W księgarniach zauważć można, że pojawia się coraz więcej książek poświęconych szeroko pojętej naturze. Jakiś czas temu człowiek zaintersowany tematyką przyrodniczą, mógł co najwyżej pooglądać książeczki dla dzieci. Dzisiaj każdy znajdzie coś dla siebie. Niezależnie od tego, czy chcemy pogłębić wiedzę na temat świata nieożywionego, czy poznawać drobnoustroje, wielkie zwierzęta, czy też dowiedzieć się czegoś więcej o ekologii. Szymon Hołownia również zabrał głos w sprawie istot żywych. Pokazał je z nietypowej, bo chrześcijańskiej perspektywy.
Wiosną tego roku miałam okazję prowadzić spotkanie z autorem książki “Boskie zwierzęta”. Szymon Hołownia deklaruje, że jest wegeterianinem i z tutaj opisuje, skąd oraz dlaczego tak postanowił. Wprawdzie w XXI wieku coraz wiecej ludzi decyduje się na taki krok, zresztą nie należy on wcale do tak radyklnych, jak mogłoby się wydawać na początku. Hołownia nie zrezygnował z ryb, choć jak stwierdził, ma taki zamiar. W niedawno poznanej przeze mnie publikacji „Peety. Pies, który uratował mi życie!” jej bohater, Eric O’Grey, opowiadał o przejściu na weganizm, co razem z aktywnością fizyczną przyczyniło się do odzyskania właściwej wagi.
Ludziom zdaje się, że są najważniejsi, na samym szczycie drabiny stworzenia. Szymon Hołownia uświadami nam, że chyba nie do końca zrozumieliśmy przesłanie płynące z Biblii. Skoro wielu z nas jest chrześcijanami, to dlaczego tak trudno zrozumieć nam, że coraz bardziej przyczyniamy się do katastrofy ekologicznej? Autor książki podaje niewygodne dane dotyczące tego, jak ważne jest, by zmienić nastawienie do plastiku oraz śmieci, którymi zasypujemy świat.
Dlaczego tak często zapominamy o ziemi oraz jej mieszkańcach? Według Szymona Hołowni, który pisze o zwierzętach w kontekście religijnym, jest to kwestia zmiany spojrzenia. Autor wyjaśnia, jak istotne są istoty żywe. Choć skupiliśmy się do tej pory na jednym zdaniu z Księgi Rodzaju o tym, żeby czynić sobie ziemię poddaną, zapominamy o zagłębieniu się w znaczenie tego zdania. Bo raczej nie chodzi o to, żeby niszczyć wszystko co żyje, ale by czuć się odpowiedzialnym za to, co robimy, a nie by działać na szkodę każdego napotkanego istnienia.
Jeśli wielu wierzących chrześcijan ma problem z wegetarianizmem, to skąd to się bierze? Autor „Boskich zwierząt” choć lubi prowokować, to przede wszystkim zmusza czytelnika do otwarcia oczu na pewne sprawy. Takie oczywiste rzeczy, jak to że nie żyjemy na naszej planecie sami, nie wystarczają. Autor podaje niewygodne informacje, które zmuszają choćby do tego, by zwrócić uwagę na to, co pojawia się na naszych stołach.
Dla chrześcijan każda istota żywa powinna być ważna. Szymon Hołownia pokazuje, jak współczesna teologia postrzega ten temat. Choć powołuje się na dane statystyczne i osiągnięcia naukowców, by udowodnić, że czas zmienić podejście do natury, to nie po to, żeby straszyć, czy wytykać palcem, jacy jesteśmy okropni. Przede wszystkim chodzi o uświadamianie zwykłego czytelnika, który nie zastanawia się na co dzień, skąd pochodzi to, co wkłada do ust, że ma znaczenie, skąd te produkty pochodzą i w jaki sposób zostały wyprodukowane.
Książka “Boskie zwierzęta” po którą sięgnęłam to nowe wydanie, poszerzone o ważny rozdział dotyczący klimatu. Trzeba przyznać, że problem jest niezwykle aktualny. Szymon Hołownia zwraca uwagę na zmiany klimatyczne, jakie obserwujemy już teraz. Przeżyją nas niesporczaki, ale zanim to nastąpi, człowiek może zmienić to, ile cierpienia zadaje zwierzętom. Dzięki tej książce zobaczymy, jak małymi krokami naprawić tę sytuację, w której się znaleźliśmy. „Boskie zwierzęta” to publikacja napisana w sposób zrozumiały dla każdego, niekoniecznie dla ekologów-chrześcijan. Warto zobaczyć zwierzęta, które ukazano tu z nieco innej, bo Boskiej perspektywy.