„Paryż wart jest mszy” tak powiedział w XVI wieku Henryk IV Burbon. Czy rzeczywiście? Najlepiej pojechać tam samemu i przekonać się na własnej skórze. Jeśli nie ma takiej możliwości, najlepiej sięgnąć po ciekawą lekturę, której akcja rozgrywa się właśnie w tym miejscu. Przyznam się do pewnej słabości – uwielbiam książki o Paryżu. Najlepsze, co mogłoby mnie spotkać, to czytanie o stolicy Francji właśnie w Mieście Świateł.
Edward Rutherfurd w książce „Paryż” opowiada historię miasta, przez pryzmat kilku rodów. Ukazuje te rodziny na przestrzeni ośmiu wieków. Ich losy przeplatają się, w jakiś sposób wiążą, sykają ze sobą. A my poprzez historie tych ludzi obserwujemy, jak zmienia i rozwija się samo miasto.
Zobaczymy jak wyglądało to miasto w czasach kiedy budowano Notre Dame, w czasie wojny stuletniej, przed i po nocy św. Bartłomieja, okresie rządów kardynała Richelieu, Ludwika XIV, rewolucji francuskiej, belle époque, pierwszej i drugiej wojny światowej, aż do czasów protestów studenckich w 1968 roku. Historia nie jest jednak ukazana w porządku chronologicznym. Z dziewiętnastego wieku przenosimy się do średniowiecza, następnie wracamy do belle époque i tak dalej.
Autor powieści „Paryż” krzyżuje z sobą losy czterech rodów. Poznajemy zamożnych (choć nie zawsze) arystokratów de Cygne, ambitnych burżujów z rodziny Blanchard, przedstawicieli plebsu – Le Sourd i robotników Gascon. Opisanych jest też kilka innych familii, ale te cztery są najważniejsze dla tej powieści. Oprócz rodzin są inni bohaterowie: katedra Notre Dame, bazylika Sacré Coeur oraz (moim zdaniem najważniejsza) wieża Eiffla. Postacie albo obserwują budowę tych ważnych obiektów, albo sami się przyczyniają do ich powstania.
W książce „Paryż” mamy do czynienia z sagą rodzinną. Losy czterech rodów przeplatają się z sobą, łączą i rozdzielają. Autor opowiada o wielkich namiętnościach, zdradach, intrygach, ale też o aranżowanych małżeństwach. Otrzymujemy cały przekrój klas społecznych od patrycjatu po plebs. Arystokratyczny i uprzywilejowany ród de Cygne, który czuje się zdecydowanie lepszy od pozostałych w czasie rewolucji francuskiej musi uważać, by nie stracić głowy – ciotka gilotyna zbiera żniwa. Obserwujemy narodziny przekonań komunistycznych wśród klasy robotniczej, czy walkę o przetrwanie zwykłych rzezimieszków żyjących w średniowieczu z rodziny Le Sourd i dzieci ulicy. Akcja powieści rozgrywa się głównie na ulicach Paryża (w budynkach oczywiście też).
Pomysł na tego typu historię nie jest oryginalny. Ale to tak jak by napisać, że ktoś już kiedyś napisał jakiś kryminał, a wszystkie inne powielają schemat. No właśnie Edward Rutherfurd jest daleki od tego. Bohaterowie, których nam przedstawia są interesujący, a nie banalni. Sama książka liczy ponad dziewięćset stron – opowieść rozgrywa się na przestrzeni ośmiu wieków, więc można by mieć obawy, że otrzymamy papierowe postacie. Nic z tego. Rotherfurdowi udało się jeszcze jedno. Uczynił Paryż najważniejszym z bohaterów swej książki.
Historia stolicy Francji zostałą ukazana od średniowiecza po czasy współczesne. Razem z postaciami z książki bierzemy udział w najbardziej przełomowych momentach z historii Paryża. Poznamy wiele prawdziwych postaci, ale one stanowią tło – nigdy nie są na pierwszym planie. Nie mniej jednak przyjemnie jest zobaczyć przy pracy Gustave Eiffela, Hemingwaya, czy najwybitniejszych malarzy. Opowieść o Mieście Świateł pokazano przez fikcyjnych bohaterów, którzy pozornie nie mają wielkiego wpływu na losy miasta, ale są świadkami i uczestnikami ważnych wydarzeń.
„Paryż” Edwarda Rutherfurda został napisany z wielkim rozmachem. Książka spodoba się miłośnikom historii oraz tym, którzy chętnie sięgają po sagi rodzinne. Podczas lektury powieści zaraz nasunęło mi się skojarzenie z historycznymi książkami Kena Folletta: „Filary ziemi”, czy „Świat bez końca”. Powieść Rutherfurda nie powinna nikogo przerażać objętością, bo mimo tych 940 stron, czyta się ją jednym tchem. A po zakończeniu chciałoby się dalej śledzić losy bohaterów. Świetnie skonstruowana i napisana powieść, oprócz tego posiadająca wspaniały klimat. Należę do osób, które dzięki książce najzwyczajniej w świecie przeniosły się w czasie do miejsca, wzbudzającego zachwyt niezależnie od stulecia.
Od dawna mnie intryguje i myślę, że prędzej czy później ją przeczytam, choć przy takich książkach zawsze się obawiam, że jeśli są w nich nieścisłości historyczne, to ich nie wyłapię. :/
Oj, raczej nie ma ich zbyt wielu i na szczęście owe nieścisłości podaje sam autor na końcu książki, bo są celowe, by powieść była bardziej atrakcyjna.
Ha, gdy ujrzałem tytuł, już myślałem, że doszło do cudownej zbieżności lektur, bowiem całkiem niedawno także skończyłem czytać „Paryż”, tyle, że jego autorem był Emil Zola. Ale opisywana pozycja również zapowiada się interesująco – szczególnie kusząco brzmi dla mnie porównanie do „Filarów ziemi” 🙂
Książki Emila Zoli również powinny się od czasu do czasu pojawić na liście lektur u każdego frankofila, czy zwolennika naturalizmu. 🙂
Paryż jest znacznie lepszy od Folleta!
Na szczęście przeczytałam te książki we właściwej kolejności. Gdybym zaczęła od powieści Rutherfurda, Follett by mnie niczym nie zaskoczył i nie zachwycił tak bardzo, jak kiedyś.
Och, jakim sposobem nie natrafiłam dotąd na tę książkę? Uwielbiam takie opowieści, podróż przez stulecia, dzieje rodów, ależ Ci zazdroszczę tej lektury!
Ta powieść natychmiast się rzuca w oczy w każdej księgarni. Zwłaszcza jeśli się jest nastawionym pozytywnie na opasłe tomiska. A oprócz tego książka jest pięknie wydana i przyciąga wzrok (choć to co wewnątrz jest jeszcze ciekawsze).
Powracam do recenzji, bo czytałam ją w pracy, więc nie zostawiłam komentarza. A muszę Ci powiedzieć, że dzięki niej nie mogę się doczekać wakacji, aż zabiorę się za „Paryż”. Tylko dlatego, że nie uśmiecha mi się noszenie w torbie cegły ;)))
ps. Chętnie podaruję Ci „Tłumacza chorób”. Reflektujesz?
Taką książkę warto mieć, więc e-book, czy wypożyczenie nie wchodzi w tym wypadku w rachubę. A co do „Tłumacza chorób” – pewnie, że chcę i czuję się wyróżniona – dzięki. 🙂
Pingback: „Nowy Jork” – Edward Rutherfurd | Czytam, bo chcę i już
„Paryż” to książka napisana z epickim rozmachem, a samo miasto jest w niej pełnoprawnym bohaterem. To coś jak powieść, przewodnik i książka historyczna w jednym. Niesamowita opowieść, więc polecamy wraz z Tobą! 🙂