Cud w wersji Ignacego Karpowicza

Cud - Ignacy KarpowiczDzięki Ignacemu Karpowiczowi i jego powieści „Cud”, młodzież mogłaby ćwiczyć na lekcjach języka polskiego środek stylistyczny zwany oksymoronem. Bo czymże innym jest ciepły trup?

Moje pierwsze próby czytelnicze związane z twórczością tego pisarza, pochodzą z powieści „Balladyny i romanse”. Była to książka, która pokazywała kunszt pisarski Karpowicza. Jednak czy „Cud” również jest wart uwagi? Po głośnym debiucie pisarza, własnie tę książkę wydano jako drugą, w 2007 roku.

Głównym bohaterem powieści jest Mikołaj. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że chłopak ginie już na samym jej początku. Mamy trupa, ale nietypowego – bo utrzymującego temperaturę 36,7 stopnia Celsjusza. Na tym polega właśnie tytułowy cud – ciało się nie rozkłada, choć chłopak nie oddycha i nie przejawia żadnych oznak życia.

Jednocześnie Mikołaj stanowi pewien element spajający pozostałych bohaterów książki. Najważniejsza z nich to Anna. Kobieta dojrzała, choć jeszcze młoda, bo po trzydziestce. Atrakcyjna pani neurolog, o silnie rozwiniętej fantazji, kiedy decyduje się odwieźć trupa do prosektorium, jej życie zmienia się diametralnie. Bohaterka zakochuje się w denacie. Zresztą Mikołaj był atrakcyjnym mężczyzną. A uczucie, które buduje w sobie dziewczyna – jest według niej idealne, bo niezwykle czyste. Przecież nie kłóci się z ukochanym, nie ma między nimi żadnych konfliktów, czysta sielanka.

Dziewczyna wprowadza się do mieszkania Mikołaja, nosi jego szlafrok, używa jego perfumów. Nawet zaprzyjaźnia się z rodziną tragicznie zmarłego. Postanawia też zajść w ciążę z denatem. Niemożliwe? W tym niecnym celu zamierza wykorzystać byłego kochanka, który razem z nią pracuje… Tak rozpoczyna się cały korowód powiązań i zależności bohaterów.

Dla Ignacego Karpowicza „Cud” jest pretekstem do opisania relacji międzyludzkich. Z jednej strony czyni to w zabawny sposób. Śmierć Mikołaja ma w sobie więcej elementów komicznych, niż tragicznych, Sporo tu też groteski. Widać w niej styl Karpowicza, który dobrze się w tej grotesce czuje i doskonale sobie z nią radzi. Z drugiej strony mniej pozytywne staje się ukazanie pustki w tym, co ma ze sobą wiązać ludzi. Łatwiej zakochać się w denacie i stworzyć do tego całą historię, niż zdecydować na prawdziwe relacje z drugim człowiekiem.

Poprzez cud możliwe stanie się połączenie wielu losów ludzkich. Mikołaj jest pająkiem, który dzierga nić, dzięki której bohaterowie mają szansę się ze sobą związać. I choć pozornie wydarzenia są przypadkowe, niosą w sobie pytania natury egzystencjalnej. Karpowicz pokazuje, że wszystko może być szansą na spotkanie i zbliżenie do drugiego człowieka. Nawet śmierć obcej osoby. Odrobinę też kpi z tego. Jakby nie chce dodawać temu zbytniej powagi i ciężkości. Dlatego też posługuje się groteskowym stylem, kusi się nawet na używanie języka profetycznego. Efekt jest komiczny, choć bywa to śmiech przez łzy. Bo jak nazwać bieg ludzi po prawdę w Słowie, którego poszukują nie w Biblii (jak by się mogło wydawać), a w „Fakcie”? Karpowicz uzmysławia, że może warto otworzyć się na innych, by nie tworzyć tak płytkich relacji, jak związek z trupem. Układ pozornie idealny, ale jakże nierzeczywisty…

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego

  1. Jak zaczynałam czytać Twoją recenzję, to byłam na nie. A teraz jestem już na tak :-). To jeden z tych autorów, których książek się boję, że nie dla mnie, że za trudne. Nie myślałam, że fabuła „Cudu” może być taka oryginalna i zabawna! Poszukam w bibliotece i spróbuję się z nią zmierzyć :-).

    • Sądząc po książkach, które czytasz, Karpiński będzie należał do tych zdecydowanie lżejszych pisarzy… Choć może nie użyłam odpowiedniego słowa, bo ten twórca pisze z polotem i fantazją, więc warto po niego sięgnąć.

  2. Sporo się ostatnio słyszy o tym autorze, ale dla mnie ciągle pozostaje on artystą anonimową, nie dane mi jeszcze było zapoznać się z którymkolwiek z jego dzieł. Ale Twoja fascynująca recenzja przekonuje mnie, że niesłusznie unikam lektury książek tego Pana 🙂
    Jeśli chodzi o groteskę, to literatura polska ma bardzo bogate tradycje – Gombro, Mrożek czy Witkacy to pisarze, od których wielu współczesnych może się sporo nauczyć.

  3. Pingback: „Sońka” – Ignacy Karpowicz | Czytam, bo chcę i już

Skomentuj Beata Kobierowska Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *