskuje węch, co zapewnia jej erotyczne uniesienie. Czy znaczy to jednak, że kobieta sama staje się potworem równym psychopacie dokonującym morderstwa z zimną krwią?
Akcja powieści rozwija się stopniowo, Najpierw w zwolnieniu otrzymujemy niepokojące obrazy. Niewiele z nich rozumiemy, ale stopniowo odkrywamy ich sens. Wraz z Ning podążamy za zapachowymi tropami. Nie są one łatwe do identyfikacji, nawet jeśli tak jak bohaterkę, pokieruje nas tylko węch. Stopniowo jednak sprawy się wyjaśniają, a my z odrazą i jednocześnie fascynacją zaglądamy w umysł psychopaty.
„Zanim zostaliśmy potworami” nie jest książką dla każdego. Mamy do czynienia z mroczną opowieścią. W realistyczny sposób, czasem nawet naturalistyczny, opisane są miejsca śmierci. Obawiałam się również, czy nie pogubię się w związku z tym, że niewiele wiem o Tajwanie, o zwyczajach i kulturze tej wyspy. Zupełnie obca okazała się dla mnie kuchnia tego rejonu, choć przyznam szczerze, że ciekawa jestem smaków opisanych potraw. Katniss Hsiao przybliżyła mi ten mały kawałek świata pod wieloma względami, choć nie byłą to wyprawa krajoznawcza, a zabierająca w mroki ludzkiej duszy zniewolonej zapachami. Książkę z chińskiego przetłumaczył Jarek Zawadzki. Cenię to, że przekład był z oryginału, nie języka angielskiego. Nie wiem jednak, czy redakcja nie powinna wyłapać kilku rzeczy, a może ja nie wszystko zrozumiałam i pewne kolokwializmy miały po prostu oddać styl wypowiedzi bohaterów? Myślę jednak, że na lekturze nie zawiedzie się osoba poszukująca mocnej historii odsłaniającej ciemne strony ludzkiej duszy.