Miłośnikom muzyki nie trzeba przedstawiać tej postaci. Narosło wokół niej sporo mitów i legend. Dlatego książka Jeery’ego Hopkinsa pt.: „Jim Morrison. Król Jaszczur” wzbudziła moje zainteresowanie. A gdy nadarzyła się okazja, wzięłam udział w konkursie na blogu agaczyta i – ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu – wygrałam tę biografię. Raczej nie muszę dodawać jak bardzo się ucieszyłam.
Biografie takich muzyków jak Morrison mają jedną wadę – szybko się kończą, bo i życie bohaterów nie było zbyt długie. Owo magiczne 27 lat jest tą granicą, której niektóre sławy nie były w stanie przekroczyć. W epoce, kiedy tworzył Morrison, w tym samym wieku co tytułowy bohater książki odeszli: Janis Joplin, Jimi Hendrix. Do słynnego „Klubu 27” należy też Kurt Cobain, czy Amy Winehouse. Niektórym się marzy, by do tej grupy dołączył Justin Bieber, jeszcze inni uważają, że to zbyt straszne, by tak długo czekać…
Wracając do tematu, Jerry Hopkins osobiście poznał słynnego Króla Jaszczura. Przeprowadzał z nim wywiady, choćby dla magazynu „Rolling Stone”. Na początek autor wprowadza nas w temat. Pokazuje, skąd się wzięło jego zainteresowanie Jimem oraz jak odbierano muzyka w latach sześćdziesiątych. Ludzie wierzyli w przesłanie, które niosły jego piosenki. Natomiast swój wizerunek Jim zaczerpnął od klasyków. Wzorował się na Aleksandrze Wielkim i postaciach rzeźbionych przez Michała Anioła. Później tryb życia muzyka doprowadził do nieuchronnych zmian – Morrison zapuścił brodę oraz przytył.
W biografii Jerry Hopkins rekonstruuje życie Jima, zaczynając od historii jego rodziców. Przyszły wokalista The Doors urodził się w 1943 roku, w Melbourne. Jak to się stało, że syn zawodowego wojskowego stał się artystą? Być może muzyk zerwał ze swoją rodziną, bo nie mógł znieść tego, że wojsko dla jego ojca było ważniejsze, niż bliscy. Nastoletni Jim uwielbiał pisać sprośne wierszyki, czy rysować niegrzeczne obrazki. Nikogo nie traktował dobrze – nawet brata, czy swoich dziewczyn. Bał się, że jak będzie zwyczajny, wszystkim się znudzi. A jednocześnie istniał drugi Morrison – zdolny, oczytany, o wysokim ilorazie inteligencji, ten który dostał się w 1961 roku na Uniwersytet Florydy, a po 1,5 roku rozpoczął naukę na UCLA. Już na studiach nadużywał alkoholu (według autora, właśnie on doprowadził muzyka do śmierci).
Jim marzył o tym, by zostać filmowcem. Jednak nadeszła era Beatlesów i Stonesów, a kiedy w 1965 roku wraz z kolegą ze studiów – Rayem Manczarkiem (który potem zmieni nazwisko na Manzarek) założy zespół, olbrzymi sukces odniosą jako The Doors. Ich zespół miał być drzwiami, które dzielą wiadome od niewiadomego. W tym samym roku Jim rozpocznie eksperymenty z narkotykami.
Poeta, gwiazda rocka, czy pijak? Można jeszcze dodać że chciał być szamanem i zaklinaczem rzeczywistości. Sława, która przyszła, okazała się czymś nie do zniesienia dla Morrisona. Prowokacje na scenie doprowadziły do konfliktów z prawem. Oskarżono Króla Jaszczura o publiczne obnażanie się. Na ile było ono prawdziwe, zostało dokładnie opisane przez autora książki (do dziś są sprzeczne opinie na ten temat).
Hopkins stara się pokazać Jima Morrisona w sposób obiektywny. Nie buduje mu pomnika, lecz opisuje artystę, jako człowieka z jego wszystkimi wadami i zaletami. Stara się być obiektywny. Wyjaśnia też tajemnicę śmierci Króla Jaszczura, która nastąpiła w Paryżu w 1971 roku. Największy jednak smaczek otrzymujemy na samym końcu książki – jedną trzecią stanowią wywiady, których udzielił artysta w czasie swej niezwykle krótkiej kariery.
Do tej pory nie miałam do czynienia z biografiami z wydawnictwa Anakonda. Książka została wydana w twardej oprawie na kredowym papierze. Przydałoby się jeszcze dopracować korektę, bo dopatrzyłam się kilku usterek. Jednak miłośnicy Jima Morrisona nie powinni omijać tej książki, nie tylko dlatego, że otrzymują biografię wokalisty The Doors wzbogaconą o liczne zdjęcia, ale ze względu na liczne wywiady, umieszczone na końcu książki.
Kiedy sięgam po biografie muzyków, liczę na to, że otrzymam opowieść nie tylko o ciekawej postaci, ale też zobaczę szerszą perspektywę, a mianowicie czasy, w których owi ludzie tworzyli. Na książkę Philipa Normana „Jagger. Diabeł z przedmieścia” nie trzeba mnie było namawiać, bo miałam ochotę poznać jednego z najsłynniejszych muzyków rockowych.
Niektórzy twierdzą, że wszystko zaczęło się od Elvisa Presleya. Natomiast w Anglii szaleństwo zainicjowali Beatlesi. W każdym razie, dzięki nim muzyka rozrywkowa rozkwitła i doprowadzała nastolatki do histerii. Hunter Davies pisał o tym zespole między 1967 a 1968 rokiem, ale nie wiedział jeszcze, że Beatlesi za chwilę się rozpadną. Dlatego książka jest tak ważna dla miłośników tej grupy. Obserwujemy grupę, kiedy jest u szczytu sławy. Możemy cofnąć się do niezwykle ważnego momentu. Autor pisząc swoją biografię nie miał pojęcia jeszcze jak istotny będzie 1968 rok. Nie tylko dla fanów grupy The Beatles, ale dla całej kultury.
Książka „Bon Jovi. Kiedy byliśmy piękni” choć opowiada o muzykach, działa na odbiorcę poprzez zmysł wzroku, ponieważ mamy do czynienia ze świetnie wydanym albumem z fotografiami. W 2008 roku zespół obchodził dwudziestopięciolecie. Z tej okazji powstał film dokumentalny oraz właśnie ta książka.
Nikomu nie trzeba przedstawiać Boba Marleya. Jest chyba najbardziej znanym na świecie muzykiem pochodzącym z Jamajki. Zresztą okrzyknięto go królem reggae. Autor biografii tego artysty, miał okazję go spotkać, a nawet spędził z nim kilka chwil. Książka „Bob Marley. Nieopowiedziana historia króla reggae” Chrisa Salewicza pokazuje trudną drogę, którą przeszedł ten artysta, by wspiąć się na sam szczyt sławy.
Książki o muzykach, które do tej pory czytałam, opisywały kariery weteranów sceny.Tych tworzących przez kilkadziesiąt lat. Zaskoczeniem było więc dla mnie to, że powstała biografia zespołu, którego wszyscy członkowie są młodsi ode mnie…