Tęsknię za wiosną, dlatego kiedy tylko ujrzałam okładkę książki pt. „Ja śpiewam, a góry tańczą”, poczułam pierwszą pokusę. Zaraz za moim wzrokiem podążyła druga pokusa, a wraz z nią ręka, by sięgnąć po ten tytuł i przyjrzeć się temu, co o nim napisano na okładce. Przede wszystkim chciałam poznać autorkę powieści. Irene Solà należy do młodego pokolenia pisarzy katalońskich. Wszyscy miłośnicy literatury z pewnością słyszeli o Jaume Cabré. Teraz czas poznać Irene Solà. Jej „Ja śpiewam, a góry tańczą” to najnowsze dzieło pisarki, wyróżnione Europejską Nagrodą Literacką 2020, Nagrodą Llibres Anagrama, Nagrodą Punt de Llibre pisma internetowego „Núvol”, Nagrodą Cálamo oraz Nagrodą im. Marii Àngels Anglady. Ponadto tytuł pojawił się w rankingu „The Guardian” wśród najlepszych książek prozatorskich 2022 rok. Według mnie całkiem imponująca lista, jak na jedną lekturę.
Zwykle na początku określam, kto jest głównym bohaterem powieści. Tutaj miałabym problem, tak liczna jest to grupa. Ważna jest przede wszystkim narracja. Muszę przyznać, że rzadko zdarza mi się czytać książki, w których wypowiadają się chmury, góry, duchy, pies, czy sarna. Oczywiście czytałam takie historie, kiedy dzieci były malutkie i domagały się przed spaniem baśni pełnych czarów i magii. Kiedy czytamy „Ja śpiewam, a góry tańczą” otrzymujemy cały chór różnych głosów: legendarnych, mitycznych, baśniowych i realistycznych. Również nie zabraknie tych ludzkich opowieści.
Za sprawą każdego rozdziału odkrywamy kolejny, jakże odmienny głos od poprzedniego. Kiedy wydaje się nam, że nic już nas nie zdziwi, to oczywiście jesteśmy w wielkim błędzie. Warto jednak określić miejsce, w którym rozgrywają się opisywane wydarzenia. Znajdujemy się w Pirenejach, na granicy francusko-hiszpańskiej. W tym surowym krajobrazie nie dzieje się wiele, ale dzieje się wszystko. Oto w czasie burzy rażony zostaje piorunem Domènec. Mężczyzna ginie i pozostawia osierocone dzieci oraz wdowę. O sytuacji opowiadają nam chmury, ale poznamy również perspektywę żony, samego ducha mężczyzny.
Co jednak mogą mieć nam do powiedzenia pozostali bohaterowie? Jak łączą się ze sobą te opowieści? Odkrywamy to stopniowo, niechronologicznie. W końcu dla takich gór czas ma zupełnie inne znaczenie, niż dla człowieka czy psa. Autorka choć nie wskazuje, w jakim momencie rozgrywają się wydarzenia, możemy się domyślać, choćby częściowo po tym, co spotyka naszych bohaterów.
Każdy rozdział wnosi do opowieści coś nowego, co dołoży kolejny kamyczek do obrazu, jaki zaczyna się kształtować. Irene Solà pobudza w czytelniku te zapomniane, choć najbardziej pierwotne sprawy. Pokazuje nasze powiązania z naturą. Głos człowieka nie jest ważniejszy od głosów ze świata natury. Tylko jak oddać język grzybów, gór czy saren? Okazuje się, że da się to zrobić w ciekawy i poetycki sposób, poprzez odwołanie do legend i mitów sprzed wieków. W końcu człowiek tylko przepisuje znane sobie opowieści, więc może warto przywołać te dawne historie, np. o pannach wodnych, ale też przypominać mniej odległe o duchu zmarłej w górach republikańskiej sieroty.
Irene Solà w swojej powieści potrafi pobudzić te drzemiące w nas gdzieś głęboko powiązania z naturą. Odbieramy prozę katalońskiej pisarki bardzo intensywnie, wieloma zmysłami. Czujemy się częścią uniwersum, jednym z wielu równorzędnych elementów. Pisarka pokazuje, że nasz głos wcale nie jest najistotniejszy. Widzimy nasz los jako sieć zależności nie tylko powiązany ze światem ludzi, ale również z naturą. Ta ostatnia potrafi opowiadać równie zajmująco, jak człowiek. Warto się wsłuchać w każdy z tych głosów i wzruszać niezwykłymi opowieściami.
PS Książkę z katalońskiego przełożyła Barbara Bardadyn.
Nie kojarzę tego tytułu ale ksiażka ma cudną okładkę
Okładka nie tylko przyciąga wzrok, ale odnosi się do tego, co znajdziemy wewnątrz. Jest to naprawdę bogata opowieść.