„Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” – Cezary Łazarewicz

Żeby nie było śladów, Cezary ŁazarewiczObecnie, po ponad trzydziestu latach od śmierci Grzegorza Przemyka, możemy poznać szczegóły jednej z najgłośniejszych zbrodni lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Autor reportażu, Cezary Łazarewicz, dokładnie rekonstruuje przebieg wydarzeń, a oprócz tego pokazuje jakimi metodami posłużyła się władza w PRL-u, by zatuszować sprawę, aby winni nigdy nie zostali za nią ukarani. Dziennikarz planując napisanie artykułu w trzydziestą rocznicę śmierci Grzegorza Przemyka, napotkał w aktach sprawy na słowa nakreślone przez matkę ofiary – Barbarę Sadowską. Właśnie one przyczyniły się do powstania tej książki.

„Ludzie o miedzianym czole, utożsamiający milicję z władzą, postanowili poświęcić prawdę dla swoich doraźnych korzyści, skompromitować wymiar sprawiedliwości w Polsce cynicznymi manipulacjami, które będą kiedyś książkowym przykładem niesprawiedliwości. Nie przypuszczam, żeby nastąpiło to prędko. Będzie to w takich czasach, kiedy systematyczne bezczeszczenie grobu mojego świętej pamięci syna Grzegorza będzie już tylko haniebnym znakiem dzisiejszej rzeczywistości” (s. 9). Jak to się stało, że słowa matki po trzydziestu latach wciąż były aktualne, wręcz prorocze? Dlaczego winni wciąż nie ponieśli kary adekwatnej do popełnionego czynu?

Wszystko zaczyna się 12 maja 1983 r. Tego dnia Grzegorz Przemyk był zadowolony z tego, że świetnie poszła mu matura pisemna. Umówił się z kolegami, by to uczcić. Ruszają na Stare Miasto, gdzie służbę pełni szeregowy Ireneusz Kościuk z ZOMO. Właśnie on zatrzymuje na Placu Zamkowym w Warszawie Grzegorza Przemyka. Wraz z kolegą, Cezarym F., zostają odstawieni na komisariat, ponieważ Przemyk nie ma dokumentów, co mocno rozdrażniło milicjantów. Zaczynają go uderzać pałkami, aż chłopak krzyczy z bólu. Wtedy wychodzi dyżurny i krzyczy do zomowców: „Bijcie tak, żeby nie było śladów!” (s. 26).

Cezary Łazarewicz podaje, jak w kronice, kolejne wydarzenia. Grzegorz Przemyk trafia karetką do szpitala, a potem wraca do domu. Po nocy spędzonej z matką, jego stan nie ulega poprawie. Maturzysta trafia na stół operacyjny. Sytuacja okazała się beznadziejna. Doktor Grzejszczyk dwanaście lat później powiedział w sądzie, że urazy Przemyka wyglądały, jakby przez jego brzuch przejechał samochód. Syn Barbary Sadowskiej umiera dwa dni po pobiciu.

Oprócz rekonstrukcji wydarzeń, autor reportażu opowiada również o dzieciństwie Grzegorza i historię jego rodziców. Barbara Sadowska była poetką, kobietą niewygodną dla ówczesnych władz, ponieważ działała w podziemiu. Kobieta słyszała od funkcjonariuszy, że ci jej nie mogą nic zrobić, ale grożą, że dobiorą się do jej syna. Czy rzeczywiście jego śmierć była nieprzypadkowa? W sprawie tego zabójstwa było wiele kłamstw i oszczerstw, ale Cezary Łazarewicz odsłania wszystko, co wie. Nawet, jeśli są to sprawy pozornie nieistotne dla sprawy. Władze komunistyczne próbowały ukazać rodzinę Przemyka jako zdemoralizowaną. Zwłaszcza matkę przedstawiano jako alkoholiczkę i osobę niemoralnie się prowadzącą. W książce widzimy, ją jako osobę niezwykle istotną. Za to ojciec stoi w cieniu, ale i jemu Cezary Łazarewicz oddaje głos.

Książka „Żeby nie było śladów. Sprawa Grzegorza Przemyka” odsłania przed nami, jak działała machina propagandowa w PRL-u. Władze chcąc zatuszować sprawę, zrzuciły winę na sanitariuszy. Żeby przyznali się do winy, poszukali odpowiedniej metody, by ich do tego zmusić. Oprócz tego sfingowano dowody, zastraszano ludzi, którzy mogli wnieść coś do sprawy. Wymieniono nawet prokuratorów na takich, którzy byli przychylni władzy. Wszystko po to, by milicjanci zostali uniewinnieni.

Cezary Łazarewicz wymienia osoby na szczycie władzy, które nie pozwoliły na to, by prawda wyszła na jaw. Był wśród nich Czesław Kiszczak, Wojciech Jaruzelski, Jerzy Urban. Nawet po latach, kiedy już upadł PRL, nikt właściwie nie poniósł konsekwencji. Ani ci, którzy zabili Grzegorza Przemyka, ani osoby, które próbowały zatuszować sprawę.

Reportaż dokładnie opisuje zbrodnię, której dokonano ponad trzydzieści lat temu. Dzięki tej rekonstrukcji niemal przenosimy się w czasie. Stajemy się (bezsilnymi) świadkami wydarzeń. Autor nie tylko odsłania kulisy całej sprawy. Posługując się oszczędnym językiem, oddaje klimat tamtych trudnych chwil dla wszystkich bliskich i przyjaciół Grzegorza Przemyka. Pokazuje też, jak zareagowało społeczeństwo na tę sprawę. Przerażający jest opis morderstwa, a potem obłuda władz. Każdego poruszy cierpienie i bezsilność matki, rozgniewa brak kary za winę. Za zbrodnie dokonane przez ZOMO zapłacili niewinni, a skutki tamtych oskarżeń odczuwają do dziś – ponieważ mordując Przemyka wielu innym złamano życie i odebrano przyszłość. Emocji podczas tej lektury nie zabraknie, bo ta książka zdecydowanie zostawia ślad.

    • Myślę, że choć nikogo nie pozostawi ta książka obojętnym, to warto poznać tę historię – choćby na przekór tym, którzy chcieli ukryć prawdę o zbrodni.

  1. Dla mnie sprawa Grzegorza Przemyka nie jest niestety tylko historią. Bowiem na długo przed moim urodzeniem, gdy moja mama była jeszcze młodą dziewczyną, w naszej rodzinie wydarzyła się podobna tragedia. Schemat był jednak nieco inny, bardziej przypominający śmierć Pyjasa i stąd podejrzenie, że zrobiło to ówczesne SB. Ta sprawa do dzisiaj nie została wyjaśniona, ale przekazywana z pokolenia na pokolenie siedzi mi głęboko w głowie.

    I dlatego jakoś historia Grzegorza Przemyka jest mi bliska i chciałabym zetknąć się z tym okrucieństwem, stawić mu czoło. Spróbować zrozumieć.

    • Dzięki takim książkom można sobie uświadomić, jak poważny i bolesny to problem. Sprawa Pyjasa i Przemyka wyszły na światło dzienne, ale ile jest takich jak ta – wciąż bez odpowiedzi, kto dokonał zbrodni, że nie wspomnę o winie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *