O Jakubie Żulczyku głośno jest nie tylko za sprawą literatury. Jego książką „Ślepnąc od świateł” została zekranizowana, a serial odniósł spory sukces. Autor nie raz udowodnił, że świetnie radzi sobie ze słowem pisanym, a jego teksty są warte uwagi. Jednak o najnowszej powieści Jakuba Żulczyka można usłyszeć skrajne opinie. Jedni okrzyknęli ten tytuł książką roku, inni uznali ją za twór, który zachwyci gimbazę (mimo że oficjalnie taka grupa już nie istnieje). Dlaczego „Czarne słońce” wywołuje tyle emocji?
Mamy do czynienia z opowieścią, której akcja rozgrywa się w Polsce w niedalekiej przyszłości, ewentualnie alternatywnej rzeczywistości. Władzę sprawuje Ojciec Premier, który rządzi republiką konkordatową za pomocą ludzi w koloratkach. Księża zasiadają w sejmie i stanowią tam większość. Ludzie z Prawdziwego Faszyzmu, neonazistowskiej bojówki działają w sposób legalny i wprowadzają w kraju demolkę walcząc z każdym, kto stanie na drodze władzy.
Głównym bohaterem powieści jest Gruz. Człowiek, który chodzi w masce, a jego działania wywołają w czytelniku przerażenie i niesmak. Gruz, narzędzie w rękach faszystów, wykonuje zlecenia nie zadając pytań. Pozbywa się artystów, wszelkich przeciwników władzy, dodając co nieco od siebie. Krew się leje, flaki są wypruwane, a mózg rozbryzguje się po ścianach. Przy całym tym okrucieństwie wulgaryzmy są tylko niezauważalnym dodatkiem. Do tego dochodzą skrajne poglądy postaci, które wywołują kolejny dreszcz obrzydzenia.
Kiedy coraz bardziej zagłębiamy się w mroczny umysł bohatera, wydarzy się coś, co obróci wszystko do góry nogami. Gruz otrzymuje zadanie specjalne. Ta misja zmieni całkowicie świadomość głównego bohatera. Oto palec boży postanawia interweniować w rzeczywistość. Ludzie, którymi przyjdzie się zaopiekować gruzowi, wpłyną na tego brutalnego i pozbawionego ludzkich odruchów faszystę. Sprawią, że będzie musiał przemyśleć swój światopogląd, a akcja obierze zaskakujący kierunek.
Kiedy miała miejsce premiera książki, autor od początku zapowiadał, że oczekuje krańcowych opinii. Skoro zdecydował się napisać bezkompromisową powieść, uderzającą w to, co nas jako ludzi najbardziej dzieli, trudno się dziwić różnym reakcjom. Rzeczywiście, właśnie takie opinie zbiera „Czarne słońce”. Dzieje się tak dlatego, że Jakub Żulczyk oddał głos tym, którzy w sercach nie mają ani odrobiny dobra. Zło panoszy się i zdobywa głos. Nikt nie może przejść obojętnie obok takiej prozy. Książka musi wywoływać jakąś reakcję, a „Czarne słońce” czyta się w taki sposób, że odczuwamy przerażenie i niesmak, choć nie ze względu na styl, w jakim jest napisana powieść, ale z powodu nasuwającego się przesłania.
Kiedy zgłębiamy się w treść, szybko zauważymy, że Żulczyk gra z konwencją, którą karmi nas popkultura. Doszukamy się nawiązania do filmów Tarantino, powieści „Mechaniczna pomarańcza”. Spotkałam się również z określeniem „Opowieść podręcznej na sterydach”. Autor pisze w taki sposób, że szybko połapiemy się w tym, że jego opowieść ma charakter przerysowany. Śledząc wydarzenia czujemy się trochę tak, jakbyśmy sięgnęli po komiks. Przede wszystkim jednak Jakub Żulczyk zmusza nas do spojrzenia tam, gdzie nie chcemy zerkać. Ukazuje jak wielką i destrukcyjną siłę ma nacjonalizm i faszyzm. Godzi też w Kościół katolicki, jako instytucję, która zapomina o podstawowych chrześcijańskich wartościach. Refleksje płynące podczas lektury książki nie pozbawiają nas złudzeń, ale autor wskazuje też pewną drogę, która daje nadzieję. Warto dotrwać do końca, by ją zobaczyć.