„Proste rzeczy” – Marcin Wicha

Proste rzeczy, Marcin WichaSą książki, których nie sposób czytać jednym tchem, ponieważ za szybko by się skończyły. Trzeba je sobie dawkować tak, by przyjemność trwała choć chwilę dłużej. W moim przypadku stało się tak za sprawą książki Marcina Wichy pt. „Proste rzeczy”. Lubiany i ceniony autor, wybitny grafik i eseista, laureat Nagrody Literackiej „Nike”, zmarł w styczniu 2025 roku, więc tytuł wydany w 2026 roku daje nam możliwość ponownego spotkania z pisarzem. Miałam okazję posłuchać na żywo rozmowy z Marcinem Wichą w 2018 roku podczas francuskiej edycji festiwalu Literacki Sopot.

„Proste rzeczy” są zbiorem felietonów. Ukazywały się one najpierw na łamach „Magazynu Świątecznego” Gazety Wyborczej w latach 2015–2018. Teraz zostały zebrane w jednej książce, którą wzbogacono rysunkami Marcina Wichy. Ilustracje były także dołączane do tekstów w Wyborczej, więc cieszę się, że nie zostały usunięte. Pokazują one talent autora oraz dar celnego i precyzyjnego komentowania rzeczywistości.

Marcin Wicha nie nadużywał słów. Widać to doskonale w „Prostych rzeczach”. Z jednej strony ograniczała go forma, ilość wyrazów, które można umieścić w kolumnach przeznaczonych na felieton w papierowym wydaniu. Z drugiej strony pisarz zawsze potrafił trafić w samo sedno opisywanego problemu. Odkryjemy to właśnie w felietonach, gdy ich autor w sposób prosty opowiada o problemach trudnych dla wielu z nas.

Czytając książkę zauważymy, czym żyli Polacy dekadę temu. Świat rozpędza się coraz bardziej, więc wydaje się, że to całkiem odległe czasy, a jednak kiedy czytamy kolejne teksty, szybko dochodzimy do wniosku, że wciąż są bardzo aktualne. Niewiele się zmieniliśmy, a problemy można powiedzieć wciąż są podobne, jeśli nie gorsze i dzielące nas coraz mocniej.

W tytule mowa o rzeczach i rzeczywiście często autor przez ich pryzmat opisuje dany problem. Przykładowo od opowieści o wynalazcy mieszadełka przechodzi do skutków, jakie miał wybuch pierwszej wojny światowej na sprzedawcę strusich piór. Widzimy, jak niewiele trzeba, by świat jednego człowieka runął, jak domek z kart.

Autor poruszał nie tylko tematy z przeszłości. Częściej zaglądał do tego, co działo się w danej chwili. Pisał o szkole, wycince drzew („lex Szyszko”), designie, technologii. Nie skupiał się jednak na tytułowych „prostych rzeczach”, stawały się one pretekstem do rozważań na temat tego, w którym kierunku podążamy. Dala Wichy najważniejszy był człowiek i refleksje z nim związane. Felietonista nie zmuszał nas do przyjęcia swojego zdania, nie groził, a krótko i treściwie puentował opisywany problem. Zaskakiwał po wielokroć błyskotliwą myślą, która raz wbita w głowę pozostaje dłużej i wwierca się w umysł, by zostać tam na dłużej i skłonić do zastanowienia. Owszem, bywa niepokojąca, ale łagodzi ją język, jakim posługiwał się pisarz. Mówił do nas w sposób niepozbawiony humoru, z pewną nutą zadumy, a jednocześnie z sympatią skierowaną do odbiorcy. Myślę, że nie tylko mnie będzie brakowało nowych celnych spostrzeżeń Marcina Wichy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *