Kiedy sięgnęłam po powieść kolumbijskiego pisarza, Tomása Gonzáleza zaczęłam się zastanawiać nad tym, ilu znam pisarzy z Ameryki Południowej. Literatura z tej części świata nie jest obecnie aż tak popularna jak jeszcze dwie dekady temu. Pamiętam, że książki Márqueza były natychmiast rozchwytywane, jak tylko pojawiły się w bibliotece. Teraz możemy sięgnąć po powieść innego twórcy z tego kraju, Tomása Gonzáleza, który zyskał już uznanie u siebie, teraz za sprawą tłumaczenia Marty Szafrańskiej-Brandt ma szansę zaistnieć i u nas.
Powieść „Trudne światło” nie jest zbyt obszerna, ale historia poruszy czytelnika wielokrotnie. David, jej główny bohater, znajduje się na tym etapie życia, kiedy patrzy się przede wszystkim za siebie. Wspomina te momenty, które były dla niego najważniejsze, ale też najbardziej bolesne. Jednak dojrzały malarz nie mówi o tym w sposób chronologiczny, a dawkuje nam swoją opowieść. Musimy ułożyć sobie po kolei dwa najtragiczniejsze momenty dla Davida. Ból i cierpienie, jakie wypływa z tej opowieści będzie dotyczył właśnie tych wydarzeń.
Główny bohater może nazwać siebie człowiekiem spełnionym. Jako malarz zyskał sławę i uznanie. Razem z ukochaną żoną zamieszkał w Nowym Jorku. Wspólnie wychowywali dzieci. Patrząc wstecz dostrzega to, co najlepsze, ale też nie kryje swoich wad, czy problemów, z którymi musiał się zmierzyć zarówno jako ojciec i mąż. Jednak dopiero cierpienie własnego syna i utrata żony sprawiły, że poznał, czym jest bezsilność i tęsknota. Jak sobie poradzić w obliczu tak trudnych doświadczeń?
Malarz powraca do ciepłych wspomnień, ale wypadek syna i śmierć Sary są tymi najważniejszymi chwilami, które decydują o odczuciach głównego bohatera. Po śmierci tak bliskich osób mężczyźnie pozostaje życie bez przyszłości. Jak oswoić smutek? Czy to w ogóle możliwe? Okazuje się, że strata za każdym razem jest inna. Do odejścia syna David przygotowywał się przez dłuższy czas. Kiedy jednak umiera jego ukochana żona, życie okazuje się dojmująco samotne i puste.
Bohater sądzi, że przeżył już wszystko. Pozostało mu jedynie wspominanie najlepszych momentów w życiu. Wprawdzie powiązane jest to również z bólem i tęsknotą, ale bohater stopniowo godzi się na takie konsekwencje. Kiedy uświadamia sobie, że z wiekiem traci wzrok, skupia swoją uwagę na dokładnym obserwowaniu otaczającej go rzeczywistości. Jako człowiek wrażliwy na doznania związane ze zmysłem wzroku, stara się jak najwięcej zauważyć i zapamiętać. Chłonie wszystko to, co go otacza.
Tomás González stworzył kameralną opowieść o tym, jak intymny może być smutek. Otrzymujemy od głównego bohatera zaproszenie, by uczestniczyć wraz z nim w przeżywaniu jego cierpienia. Jednocześnie David potrafi stworzyć ze swojego smutku coś pozytywnego, bo chce pamiętać o tym, czego doświadczył. Wspomina uczucia, jakimi obdarzył żonę. Opowiada o niej z czułością i miłością. Jednak oprócz pozytywnej strony wspominania pojawia się tęsknota i różne oblicza smutku. Mimo to bohater, wybiera pamięć, bo tylko ona mu pozostała.
W powieści Tomása Gonzáleza mowa o człowieku, który ma świadomość, że zaczął ostatni etap swojej egzystencji. Widzimy, jak radzi sobie z własną starością i stopniowo akceptuje sprawy ostateczne. Przeżywa nieszczęścia, które go spotkały, a dodatkowo cierpi z powodu własnych niedomagań. Do tej pory był artystą, który radził sobie ze światem poprzez malowanie. Kiedy traci wzrok, wie, że nie będzie mógł tworzyć. Mimo to szuka sposobu, by uporządkować własne życie. Tomás González w powieści „Trudne światło” opowiada o pięknie ludzkiej egzystencji. Świetnie opisuje ludzkie uczucia. Nie brakuje w tej historii smutku oraz nostalgii, ale pisarz podkreśla ich urok i wartość. Bohater mimo bólu przeżywanego tu i teraz, znajduje w sobie siłę, by odwoływać się do przeszłości w poszukiwaniu najważniejszego, czyli czułości oraz miłości.
Rzeczywiście mało znamy Autorów z tamtej części świata…
A jest z czego wybierać. 🙂
Świetna recenzja książki, którą bardzo chcę przeczytać. Mam nadzieję, że kiedyś trafi na moją półkę.
Rzeczywiście, warto się za tą książką rozejrzeć.
Fakt, literatura iberoamerykańska nie jest tak popularna jak za czasów PRL, ale na szczęście wciąż pojawiają się przekłady dzieł z tamtego regionu. Książka wydaje się ciekawa z racji poruszanej tematyki związanej z zanurzaniem się w przeszłości oraz z uwagi na fakt, że bohaterem jest malarz (nasuwa mi to skojarzenia ze świetną „Wiwisekcją” Patricka White’a).
W interesujący sposób pokazano, jaki wpływ na człowieka ma jego wrażliwość, w tym przypadku wzrokowa. Bohater dodatkowo musi się zmierzyć również z tym, że ów wzrok traci.