„Ostatnia podróż Winterberga” – Jaroslav Rudiš

Ostatnia podróż Winterberga, Jaroslav RudišJaroslav Rudiš z pewnością zaskoczył wielu czytelników tym, że napisał „Ostatnią podróż Winterberga” w języku niemieckim. Do tej pory swoje powieści tworzył po czesku. Nie zmienia to faktu, że pisarz jest w naszym kraju niezwykle popularny i chętnie czytany. Trochę czasu minęło od premiery jego książki, ale nie znika ona z pola widzenia. Ostatnio znalazła się finałowej siódemce Angelusa 2022.

Głównymi bohaterami powieści są dwaj mężczyźni. Jeden z nich, Jan Kraus, pochodzi z Czech z miasta Vimperk (po niemiecku Winterberg). Mieszka jednak w Berlinie i zajmuje się opieką nad ludźmi starszymi. Trafia mu się niezwykły podopieczny dobiegający setki Wenzel Winterberg. Staruszek jest emerytowanym maszynistą tramwajowym, człowiekiem, który ma świadomość tego, że jego życie się kończy. Postanawia je podsumować, wyruszając w ostatnią w życiu podróż. Do tego jest mu potrzebny Jan. Sam nie byłby w stanie jej odbyć.

Mężczyźni ruszają do Sarajewa. Tego z 1913 roku. Jak to możliwe, skoro akcja powieści rozgrywa się współcześnie? Winterberg podróżuje z bedekerem wydanym właśnie rok przed wybuchem I wojny światowej. Wtedy Europa wyglądała inaczej niż dzisiaj. Stare zasady były jasne, obok siebie żyli ludzie różnych narodowości i wyznań. Czy w pełnej zgodzie, to już inna kwestia. Co zostało z tej dawnej rzeczywistości? Winterberg uznał, że koleje. One mogą go poprowadzić do celu. Czego staruszek szuka tak naprawdę?

Zanim poznamy prawdziwy cel podróży, musimy wsłuchać się w wypowiedzi Wenzla. Na pozór są to bełkotliwie wyrzucone z siebie zdania. Ich rytm wyznacza jazda koleją. Niespieszne, powtarzające się wypowiedzi, denerwują jego opiekuna. Nic z nich początkowo nie rozumie. Uważa, że stary Wenzel popadł w szaleństwo i opowiada wierutne bzdury. Z czasem widzi jednak, że człowiek mierzy się z czymś, z czym nie udało mu się do tej pory pogodzić. Winterberg coś musi jeszcze w życiu zrobić, by uciszyć wyrzuty sumienia.

Staruszek i Jan zaczynają cierpieć na napady historii. Takiej prze wielkie „H”. Kiedy tylko mężczyźni trafiają na miejsce, w którym doszło do jakiś ważnych bitew, zdarzeń, Wirterberg opowiada o tym w niezwykle szczegółowy sposób. Wiedzę czerpie ze swojego bedekera. Zna go niemal na pamięć. Dzięki niemu wyprawa w określonej przestrzeni, staje się również podróżą w czasie. Jan nie może znieść opowieści starca, chciałby się od niego uwolnić, a jednak nie jest w stanie tego zrobić. Obu zaczyna łączyć pewna nić. Kraus miał być odpowiednikiem Charona. Osobą, która przeprowadzi Winterberga na drugą stronę. Nic takiego się nie dzieje. Staruszkowi nie brakuje wigoru, a podróż staje się coraz dłuższa i obejmie wiele europejskich krajów.

Tłumaczka, Małgorzata Gralińska, nie miała łatwego zadania przekładając tekst na język polski. Musiała oddać odpowiedni rytm narracji. Sprawić, by na pozór chaotyczne i powtarzalne wypowiedzi Wirterberga udało nam się ułożyć w historię. Otrzymamy opowieść o życiu, które zostało naznaczone historią. Dowiemy się, kim była największa miłość Winterberga i dlaczego przez całe życie ją wspominał. Jan Kraus chciałby uciec od tych „napadów historii”, ale on również został w nią wplątany. Od tego nie ma ucieczki. My uczymy się wraz z opiekunem Wirterberga patrzeć przez pryzmat historii. Odkrywamy jej ducha i widzimy, że tak jak potrafi dzielić, tak również może łączyć. Czytelnikom podczas śledzenia narracji udziela się melancholijny nastrój powieści. Jaroslav Rudiš nie ma zamiaru nas tu bawić, a zmusić do refleksji nad tym, co w życiu jest istotne i co należy zrobić, by móc przejść na drugą stronę w zgodzie z sobą samym. Ważne też, by „Ostatnią podróż Winterberga” czytać niespiesznie. Najlepiej w wolnym pociągu, który zanim dotrze do celu, przemierzy jakiś tunel.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *