„Ziemia przeklęta” – Juan Francisco Ferrándiz

Ziemia przeklęta, Juan Francisco FerrándizKiedy jako dziecko, a potem nastoletnia czytelniczka, sięgałam po powieści, liczyłam na fascynującą przygodę w świecie wyobraźni. Przedstawiona rzeczywistość była na drugim miejscu, na pierwszym stawiałam wyrazistych bohaterów z ich porywającymi perypetiami. Uwielbiałam historyczne powieści Aleksandra Dumasa, nie odrzucałam Sienkiewicza, czy Bolesława Prusa. Do dzisiaj została mi ta słabość do opowieści, których akcja rozgrywa się przed wiekami, dlatego nie mogłam pominąć w swoich czytelniczych planach tytułu „Ziemia przeklęta” Juana Francisca Ferrándiza. Książka w Hiszpanii doczekała się statusu bestsellera, a jej autor porównywany jest do Umberta Eco czy Ildefonsa Falconesa.

Akcja powieści rozgrywa się w drugiej połowie IX wieku, w czasach kiedy Święte Cesarstwo Rzymskie zostało podzielone pomiędzy wnuków Karola Wielkiego i ich synów. Bratobójcze walki nie sprzyjały rozwojowi, a gdzieś na krańcu tego świata znalazła się Barcelona, nędzna mieścina, przejęta spod panowania emiratu Kordoby. Nękana przez liczne ataki ze strony Saracenów i najazdy zbójeckie nie miała chwili wytchnienia. By się podźwignąć, potrzebowała spokoju i dobrego zarządcy. W tym celu arcybiskup Hinkmar posyła do miasta młodego biskupa. Frodoí, młody i ambitny kapłan, otrzymuje misję, która wydaje się niemożliwa do wykonania. Ma zakończyć budowę katedry i w ten sposób przyczynić się do rozwoju miasta.

Barczinona (dziś Barcelona) posiadała zaledwie 1500 mieszkańców i można ją było obejść w pięć minut. Okoliczne ziemie nie były uprawiane, bo nie sprzyjajały temu ciągłe najazdy. Do tego nieliczni mieszkańcy oddawali się dawnym zwyczajom, bo nie posiadali chrześcijańskiego pasterza, który wskazałby im drogę. Czy młody biskup sobie poradzi? Jednak Frodoí nie przybywa do Barcelony sam. Wiedzie ze sobą współpracowników i osadników. By jego misja zakończyła się sukcesem, potrzebuje akceptacji ze strony mieszkańców miasta. Jak zyskać uznanie w takich niesprzyjających okolicznościach?

Bohaterami powieści są również na pozór zwykli mieszkańcy Barcelony i osadnicy. Wśród tych ostatnich znajduje się Gali, który swoją żonę wygrał w czasie gry w kości. Eliza, była niewolnica, okazuje się osobą niezwykle sympatyczną, ale nie będzie miała łatwego życia u boku męża, lekkoducha i hulaki. Poznajemy również rodzeństwo, które niemal cudem zostało uratowane przez zakonników. Isembard i Rotel wychowywani przez mnichów w pewnym momencie trafią do osadników. Okaże się, że są dziećmi rycerza Isembarda z Tenes, który zginął w walce podczas podczas buntu. Wilhelm z Septymanii przejął w ten sposób Barcelonę. Teraz władzę w mieście chce przejąć okrutny Drogo de Borr. On również wkroczy w życie Rotel oraz Isembarda.

W powieści mamy do czynienia z postaciami historycznymi oraz fikcyjnymi. Wiele wątków opartych zostało na prawdziwych wydarzeniach. W momencie kiedy wydawało mi się, że autora ponosi wyobraźnia, okazywało się, że wydarzenie wcale nie jest zmyślone. Biskup Frodoí otrzymał zadania do wykonania, a praca nad budową katedry wcale nie będzie należała do tych najtrudniejszych. Wielka polityka dotrze i na rubieże dawnego Cesarstwa. Jak duchowny poradzi sobie z przeciwnościami? Jaką rolę w tym wszystkim będzie miała święta Eulalia i Goda, mieszczanka pochodząca z szanowanego barcelońskiego rodu?

Powieść liczy 750 stron. Została napisana z rozmachem, w taki sposób, że trudno się od niej oderwać. Nic dziwnego, że porównywana jest do takich książek, jak „Cień wiatru” Carlosa Ruiza Zafóna. Według mnie najbliżej jej do trylogii „Filary Ziemi” Kena Folletta. Nie brakuje w „Ziemi przeklętej” intryg i spisków. Walka o władzę splata się z ludzkimi namiętnościami, a rozgrywki na szczycie mają wpływ na losy zwykłych mieszkańców miasta. Juan Francisco Ferrándiz nie zapomina o tym, by pokazać całą społeczność Barcelony z drugiej połowy IX wieku oraz ludzi nią rządzących. Oglądamy wielkie ambicje walczących o władzę, a także oglądamy walkę o przetrwanie osób znajdujących się najniżej na drabinie społecznej. Warto przeczytać tę książkę, by poznać  średniowieczną Barcelonę. Autor świetnie oddał zarówno tło historyczne, jak i życie codzienne tamtych czasów, nie zapomniał o tym, że czytelnicy potrzebują pasjonującej fabuły i tego również nie zabrakło.

  1. Ken Follet to jednak zupełnie inna liga niż Umberto Eco, chociaż „Filary Ziemi” czytałem i bardzo dobrze wspominam ten cykl. Dlatego po „Ziemię przeklętą”, o ile trafi się okazja, pewnie sięgnę 🙂

    • Pamiętam, że „Imię Róży” pochłonęłam, jak najlepszy kryminał. Jak widać wysoka literatura wcale nie musi być nudna. 🙂

      • No właśnie! Geniusz Eco polega na tym, że jego dzieło można odczytywać na różnych poziomach, i za każdym razem jest to dzieło niezwykle atrakcyjne. Kryminał, powiastka filozoficzna, analiza religijności – do wyboru, do koloru 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *