„Bachmut” – Myrosław Łajuk

Bachmut, Myrosław ŁajukCzym powinien zajmować się poeta i literaturoznawca? Wzniosłymi sprawami: pisać wiersze o pięknie i miłości, czytać literaturę najwyższych lotów. Tymczasem Myrosław Łajuk zabiera nas na wojnę. Poprzez swoją książkę „Bachmut” pokazuje nam niewygodne obrazy, które często próbujemy odsunąć sprzed oczu, by żyć spokojnie. Przeczytałam ten zbiór reportaży, ale też esejów, za którą ich autor został wyróżniony prestiżową Nagrodą im. George’a Szewelowa. Publikacja została wzbogacona dodatkowo czarno-białymi fotografiami Danyły Pawłowa. „Bachmut” na język polski przełożył Maciej Piotrowski.

Niektórzy szybko zapominają, co wydarzyło się w lutym 2022 roku. Myrosław Łajuk bierze nas za rękę i prowadzi do miejsca, w którym giną ludzie. Nie są to przyjemne widoki, choć przecież nie otrzymujemy naturalistycznych opisów. Zaglądamy do piwnic, punktów ewakuacyjnych. Poznajemy zwykłych ludzi, ale też sanitariuszy, medyków, lekarzy i przede wszystkim żołnierzy walczących o Bachmut. Są to konkretni ludzie. Łatwo znaleźć z nimi nić porozumienia, choć niestety zdajemy sobie sprawę, że to oni odnoszą rany, czy giną na froncie.

Poznamy również drugą stronę, jeńców którzy walczyli dla Rosji. W czasie walk żołnierze ukraińscy i cywile mają na nich parę wulgarnych określeń. Kiedy jednak poznajemy tych Rosjan bliżej, okazuje się, że to ludzie o określonej wrażliwości, potrafiący oddawać się kulturze. Co to o nich mówi? Czy taki człowiek jest bardziej odpowiedzialny od prostego, niewykształconego Rosjanina skazanego na propagandę?

Trudno po lekturze „Bachmutu” nie przywoływać skojarzeń ze światową literaturą poruszającą tematykę wojenną. Od Hemingwaya łatwo przejść do Szczepana Twardocha i Wojciecha Tochmana. Myrosław Łajuk również wspomina o zwierzętach na froncie, jak w reportażu „Delfiny i Belzebub”. One są również ofiarami, giną pod kołami, są ogłuszane wystrzałami czy dziczeją po tym, jak zostały porzucone. Niekiedy też dzika fauna zaskoczy żołnierzy, gdy nieoczekiwanie pojawi się na froncie choćby w postaci myszy. Jest to jednak zaledwie drobny element tej książki, ale równie poruszający, jak opowieść o staruszce, która nie chce opuścić Bachmutu.

Z jednej strony mamy zapiski o prozie walki i realiach życia pod nieustannym ostrzałem podczas najkrwawszych zmagań o Bachmut na przełomie 2022 i 2023 roku, a z drugiej otrzymujemy część przypominającą bardziej esej niż reportaż, w której Łajuk pisze choćby o tragicznych losach twórców kultury ukraińskiej. Wspomina historię i twórczość poety Wasyla Stusa, reżyserki Larysy Szepitko, reżysera Oleksandra Dowżenki, działaczki Ałły Horskiej czy filozofa Serhija Krymskiego. Myślę, że wielu Polaków nawet nie słyszało tych nazwisk, ale teraz mają szansę, by je odkryć.

Wojna nie ma w sobie nic urokliwego. Czarno-białe zdjęcia Danyły Pawłowa jeszcze potęguję to wrażenie mroku i samotności, z jakimi zmaga się każdy człowiek na froncie. Nikt nie wie, jaką cenę zapłaci za udział w tym wszystkim. Jeśli przeżyje, z pewnością zmierzy się z traumą. Kiedy Łajuk pisze swoje słowa, wciąż nie wiadomo, jak wszystko się zakończy. Nie daje nadziei, ale pokazuje siłę w ludziach. Żołnierz zazwyczaj nie ma twarzy, zlewa się z masą takich jak on. Tutaj Bachmut ma swoją historię, a ludzie zostają zamknięci w słowach. Dzięki temu nie zostaną w pamięci. Myrosławowi Łajukowi również o to chodzi, by nie zapomnieć o jednostkach, które ponoszą wysoką cenę za spokój innych. Wytyczają szlak, byśmy mogli śnić, jak wolni ludzie. Jako poeta posiada wielką wrażliwość na słowo, więc często wyraża się pięknie o tym, co trudne i nie do pojęcia dla zwykłego człowieka.

PS Książkę na język polski przełożył Maciej Piotrowski.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *