„Czerwona ziemia” jest debiutancką powieścią Marcina Mellera. Jej autora każdy z nas z pewnością kojarzy, czy jako dziennikarza, czy prezentera telewizyjnego. Teraz miałam okazję poznać thriller napisany przez Marcina Mellera. Akcja książki rozgrywa się głównie w Afryce. Tyle że trzeba pamiętać, że mamy do czynienia z wielkim kontynentem. Co o nim wiemy? Dzięki książce „Czerwona ziemia” okaże się, że niewiele. Ale gdzie dokładniej prowadzą nas bohaterowie powieści?
Zacznę jednak od głównego bohatera. Jest nim Wiktor Tilszer, naczelny redaktor tygodnika „Reflektor”. Mężczyzna właśnie prowadzi ważne dziennikarskie śledztwo. Wpadł na trop pewnego przekrętu, tak delikatnie mówiąc. W sprawę zamieszani są również skorumpowani politycy. Wiktor prowadzi w miarę ustabilizowane życie rodzinne. Czeka na narodziny kolejnego dziecka. Będzie to trzecia pociecha Tilszera, ale z pierwszego związku dziennikarz ma jeszcze dorosłego syna, Marcina. Ojciec właśnie naprawił z nim relację, ma nadzieję, że taka sytuacja się utrzyma. Następują jednak pewne komplikacje. Marcin udaje się na wyprawę do Afryki i ślad po nim zanika.
Monika, matka Marcina, prosi Wiktora o pomoc w odnalezieniu syna. Ojciec ma się udać tam, gdzie po raz ostatni widziano młodego mężczyznę. Czy matka wpadła w panikę, czy rzeczywiście coś jest nie tak? Tego Wiktor nie dowie się od służb, które mogłyby się tym zająć. Nikt za bardzo nie przejmuje się zniknięciem chłopaka. Wiktor musi porzucić wszystko: ciężarną żonę, córeczkę i pracę. Nie zastanawia się nad konsekwencjami, ale czuje, że musi coś zrobić. Instynkt mu podpowiada, że coś jednak jest na rzeczy.
Wiktor trafi do Ugandy i Konga. Są to kraje, które miał okazję już kiedyś poznać. Tę przeszłość również odkrywamy. Wszystko dzięki kolejnej warstwie opowieści, która przenosi nas do 1996 roku. Wtedy młody dziennikarz Wiktor wraz z piękną wolontariuszką, Florence wpadł w wir wydarzeń wojennych. Na północy Ugandy toczyły się działania zbrojne. Wiktor walczył o przetrwanie, ale przeżył też wielką i niezapomnianą przygodę.
Podczas lektury „Czerwonej ziemi” odkrywamy, że mamy do czynienia nie tylko z thrillerem, ale również powieścią przygodową i sensacyjną. Wszystko zamknięte w jednym tomie. Nasz bohater jest człowiekiem, który łatwo popada w kłopoty, ale urodził się pod szczęśliwą gwiazdą. Dlatego przetrwał wydarzenia w Ugandzie, ale teraz przyszedł czas, by pokazać po jakiej jest stronie. Walczy o syna, o dobrą relację z nim, dlatego zrobi wszystko, by go odnaleźć. A my czytelnicy oglądamy świat, o którym wiemy niewiele. Zresztą Wiktor to człowiek niepozbawiony stereotypowych obrazów, nie raz zdziwi go to, co spotka na swojej drodze. Uganda, a potem Kongo okażą się czymś więcej niż czerwoną ziemią. Spoglądamy na miejscowe konflikty, bezlitosną walkę polityków, by swoją władzę zamienić w coś co da się przeliczyć w dużych nominałach (to akurat o Polsce). Przygody są pełne zwrotów akcji i nie raz czytelnik będzie musiał zmienić swoje przypuszczenia i postawić na inną kartę. Historię czyta się z przyjemnością. Łatwo wpadamy w świat opisany przez Marcina Mellera. Dobrze, że autor wzbogacił swoją historię w świetnie oddane tło. Łączymy przyjemne z pożytecznym, gdyż podczas lektury „Czerwonej ziemi” otrzymujemy nie tylko rozrywkę, ale poszerzamy swoją wiedzę o mało znanych nam krajach.
O, proszę. Gościłem ostatnio u siostry i okazało się, że właśnie „Czerwona ziemia” to jej aktualna lektura – też ją poleciła jako ciekawą i wartościową pozycję.
Mamy do czynienia z powieścią gatunkową, która jednak prócz przyjemności związanej ze śledzeniem przygód głównego bohatera, wzbogaca naszą wiedzę.