Wiele dzieł literackich czeka na nowe tłumaczenia. Dzięki nim czytelnicy wracają do znanych tytułów i niekiedy podejmują dyskusję w związku z tym, jakich zmian dokonano w przekładzie. Niektóre tłumaczenia stają się kontrowersyjne, gdyż przełamują nasze przyzwyczajenia. Swojska „Ania z Zielonego Wzgórza” staje się „Anne z Zielonych Szczytów”, ale czy to coś złego? Kiedy po raz pierwszy czytałam książki Ernesta Hemingwaya, nie przypadły mi do gustu ze względu na to, że nie potrafiłam zrozumieć głównych bohaterów. W pamięci zostały mi skojarzenia: męski świat, skrywanie emocji i nieudane próby dotarcia do tego co ukryte pod górą lodową. Teraz jednak mamy nowe tłumaczenie Rafała Lisowskiego, więc znalazł się pretekst, by sięgnąć ponownie po „Komu bije dzwon”.
Akcja powieści rozgrywa się w ciągu zaledwie kilku dni maja 1937 roku w górach w prowincji Segowia w centralnej Hiszpanii. Trwa wojna domowa między faszystami a republikanami. Główny bohater, Amerykanin Robert Jordan, walczy przeciwko wojskom Franco i dostaje rozkaz wysadzenia mostu. Zna się na tym, ale musi przekonać do siebie partyzantów pod przywództwem Pabla. To oni mają mu pomóc w tym ważnym strategicznie zadaniu.
Grupa jest niewielka. Zagrożenie wokoło spore. Jeżeli jednak Robert wykona zadanie, ułatwi tym samym atak republikanów na miasto Segowia. Przez trzy dni mężczyzna poznaje lepiej bandę antyfaszystów ukrywających się wysoko w górach. Znają świetnie teren, wiele już przeżyli. Między nimi jest Maria, młoda kobieta skrzywdzona przez faszystów. Dzisiaj krótkie włosy dziewcząt nikogo nie dziwią, ale wtedy właśnie one pokazywały to, czego doświadczyła Maria, a także przypominały jej o traumatycznych wydarzeniach. Dla Roberta Jordana włosy i trauma Marii nie stanowią przeszkody, by zakochać się w pięknej dziewczynie. Nie mają jednak zbyt wiele czasu, gdyż Amerykanin przed uczuciem na pierwszym miejscu stawia rozkaz. Jordan wie, jak wiele od niego zależy i nie potrafi odmówić wykonania zadania, czy zdezerterować.
Marii udało się wyrwać z rąk bojowników generała Franco, ale republikanie również okazywali się brutalni, o czym opowie nam Pilar. Choć przywódcą grupy jest Pablo, jednak ta dojrzała kobieta okaże się kimś, komu można ufać, a także osobą doskonale orientującą się w regułach tej nierównej wojennej gry. Inglés, jak Hiszpanie nazywają Roberta, poznaje bliżej partyzantów, wiele myśli o swojej przeszłości, doświadczeniach wojennych oraz życiowych, a także słucha pozostałych towarzyszy.
Ernest Hemingway w powieści „Komu bije dzwon” nie tylko opisuje wojnę i jej przerażające oblicze. Jest to opowieść o ideałach, ich utracie, o lojalności, poświęceniu, stracie i sensie życia, a także o wielkiej miłości. Trudno nam wyobrazić sobie wojnę, choć przecież dziś, gdy jest tak blisko nikt nie myśli o niej jak o czymś romantycznym, co daje sławę i chwałę jej bohaterom. W książce nic nie jest czarno-białe. Bohaterowie są pełnowymiarowi, a monologi wewnętrzne Roberta Jordana pokazują jego dylematy, wrażliwość, zbliżają nas do tej postaci. Jak pogodzić się z wizją nieuchronnego końca, jak odnaleźć sens? Bohaterowie wiedzą, że ich życie może w każdej chwili się zakończyć, nie mają złudzeń, że ktoś ruszy im z odsieczą. Pozostaje im tylko tu i teraz.
W powieści śledzimy liczne dialogi. Warto zwrócić uwagę w tym momencie na język powieści i trudności na jakie napotkał tłumacz. Rafał Lisowski w posłowiu wyjaśnia, co było dla niego istotne w czasie dokonywania przekładu i jakich trzymał się zasad. Według niego mamy do czynienia z „modernistycznym eksperymentem międzyjęzykowym, kubistycznym zlepkiem angielskiego i hiszpańskiego”. Hemingway w ten sposób oddał „niemożliwość skutecznej komunikacji pośród wojennego rozpadu rzeczywistości”. Pisarz wymyśla własne przekleństwa, łącząc te hiszpańskojęzyczne z angielskimi, ponieważ nie zostałyby przepuszczone przez cenzurę. Zabieg okazał się zabawny, ale to nie wszystko. W powieści bohaterowie wypowiadają się w stylizowany sposób, co pozwala nam zrozumieć, że republikanie posiadają swój dialekt, a Jordan nawet jako nauczyciel języka hiszpańskiego w Ameryce, może mieć kłopot z porozumieniem się z partyzantami.
Warto wrócić do kanonu literatury. Powieść „Komu bije dzwon” po latach okazała się zupełnie inną książką, niż czytana kilka dekad temu. Wiedziałam, że będzie to opowieść o wojnie, o jej okrucieństwie, ale zaskoczył mnie właśnie język, jakim posłużył się Hemingway. Dzięki nowemu tłumaczeniu zmierzyłam się z refleksjami, jakie płyną podczas lektury książki.