„Dziennik zdrady” – Emilios Solomou

Dziennik zdrady, Emilios SolomouEmilios Solomou jest cypryjskim pisarzem, a przed dwoma laty otrzymał Nagrodę Unii Europejskiej, właśnie za „Dziennik zdrady”. W Atenach studiował archeologię i historię, co jest istotne, jeśli chodzi o książkę o której dzisiaj piszę. Kiedy sięgam po książkę, której autorem jest grecki pisarz, zaraz sobie uświadamiam, jak bardzo jesteśmy ukształtowani przez starożytne kultury. Ile nam dało dziedzictwo starogreckie nikomu nie trzeba wyłuszczać, ale czy czasami nie jest to zbyt duże obciążenie? Ile możne być odwoływań? Czy takie skojarzenia nie powodują, że patrzymy na dzieło przez znane nam schematy? W „Dzienniku zdrady” Emilios Solomou postanowił swoje dziedzictwo kulturowe wykorzystać, ale na własnych prawach, a jednocześnie udało mu się stworzyć coś oryginalnego.

Główny bohater książki nie jest młody, ma około sześćdziesiąt lat. Poznajemy Jorgosa Dukarelisa, archeologa, kierującego wykopaliskami na małej greckiej wyspie Kufonisi na Cykladach, nieopodal Krety. Profesor wraca tam po latach, ponieważ to co się na niej wydarzyło, miało wpływ na całe jego późniejsze życie. Kiedyś kierował pracami archeologicznymi, ale niespodziewanie dla wszystkich badacze trafili na szkielet kobiety. Miał on około pięć tysięcy lat i okazało się, że osoba, którą znaleziono, została zamordowana.

Profesor Dukarelis uważał, że prace archeologiczne mają wiele wspólnego z dokonywaniem zniszczeń, ponieważ wszystko co znajdą, zostanie wprawdzie opisane, a jednocześnie współcześni zachowają i opiszą tylko to, co uznają za ważne dla samych siebie. Odkopywanie niesie w sobie element destrukcyjny, ale to dopiero początek spustoszeń, które dokonują się na wyspie. Profesor wdaje się w banalny romans, a przy tym wywołuje skandal. Wydaje mu się, że z Antygoną łączy go jedynie przelotna namiętność, ale przez kilka chwil zapomnienia nie uda mu się już wrócić do tego, co było.

Po powrocie na wyspę, po dwudziestu latach, Jorgos dziwi się zmianami, które tu zaszły. Nic nie jest takie samo, a bohater doznaje dziwnego uczucia – przytłacza go świadomość przemijania. Czas płynie, ale do wielu nie dociera fakt, że zmiany w naszym życiu, będą takie jakich dokonamy wyborów. Jorgos Dukarelis wraca do tych błędów z przeszłości, jakie odmieniły bieg jego życia.

Temat zdrady pojawia się niezmiennie od wielu wieków – można nawet powiedzieć, że odkąd narodziła się literatura, a może ludzkość? Jednak w powieści Emiliosa Solomou’a nic nie jest oczywiste. Podczas lektury wczuwamy się w emocje głównego bohatera. W nastrój wprowadzają czytelnika już pierwsze strony powieści. Powrót na wyspę uświadamia mężczyźnie, jak bardzo zmienił się świat – wywołuje to u niego uczucie zawodu. Jednocześnie pojawiają się wspomnienia. A czytelnik stopniowo poznaje kolejne nici opowieści, wątki, które stopniowo i nieśpiesznie się ze sobą splotą.

Emilios Solomou opowiada w „Dzienniku zdrady” o czasie, zmianach jakie niezauważalnie zachodzą w człowieku i wpływach przeszłości na teraźniejszość. Widzimy jak niszczące bywają błędy życiowe, a jednocześnie uświadamiamy sobie, że natura ludzka niewiele się zmieniła od czasów antycznych. Tylko, że wtedy bohaterowie mogli tłumaczyć się fatum. Dzisiaj najbardziej destrukcyjny dla siebie jest sam człowiek.

W „Dzienniku zdrady” wszystko przemija, nawet jeśli jest początkiem czegoś nowego. Bohater musi utracić to, co posiada, by zdać sobie sprawę z tego, jakiego dokonał wyboru wdając się w romans ze studentką. Powstaje opowieść melancholijna i nieco sentymentalna. Bo choć o samej zdradzie powiedziano już wiele, Emilios Solomou wpisał ją w stratę, która z niewiernością często bywa połączona. Autor książki świetnie splótł kilka motywów, które pozornie nie są ze sobą związane, dając czytelnikowi opowieść o przemijaniu oraz bolesnych skutkach dokonywanych przez siebie wyborów.

  1. Często mamy dylemat – jaką drogę wybrać, co zrobić, aby żyło nam się lepiej. Czasami idziemy na skróty, myśląc, że nic nie wymknie się spod kontroli. A jednak, życie jest przewrotne. W jednej chwili wszystko znika i zaprzepaszczamy dorobek i szczęście życia. Jesteśmy ułomni popełniamy błędy, to ludzkie. Dlatego jestem bardzo ciekawa tej historii. Dramatu głównego bohatera, jego refleksji po latach.

    • W tej opowieści oprócz tych refleksji pojawiają się ciekawe opisy. Podobał mi się również sposób, w jaki prowadzona jest narracja.

  2. Właśnie sobie uświadomiłam, że chyba nie przeczytałam żadnej książki cypryjskiego pisarza (?). To niesamowite, ile wciąż przede mną, mimo że ciągle czytam 😉 Książki, po lekturze których dochodzimy do wniosku, że nie zmienia się nic poza dekoracjami – to te, które uważam za najciekawsze. Jest coś zarazem pocieszającego i przerażającego w myśli, że zawsze było… tak samo.
    Fatum wyszło już z mody, ale unikanie odpowiedzialności za własne błędy wciąż trzyma się nieźle. Zawsze można przecież zrzucić winę na toksycznych rodziców, na „czasy”, w których przyszło żyć czy na… brak czasu.

    • Czasami kusi, by zrzucić winę na cokolwiek, byle nie na siebie. Fatum byłoby dobrym rozwiązaniem, ale niestety dzisiaj trudno się na nie powoływać.

  3. Czytałem recenzję tej książki u Anki z bloga Czytanki Anki, ale jej tekst nie był zbyt przychylny dla cypryjskiego autora. Za sprawą Twojej opinii, powieść ta znowu zaczyna jawić mi się jako lektura co najmniej interesująca 🙂

    Ja osobiście lubię utwory, w których pojawia się motyw rozliczenia z własną przeszłością, spoglądania na własne działania i podjęte wybory przez pryzmat lat, które sprawiają, że jesteśmy bardziej dojrzali i bardziej doświadczeni życiowo 🙂

    • Mnie zaskoczył (pozytywnie) sposób narracji, ponieważ sam temat może nie być uznany za oryginalny. Tu trzeba poukładać historię z kawałków, a często nie wiemy nawet o którym ze swoich związków myśli bohater, ale moim zdaniem to celowy zabieg, bo potem wszystko ładnie się układa.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *