„Czwarta ręka” – John Irving

Czwarta ręka, John IrvingHistorie, które opowiada John Irving właściwie nie mają prawa się zdarzyć w zwyczajnym świecie. Jeśli już to gdzieś daleko stąd, komuś, kogo nie znamy. U amerykańskiego pisarza dzieją się one tu i teraz, a na dodatek bohaterowie tego pisarza są jak magnes przyciągający komplikacje życiowe i inne nieszczęścia. John Irving posiada pewną paletę tematów oraz motywów, które nam dawkuje w różnych ilościach i o różnej intensywności. Pisarz lubi prowokować, ironizować, pozwala nam na uśmiech podczas lektury, ale także zmusza do myślenia.

W niedawno wznowionej powieści „Czwarta ręka” Johna Irvinga, główny bohater traci dłoń podczas pracy. Do takich wypadków dochodzi, kiedy obsługuje się niebezpieczne maszyny, ale Patrick Wallingford jest dziennikarzem. Podoba się kobietom, chciałby też realizować się jako prezenter w poważnych wiadomościach. Jednak pewnego dnia, na oczach wielu milionów widzów, lew z indyjskiego cyrku pozbawia go dłoni. Od tego momentu Patrick jest rozpoznawany przez wszystkich. Nie jako szanowany dziennikarz, ale „facet od lwów”.

Traci dłoń, ale to nie wszystko. Odchodzi żona, bo Wallingford podczas wypadku okazał się niemęski. Doszedł do wniosku, że kobieta się go brzydzi. Według niego składała przysięgę „W zdrowiu i chorobie, ale nie w kawałkach” (s. 63). Wszyscy się od mężczyzny odwracają. W telewizji również nie może zrobić kariery. Nie jest zwalniany z pracy tylko dlatego, żeby nikt się nie uznał, że niepełnosprawni są dyskryminowani. „Patrick Wallingford został więc w stacji informacyjnej specjalistą od katastrof i reporterem ze scen najstraszliwszych (czytaj: najdziwaczniejszych) wypadków” (s. 66).

W powieści „Czwarta ręka” pisarz odsłania przed czytelnikiem obłudę mediów. Patrick ma ambicje, by działać profesjonalnie, jednak miejsce w którym pracuje, nie tego potrzebuje. Producenci chcą tylko jednego, głośnych i spektakularnych widowisk, by przyciągnąć widza, bo z nim idą wielkie pieniądze. Każda katastrofa jest mile widziana, ale nie ma w tym ani odrobiny empatii dla człowieka. Od wieków działa niezmiennie zasada, że tłum domaga się „panem et circenses” – chleba i i igrzysk. Telewizja zastępuje to ostatnie. Ludzie dostają to, czego pragną, bez względu na konsekwencje.

John Irving krytykuje media w swoim stylu, czyli ironizując i wyolbrzymiając. Choć to ostatnie dotyczy raczej historii głównego bohatera, niż tego w którym kierunku podąża telewizja. Coraz mniej w niej rzetelnej informacji, a pisarz dodatkowo wymyśla coś takiego jak „kanał katastroficzny” – zaspokajający potrzebę widzów na sensację. W powieści „Czwarta ręka” zobaczymy też telewizję od kulis. Intrygi pracowników i pociągania od góry za sznurki. Nikt nie przebija się na szczyt ze względu na swoje umiejętności. Natomiast wyścig szczurów i manipulacje nie pasują do pozbawionego asertywności Patricka.

Bohater nie akceptuje siebie bez dłoni, ale z protezami czuje się jeszcze gorzej. Dlatego pomysł chirurga Nicholasa Zajaca wydaje się doskonały. Należy znaleźć dawcę i dokonać przeszczepu. Dzięki temu do życia Wallingforda wkracza Doris Clausen. Kobieta, która urzeka mężczyzn głosem. Patrick, choć nie potrafi się opędzić od niewiast, traci dla niej głowę. Doris jednak pragnie tylko jednego od dziennikarza. Chce od niego dziecka. Główny bohater zobaczy, jak bardzo skomplikowana jest jego wybranka, ale będzie chciał się do niej zbliżyć. Znajdzie na to sposób – poprzez literaturę.

W powieści „Czwarta ręka” widzimy, że słowo pisane może łączyć ludzi. Za sprawą „Angielskiego pacjenta” Wallingford lepiej pozna Doris. Natomiast ze swoim synem będzie nawiązywał nić porozumienia przez „Stuarta Malutkiego”. Wspólna lektura zbliża, ale też stanowi pewien rodzaj głębszego wtajemniczenia. Dzięki książkom bohaterowie bardziej skupiają się na świecie wewnętrznym oraz uczuciach.

Powieść Johna Irvinga daje czytelnikom nadzieję, ponieważ John Irving nie odbiera nam wiary w człowieka. Pokazuje niezwykle barwnych bohaterów, którzy mimo że nie są idealni, wyróżniają się w świecie nijakich. Pisze o tym w swoim stylu posługując się absurdem, ironią, czy satyrą (czasami o charakterze erotycznym), w połączeniu z tragizmem. Czy w tym okrutnym świecie jest jakaś nadzieja? John Irving odpowiada nam, że tylko miłość może nas ocalić. Pokazuje, że zawsze jest szansa na zmianę – trzeba chcieć i podejmować próby. Podczas lektury tej powieści czytelnik znajdzie znakomitą rozrywkę, ale „Czwarta ręka” zmusza także do refleksji.

  1. Czytałam tę powieść mając jakieś 15-16 lat, i widzę właśnie, że zupełnie wtedy nie wyczułam ironii pisarzy i refleksji płynących z lektury. 😉 Kiedyś będę musiała przeczytać powieść raz jeszcze, aby zobaczyć to, o czym piszesz, ale najpierw sięgnę chyba po coś innego Irvinga, aczkolwiek nie wiem jeszcze co to będzie i kiedy to będzie. 🙂

    • dla mnie Irving również był odkryciem w wieku młodzieńczym. Teraz wracam do tego pisarza, żeby zobaczyć w jego powieściach coś więcej, niż interesujące postacie oraz nietypowe historie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *