„Bal szalonych kobiet” – Victoria Mas

Bal szalonych kobiet, Victoria Mas„Bal szalonych kobiet” to debiutancka powieść Viktorii Mas. We Francji tytuł doczekał się miana bestsellera, otrzymał kilka nagród literackich, a od września możemy obejrzeć ekranizację powieści. Film został wyprodukowany przez Amazon Studios w reżyserii Mélanie Laurent. „Bal szalonych kobiet” na język polski przełożyła Bożena Sęk.

Dzięki powieści przenosimy się do Paryża z końca XIX wieku. Jest 1885 rok. Tego roku zmarł Victor Hugo, ale wciąż tworzyli tacy pisarze, jak Émile Zola czy Jules Verne. Wspominam ich, ponieważ „Bal szalonych kobiet” pokazuje nam Paryż rodem z powieści Émila Zoli. Taki, w którym szybko dostrzeżemy nierówność społeczną, czy cierpienia tych, którzy potraktowani zostali niesprawiedliwie i zepchnięto ich na margines.

Za sprawą „Balu szalonych kobiet” poznajemy młodą paryżankę. Eugénie Cléry to dziewczyna, której nie podoba się, że jest traktowana przedmiotowo. Co ją czeka? W przyszłości powinna został posłuszną żoną. Teraz ma słuchać ojca. Tymczasem Eugénie posiada pewien dar. Nieostrożne podzielenie się nim ze swoją babką prowadzi ja prosto do szpitala Salpêtrière. Tam odda ją ojciec, który nie chce mieć do czynienia z „szaloną” córką. Do szpitala owianego złą sławą trafiają obłąkane kobiety. Kwestia ich szaleństwa jest mocno dyskusyjna. O tym, kto powinien tam się znaleźć decydują ojcowie, mężowie, najbliżsi krewni (czytaj: mężczyźni). Obok siebie leżą prostytutki, melancholiczki, czy histeryczki.

Eugénie szybko przekonuje się, jak cienka jest granica między normą a szaleństwem. Doskonale zdaje sobie sprawę, że dla niej jedyną formą ratunku jest ucieczka. Nie przekona żadnego z lekarzy, by ją wypuścił. Dlatego zwraca się o pomoc do oddziałowej szpitala, surowej Geneviève. Obie bohaterki stanowią swoje przeciwieństwo, a jednak jest coś, co je połączy. Pacjentka znajdzie sposób, by dotrzeć do tej twardo stąpającej po ziemi kobiety.

W powieści „Bal szalonych kobiet” oglądamy świat zdominowany przez mężczyzn. Szpital psychiatryczny jest tego doskonałym przykładem. Pacjentki, kobiecy personel to tylko tło, które ma pozwolić zabłysnąć gwiazdom, jakimi są lekarze. Nie pozawalają oni na żaden sprzeciw, czy kwestionowanie ich decyzji. Nawet jeśli nie mają racji, nie posłuchają przecież zdania pielęgniarek, mimo że to właśnie one doskonale znają swoje podopieczne, gdyż  spędzają z nimi najwięcej czasu. W Salpêtrière pracuje nie byle kto, sam Jean-Martin Charcot, nazywany „ojcem neurologii”. Tyle, że ponad zdrowie pacjentek, ceni sobie chwilę sławy i organizuje w szpitalu swoiste show. Oprócz niego pojawiają się na łamach tej powieści kolejni pionierzy medycyny, tacy jak Józef Babiński czy Georges de la Tourette.

Kiedy czytamy książkę „Bal szalonych kobiet” domyślamy się, że Victoria Mas chce nam pokazać świat pełen nierówności, ale nie tylko to jest tutaj istotne. Widzimy prawdziwych lekarzy, znanych z tego że rzeczywiście przyczynili się do rozwoju medycyny. Jednak podczas lektury zauważamy, że dokonaliby więcej odkryć, gdyby współpracowali z kobietami – zarówno pacjentkami, jaki i pielęgniarkami. Tymczasem byli tak próżni oraz skupieni na własnym ego, że często nie zauważali, kiedy szkodzili swoimi metodami. Akcja powieści rozwija się w taki sposób, żeby zbudować napięcie. Chcemy wiedzieć, jak zakończy się ów tytułowy bal. Wszystko do niego prowadzi. Pacjentki szykują stroje, a paryżanie nie mogą się doczekać, żeby zobaczyć podopieczne doktora Charcot. Tymczasem okazuje się, że kobiety wyglądają normalnie. Nie mają szaleństwa wypisanego na czole. Victoria Mas pisze w taki sposób, że łatwo nam się przenieść w opisywane miejsce i czas. Czekamy w napięciu i śledzimy zwroty akcji oraz oglądamy, jak cienka jest nić między tym, co przyjęto za normę, a szaleństwem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *