Jaroslav Rudiš zaskoczył mnie jakiś czas temu pisząc powieść „Ostatnia podróż Winterberga” po niemiecku, a nie po czesku. Była to historia rozbudowana, licząca niemal 600 stron. Poznawaliśmy niezwykłą relację Jana Krausa z 99-letnim Wenzelem Winterbergiem. Teraz możemy sięgnąć po krótką opowieść „Trieste Centrale”, która nawiązuje do treści poprzedniej historii. Ukazała się w przekładzie Małgorzaty Gralińskiej. Tytuł został wzbogacony o ilustracje, których autorką jest Halina Kirschner.
Niewielka objętościowo książeczka stanowi dla mnie uzupełnienie dla rzeczywistości opisanej w „Ostatniej podróży Winterberga”. Według mnie dobrze, że znałam tę historię, nie musiałam się zatem zastanawiać nad tym, kim są głowni bohaterowie, ani nad tym co akurat robią. To że podróżują z bedekerem sprzed I wojny światowej było dla mnie oczywiste, tak samo jak fakt, że szukają w miejscu, do którego podróżują powrotu do czasu, który odszedł na zawsze. Rok wydania przewodnika, czyli 1913 rok to ostatnie chwile osadzone w starym porządku. Za tym tęskni Wenzel Winterberg, jeden z dwóch głównych bohaterów powieści „Ostatnia podróż…”.
W „Trieste Centrale” wkraczałam do świata i bohaterów, których znam. Jednocześnie miałam okazję poznać, dlaczego Triest stał się jednym z etapów podróży naszej pary bohaterów. Co na ten temat powie starszy pan Wenzel? Czyje zwłoki nie będą przedstawiały pięknego widoku? Jakie objawy choroby na historię zobaczymy tym razem?
Posługuję się słownictwem, które natychmiast przychodzi do głowy czytelnikowi pierwszej książki. Natomiast w „Trieste Centrale” pan Winterberg opowie nam nie tylko o miejscach, które spotykamy w czasie podróży, mamy tez okazję je zobaczyć dzięki licznym ilustracjom, które przyciągają nasz wzrok, pozwalając cieszyć się ich urodą.
Warto wspomnieć, że świat widzimy najczęściej z okna pociągu. To właśnie taka podróż staje się pretekstem do zaglądania do swego wnętrza, własnych emocji. Budzą się one w momencie snucia wspomnień przez Winterberga. Książka oczywiście może być czytana niezależnie od wspomnianej „Ostatniej podróży Winterberga”. Pozwala na wkroczenie do czasu, w którym bohater starał się sprawić przyjemność swojej żonie. Zobaczymy, na czym miała polegać. Oczywiście nie zabrakło i w tej opowieści humoru. Czyta się z przyjemnością i myślę, że warto nacieszyć się kolejnym spotkaniem z tymi bohaterami oraz stylem wypowiedzi pana Wenzla.