To lato upływa mi pod znakiem literatury hiszpańskojęzycznej. Tym razem sięgnęłam po opowieść, w której bohaterami są ludzie kochający książki. Autorem tetralogii „Cmentarz zapomnianych książek” jest Carlos Ruiz Zafón. Do tej pory polscy czytelnicy mogli poznać trzy części: „Cień wiatru”, „Gra Anioła”, „Więzień nieba”. Pierwsze dwie powieści przeczytałam parę lat temu i bardzo mnie zainteresowały. Jakimś sposobem ominął mnie trzeci tom, dlatego postanowiłam po niego sięgnąć, jeszcze przed wydaniem czwartej części noszącej tytuł „Labirynt duchów”.
Rodzinna księgarnia Sempere i Synowie jest znana tym, którzy czytali dwie poprzednie części. W powieści „Więzień nieba” na pierwszy plan wysuwa się jednak ktoś inny niż rodzina właścicieli księgarni. Dowiemy się, kim jest ich pracownik, Fermín Romero de Torres. Historię poznajemy z perspektywy młodego Daniela, który jest już ojcem i mężem. Jednak i Fermín chciałby porzucić życie kawalera. Pragnie poślubić swoją wybrankę, mimo to wydaje się zmartwiony. Co go gnębi? Przecież czekając na ślub powinien tryskać radością.
Daniel stopniowo dowiaduje się, kim jest jego przyjaciel. Wszystko zaczyna się od dziwnej osoby, która kupuje najdroższą książkę w księgarni i pyta o de Torresa. Zakupiony egzemplarz ma być właśnie dla Fermína. Przybysz umieszcza w książce tajemniczą dedykację o tym, że Torres „powrócił spośród umarłych i jest w posiadaniu klucza do przyszłości.” (s. 33). Daniel nie wie, co ma z tym zrobić. W końcu jednak opowiada przyjacielowi o nietypowym kliencie. Fermín odkrywa przed młodym przyjacielem, co go spotkało w przeszłości. Okaże się, że losy Torresa powiązane są z historią rodziny Sempere.
W powieści ważne jest tło historyczne. Akcja tej opowieści toczy się pod koniec lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku, ale mamy również do czynienia z retrospekcją. Zobaczymy Hiszpanię pod kieratem reżimu generała Franco. Obserwujemy ludzi, którym nie wolno wyrażać własnego zdania, inaczej grozi im kara. Sporo jest też takich, którzy zaprzedali się władzy. Ci, którzy zachowali twarz mają problem, by zaufać drugiemu człowiekowi. We „Więźniu nieba” widzimy, jak w ich życie wkrada się mrok, wywołany niezgodą na cierpienia innych. Kiedy młody i niewinny Daniel poznaje przeszłość Torresa, zaczyna toczyć walkę z własnym sumieniem. Czy powinien się zemścić bronią jego wrogów? A jeśli nie, to jak powinien postąpić w takiej sytuacji? Do tej pory bliscy go chronili w nietypowy sposób: nie mówiąc mu całej prawdy o przeszłości.
Kolejnym bohaterem książki jest Barcelona. Widzimy nie to piękne i pełne słońca miasto znane z pocztówek, a mroczny labirynt, rodem z powieści gotyckiej. Taki obraz miejsca oddaje nieciekawą sytuację Hiszpanów. Mieli do wyboru: albo zostać nikim, albo sprzedać się władzy. Zaszczytem okazuje się odrzucenie kariery, bo zdobywanie pozycji oznacza, że nie można być sobą. Fermín utracił swoją tożsamość, ale Daniel postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i pomaga przyjacielowi ją odzyskać.
„Więzień nieba” stanowi uzupełnienie poprzednich tomów, ale książkę można czytać niezależnie. Poznawanie tej historii to czysta przyjemność, ponieważ przez stopniowe odkrywanie przed czytelnikiem tajemnic Fermína Romero de Torresa pochłania się powieść w kilka chwil. Odbiorca otrzymuje niesamowitą atmosferę, nie tylko dzięki zasnutej mgłą Barcelonie, ale też przez książki, które otaczają bohaterów. Przede wszystkim jednak widzimy taką Hiszpanię, o której wielu nie chciałoby już pamiętać, bo pozbawioną wolności, zastraszoną. A jednocześnie poznajemy losy tych ludzi, którzy zachowali wolność sumienia i poglądów, choć nie mogli ich wyrażać wprost. Dzięki otwartemu zakończeniu odbiorcy chętnie sięgną po „Labirynt duchów”.
Też niedawno przeczytałam Więźnia nieba i mam podobne odczucia. Też bardzo mi się podobała ta książka i czyta się ją bardzo sprawnie. Chociaż uważam, że jednak powinna być czytana po Cieniu wiatru i Grze anioła. Wtedy można więcej zrozumieć nawiązań do tych dwoch poprzednich części.
Z pewnością taka sytuacja jest idealna. Sama czytałam trzeci tom po kilku latach, ale się okazało, że wiele zapamiętałam z poprzednich tomów. Gdybym ich jednak nie znała, to historia Fermina jest poboczna, ale okazuje się powiązana z losami rodziny Sempere. Zobaczymy, jak całość zostanie połączona w „Labiryncie duchów”.
Nie czytałam do tej pory nic tego autora, bo słyszałam na jego temat same zachwyty i trochę się bałam, że jego twórczość okaże się przereklamowana. Jednak jesteś kolejną osobą, której zdanie cenię, a która go poleca, więc chyba w końcu będę musiała sięgnąć, ale wezmę się za „Cień wiatru”, bo wolę jednak od początku zacząć. Mam nadzieję, że tam też wyeksponowane jest tak bardzo tło historyczne oraz Barcelona, do której mam pewną słabość. 🙂
Jeśli masz taką możliwość, to oczywiście polecam pierwszy tom, bo sama najpierw dałam się zaczarować historii opowiedzianej w książce „Cień wiatru” i „Gra anioła”. 🙂
Nie mogę się doczekać czwartego tomu! 🙂
A będzie co czytać, bo książka liczy prawie 900 stron. 🙂
Nie „czytałam ” tak naprawdę „Cienia wiatru” lecz go słuchałam jako audiobooka i zastanawiam się na ile moj zachwyt spowodowany był fantastycznym lektorem. Było to wiele lat temu. Wtedy chodziłam przez dwa dni jak obłąkana i nie było że mną kontaktu, bo głową byłam w Barcelonie… a teraz przypadkiem wpadł mi w ręce audiobook „Labirynt duchów” i mam znowu wrażenie powrotu do tego innego świata i kompletnego oderwania od rzeczywistości. Jak widzę muszę jeszcze nadrobić dwa tomy i już sie ciesze na samą myśl. Polecam bardzo słuchanie tych powieści. Są jak gotowy scenariusz filmu.
Rzeczywiście, dobry lektor to podstawa. Uwielbiam superprodukcje – nawet gdy czytałam już książkę i tak daję się skusić. Przyznam, że w nie miałam okazji, by sięgnąć po audiobooki książek Zafona, ale czuję się zachęcona, by po nie sięgnąć. 🙂