Jeszcze wakacyjnie

Blondynka w MeksykuZostało tylko kilka dni wakacji, a jakoś trudno zauważyć u mnie letnie lektury. A może by udać się do Meksyku? No tak, palcem po mapie…

„Blondynka w Meksyku” Beaty Pawlikowskiej to wydanie kieszonkowe z podtytułem „Dzienniki z podróży”. Chociaż bardziej by tu pasowało słowo – dzienniczki. Sto stron, niemal połowa to rysunki autorki. Można przeczytać w oczekiwaniu na tramwaj, albo podczas opalania się nad niezwykle gorącymi plażami nad Morzem Bałtyckim – w sam raz między jednym deszczem a drugim. Za szybko się ją czyta. A może napisano za mało?

Kto nie lubi marzyć? Kiedy zerkam na zdjęcia Pawlikowskiej, to czuję jakbym sama znalazła się w Meksyku. Chociaż moja wiedza nie będzie pogłębiona, to zawsze wiem trochę więcej. Autorka daje czytelnikowi pewne podstawy, jak się nam spodoba, może warto sprawdzić samemu tę wiedzę w bardziej ambitnych lekturach, lub może w praktyce, podczas własnej samodzielnej już podróży.

Czytałam wcześniej krótką książkę „Blondynka w dżungli” Pawlikowskiej. Ta ma przewagę dzięki zdjęciom. Nie musimy zbytnio wysilać wyobraźni – fotografie przenoszą nas na drugą stronę świata.

Najbardziej zaskoczył mnie fakt, że Blondynka tak wiele miejsca poświęciła na przytaczaniu mitów Majów i Azteków. Dla niedoszłego podróżnika najbardziej istotne są opisy miejsc, relacji z miejscowymi ludźmi – ich kultura, sztuka, przemyślenia, itp. Autorka pociesza nas Polaków, że w Meksyku jesteśmy dobrze widziani – chciałoby się westchnąć: chociaż gdzieś…

Zapachy miast dla wtajemniczonych

Zapachy miastZachęcona pozytywnymi recenzjami sięgnęłam po Zapachy miast Dawida Rosenbauma. Książkę poleca również redakcja Bluszcza, wszyscy wokół się nia zachwycają. Wyobrażałam sobie coś na kształt Pachnidła z tym, że w wersji pamiętnikarsko-podróżniczej.

No i mam. Wszystko co w Pachnidle mnie zachwycało, tu  zwyczajnie odrzuca. No i nie ma fabuły. Co mi po tym, że ktoś sobie pojechał do Maroka, pospacerował po bazarach, nawdychał się okolicznych zapachów? Cóż ciekawego jest w tym, że ktoś poleciał do Nowego Jorku i był zmęczony? Albo wstał rano, przeszedł się na bosaka po plaży? Gdzie tu to coś, co miało mnie zachwycić? Opisy zapachów wprawdzie są  głównym bohaterem, ale cóż z tego? A nasz podróżnik, to jakiś wyobcowany zapachoamator, który nie potrafi się zdecydować na konkret. Odnoszę wrażenie, że wszystko co sie wokół niego dzieje, przelatuje obok niego wielką falą, ale go omija. Jak tu się zachwycać opisami zapachów, smaków, jeśli wciąż wydaje mi się, że to nie jest to, że to tylko jakieś oszustwo, powtarzanie banału.

Ile można męczyć motyw zapachu ulic Paryża po deszczu? Pojawia się to wszędzie: w literaturze, filmach – po co to powtarzać. Może warto byłoby poszukać czegoś nowego, odkryć,  czym może jeszcze zaskoczyć to miasto, jeśli chodzi o zmysł węchu.

Być może Rosenbaum nie dotarł do mnie, bo nie jestem uwrażliwiona na zapachy. Dobrze, że nie musiałam wydawać tych 30zł za te 216 ston w cienkiej oprawie – chociaż trzeba przyznać, że najlepsza w tej książce jest okladka. Książkę pożyczyłam od koleżanki, ona też mi ją poleciła. Może lepiej wydać tę sumę na bilet na pociąg i wybrać się w podróż do najbliższego lasu, by pooddychać świeżym powietrzem?

W dżungli

Blondynka w dżungliCzytałam jakiś czas temu książki podróżnicze Wojciecha Cejrowskiego, teraz kolej na „Blondynkę w dżungli” Beaty Pawlikowskiej.

W sumie trudno nawet nazwać tę pozycję książką. Ledwo ponad sto stron, jeszcze pisane tak, że łatwo ją pochłonąć w kilka chwil. Autorka rusza do puszczy amazońskiej, porusza się po niej w sposób mało nowoczesny, bo pieszo lub czółnem. Trudno nie pokusić się do porównań z Cejrowskim, jednak książka pisana jest w zupełnie innym stylu innym językiem. To co będzie razić u WC kowboja, tu opisane zostało w zupełnie inny sposób. Łatwo się czyta, trudniej samemu rzucić wszystko i ruszyć śladem autorki, zwłaszcza jeśli się już wie z czym to jest związane.

Nie można powiedzieć, że Pawlikowska oddała nam kompedium wiedzy o Amazonii. Jest to jedynie poruszenie tematu, opis własnych wrażeń z wizyty w świecie bez dóbr kultury zachodu. Podróżniczka opowiada o trudach życia w puszczy, ale jednocześnie zachwyca się wspaniałością świata, gdzie natura jest na pierwszym miejscu, a cywilizacja, to jakaś większa wioska na drugim krańcu dżungli.