„Kiedy wdowa chce, żeby ktoś do niej zagadnął, stawia na grobie konewkę dzióbkiem do przodu” – Saša Stanišić

Kiedy wdowa chce, żeby ktoś do niej zagadnął, stawia na grobie konewkę dzióbkiem do przodu, Saša Stanišić

Jedno jest pewne. Nie wszyscy zapamiętamy bezbłędnie tytuł najnowszej książki napisanej przez Sašę Stanišicia. Nie wspomnę już o zapisie imienia i nazwiska autora, ponieważ sama nie jestem pewna, czy nie zgubiłam jakiegoś daszka nad literką s. Jednak pisownia to kwestie formalne, szczegóły, których staram się nie pogubić. Najbardziej istotną kwestią dla wielu czytelników będzie opowiedziana przez pisarza historia. O czym jest książka „Kiedy wdowa chce, żeby ktoś do niej zagadnął, stawia na grobie konewkę dzióbkiem do przodu”? Jej autor w 2023 roku otrzymał nagrodę literacką „Angelus” za powieść „Stąd”. Po jej lekturze trudno mi było przejść obojętnie obok najnowszego tytułu niemieckojęzycznego autora.

Książka właściwie jest zbiorem opowiadań. Historie początkowo wydają się niezależne, ale z czasem układają się w pewną całość. Znajdziemy powiązania łączące bohaterów, czy wspólny mianownik tematyczny. Zaczyna się od spotkania z 1994 roku. Młodzi chłopcy zabijają wolny czas zabawami i rozmową. Jeden z nich, Fatih, marzy o „przymierzalni czasu”. Działałaby w taki sposób, że wybieramy jakiś rodzaj losu i sprawdzamy przez dziesięć minut, czy się sprawdza. Potem już tylko wystarczy zaakceptować, czy tak ma się dziać, czy odrzucić dany wybór. Nastolatki dyskutują nad tym pomysłem. Zastanawiają się, jakie byłyby tego mocne i słabe strony. Kończy się jednak na tym, że chłopcy opowiadają sobie, gdzie wybiorą się na wakacje. Narrator opowieści zmyśla, że uda się do Helgolandu.

Kolejne historie zabierają nas w miejsca, w których życie toczy się różnymi torami. Oglądamy panią sprzątającą dom u bogatych ludzi, prawnika, który nagle postanawia rzucić pracę, samotną starszą panią, chłopca wygrywającego z tatą w memory. Niby zwyczajne sytuacje, ale im bardziej się w nie zagłębiamy, tym więcej zauważamy w nich dziwności. Bo przyznajcie szczerze, kto z Was dostał kurierem prawdziwy czołg ozdobiony wstążką?

Początkowo nic nie wskazuje na to, co się będzie działo. Zaczęłam lekturę książki spodziewając się opowieści o dojrzewaniu młodych ludzi poszukujących tożsamości, próbujących odnaleźć swoje miejsce. Kolejnym pokoleniu dzieci emigrantów, którym trudniej niż innym. Zresztą o tym również będzie ta opowieść, tak samo jak o samotności starszych osób. Przede wszystkim jednak dostajemy coś, co zabiera nas w podróż co by było gdyby istniała maszyna Fatiha. Książka „Kiedy wdowa chce (…)” jest właśnie taką „przymierzalnią czasu”. Czasami zapominamy, że pisarz posiada wyobraźnię, więc ma prawo wymyślać fikcyjne światy i właściwie jego zadanie polega na poszukiwaniu różnych rozwiązań fabularnych. Czytelnik natomiast śledzi te pomysły oraz formę w jakiej je podano.

Świetnie tę koncepcję „przymierzalni czasu” widać choćby w historii, która rozgrywa się na Helgolandzie, wspomnianej wcześniej wyspie, na którą miał pojechać jeden z chłopaków z pierwszej opowieści. Wymyślił sobie taki wypad, ponieważ jego rodzina nie mogła sobie pozwolić na wakacyjne wyjazdy. Tymczasem po trzydziestu latach okazuje się, że został rozpoznany na Heglolandzie przez właścicielkę piwiarni, gdyż ukradł jej szyld. Czytając tę historię jesteśmy zdezorientowani, co tak naprawdę się zdarzyło. Autor odsłania się chwilami, dostajemy różne dygresje i wersje wydarzeń, więc właściwie nie mamy pojęcia, co się dzieje. Dopiero z czasem, po lekturze kolejnych stron, zaczynamy dostrzegać kierunek, w którym podążają te opowieści.

W książce „Kiedy wdowa chce, żeby ktoś do niej zagadnął, stawia na grobie konewkę dzióbkiem do przodu” Sašy Stanišicia wkraczamy do świata o wielu możliwościach. Pisarz kreśli opowieść o wyborach, jakich dokonujemy na co dzień. Na pozór banalne sprawy mogą zmienić bieg wydarzeń. Zastanawia się nad tym, czy gdyby istniała „przymierzalnia czasu”, ułatwiałaby nam życie? Czy wręcz odwrotnie? Przyznam szczerze, że zupełnie nie spodziewałam się opowieści, w której realizm, poruszane problemy społeczne zderzają się z elementami fantastycznymi, często o charakterze ironicznym, czy nawet surrealistycznym. Myślę, że książka Sašy Stanišicia spodoba się wszystkim tym, którzy szukają nowatorstwa i świeżości w prozie. Otrzymujemy historie, które nas nie raz zaskoczą, czasami wywołają uśmiech na twarzy, a innym razem zadziwią i skłonią do refleksji.

PS Książkę na język polski przełożyła Małgorzata Gralińska.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *