„Błaganie o śmierć” – Marek Krajewski

Błaganie o śmierć, Marek KrajewskiPisał kryminały, zanim było to modne. Co więcej, sprawił, że stopniowo zaczęto doceniać ten gatunek. O kogo chodzi? Oczywiście o Marka Krajewskiego. Dwa zdania wstępu to za mało, by nawet pokrótce powiedzieć coś o tym pisarzu. Skupię się na powieści „Błaganie o śmierć”. Jest to najnowsza książka pisarza, choć lepiej byłoby określić ją słowem ostatnia. Oczywiście Marek Krajewski nie porzuca samego pisarstwa, ale poprzez tę książkę żegna się z Eberhardem Mockiem. Trzynasty tom zamyka cykl, który rozpoczęła wydana ćwierć wieku temu debiutancka książka pisarza „Śmierć w Breslau”.

Akcja „Błagania o śmierć” przenosi nas do Wrocławia z 1919 roku. Niemcy przegrały wojnę, a sam Mock nie doszedł do siebie. Wciąż czuje w nodze metalowe odłamki. Sprawiają one, że mężczyzna kuleje, więc co jakiś czas dochodzi do jego uszu przezwisko Kuternoga. Eberhard ogląda powojenną biedę, która dotyka niemieckie miasta. Nie omija też Breslau. Również Mock nie należy do grupy bogaczy. Musi mieszkać w klitce z mało sympatycznym ojcem. Z nim też uda się na pewien mecz bokserski. Walka, która się odbywa, nie należy do uczciwych. Bokser, który nie radził sobie najlepiej, nagle uderza przeciwnika tak silnym ciosem, że mężczyzna pada martwy. Co sprawiło, że walka nie była fair?

Pewien bogaty mężczyzna domaga się śledztwa, a sam Eberhard ma coś innego na głowie. Głowę zaprząta mu sprawa zaginionej prostytutki oraz jej malutkiej córeczki. Obie są bliskie Mockowi i budzą w nim niespotykane dotąd emocje. Mock nie tylko je znał, ale i darzył uczuciem. Dlatego szczególnie zależy mu na rozwiązanie sprawy. Ebi ma trudne zadanie, gdyż walczy również ze sobą i swoim pociągiem do alkoholu. Nic nie może jednak zaćmiewać mu umysłu podczas pracy.

Policjant z wydziału obyczajowego policji w Breslau z czasem dowie się, że obie sprawy łączą się ze sobą i my w pewnym momencie dowiemy się w jaki sposób. Po drodze zajrzymy do miejsc niezwykle mrocznych. Rozkopane cmentarze, wszechobecna przemoc, perwersja, budzą w czytelniku obrzydzenie oraz wewnętrzny sprzeciw. Mrok w jaki zajrzymy, będzie okropny i ohydny, ale Mock postara się przeprowadzić nas przez te miejsca w taki sposób, by jak najskuteczniej prowadzić śledztwo, posługując się w odpowiednim momencie ulubionym narzędziem, czyli „imadłem” (przenośnym, nie dosłownym).

Powieść kryminalna Marka Krajewskiego z cyklu o Eberhardzie Mocku została napisana w taki sposób, że właściwie spokojnie mogłaby być kontynuowana. Dlatego tak wielu czytelników ma nadzieję, że pisarz w przyszłości zmieni zdanie i ulegnie miłośnikom cyklu. Niewielu jest twórców, którzy by potrafili tak poprowadzić historię, by trzymać nas cały czas w napięciu i oczekiwaniu na ciąg dalszy. Niekiedy trzeba przymykać oczy, by nie wyobrażać sobie tak dokładnie tych brutalnych scen opisywanych przez Marka Krajewskiego. Ebi nie ma lekko. Ogląda takie rzeczy, jakie zwykłym ludziom nie przyśniłyby się w najgorszym koszmarze. Marek Krajewski potrafi obrazowo opisywać świat, w jakim żyje Mock. Niemal każdym zmysłem poznajemy zakamarki Breslau. Miejsca niekoniecznie reprezentacyjne. Oglądamy speluny, burdele, brudne klitki zamieszkiwane przez biednych ludzi. Do tego dochodzi świetnie skonstruowane, wciągające śledztwo (a dokładnie dwa wątki kryminalne) i ciekawy finał. Trudno się jednak rozstać z Eberhardem Mockiem. Na pocieszenie pozostają wszystkie tomy cyklu, które można przecież przeczytać jeszcze raz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *