„Martwy sezon” – Jakub Woynarowski

Martwy sezon, Jakub WoynarowskiDefinicja hasła książka mieści w sobie wiele – czy jeśli chodzi o formy literackie, czy sposoby w jaki nam się ją podaje. Kiedy sięgamy po wolumin w tradycyjnym ujęciu – spodziewamy się przede wszystkim tekstu. „Martwy sezon” Jakuba Woynarowskiego z pewnością nie jest tradycyjną powieścią fabularną. Otrzymujemy książkę odmienną, różniącą się znacznie od tych do których się przyzwyczailiśmy.

„Martwy sezon” Jakuba Woynarowskiego (ubiegłorocznego laureata Paszportu Polityki w kategorii sztuk wizualnych) to powieść graficzna, która została oparta na motywach prozy Brunona Schulza. „Sklepy cynamonowe”, „Sanatorium pod klepsydrą” są książkami, do których Woynarowski się odwołuje, ale najważniejsze staje się opowiadanie: „Karakony”. Wyobraźmy sobie świat bez ludzi. Postapokalipsę w przyspieszonym tempie. Po człowieku zostają jedynie betonowe budynki, które stopniowo ulegają destrukcji. Wszystko dzieje się w niezwykle zawrotnym tempie. Jak w akcie stworzenia, tylko w odwrotnym kierunku. Zamiast kreacji, następuje zniszczenie cywilizacyjnych osiągnięć człowieka, ale powstaje coś nowego, opanowanego przez inne formy życia – insekty.

W tej historii właściwie nie ma typowych bohaterów, są przedmioty i owady. Grafiki wywołują u odbiorcy poczucie niepokoju. Dzieje się tak poprzez ukazanie przedmiotów skali mikro- i makrokosmosu. Wieżowiec przedstawiony z ludzkiej perspektywy jest pozbawiony życia. Poczucie pustki jeszcze bardziej wzmacnia pokazanie budynku z kosmicznego oddalenia.

Grafiki Woynarowskiego nie nawiązują w żadnym stopniu do rysunków Schulza. „Martwy sezon” w pewnym stopniu przypomina komiks. Tak naprawdę jest kolażem – cytatów z prozy Schulza w połączeniu z obrazami interpretującymi jego teksty. Fragmenty, które wybrał Woynarowski mają charakter profetyczny. Natomiast ilustracje do nich wprowadzają odbiorcę w trans. Niemal pulsujące grafiki, ograniczone zaledwie do trzech kolorów – czerni, bieli oraz ciemnopomarańczowego, oddają charakter prozy artysty z Drohobycza. Popadamy w pulsujący stan psychodeliczny, ponieważ autor grafik powtarza pewien schemat. Daje nam obrazy od przedstawienia elementu najmniejszego do największego.

Ruch, dynamika, proces. Tak najkrócej można scharakteryzować graficzna ilustrację do prozy Schulza. Skupiając się na obrazie i tekstach widzimy (wiem, że dziwnie to brzmi) rytm. Oglądamy świat podlegający procesowi zagłady. Katastrofa widziana w szerszym ujęciu, stanowi początek dla czegoś nowego. Jakub Woynarowski zinterpretował Schulza na swój sposób – przedstawiając jego prozę w sposób minimalistyczny. Sięgając po ten album spodziewałam się obrazów w stylu rysunków pisarza z Drohobycza, ale (na szczęście zresztą) otrzymałam coś oryginalnego, co interpretuje jego teksty na nowo. Dzięki książce „Martwy sezon” okazuje się, że słowo i obraz mogą ze sobą współgrać na zupełnie innych zasadach, niż byliśmy do tej pory przyzwyczajeni.Martwy sezon, Jakub Woynarowski

  1. Czegoś takiego jeszcze w rękach nie miałem. Szczególnie interesuje mnie pozycja Woynarowskiego. Jeśli chodzi o Schulza to jego „Wybór opowiadań” na półce, ale jakoś nie mogę się za niego zabrać, co chwila ktoś inny wskakuje do kolejki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *