Lubię twórczość Elif Shafak, tureckiej pisarki. Sięgam po każdą jej powieść, która wpada mi w ręce, ponieważ autorka nigdy mnie nie zawodzi. Historie, które kreuje, są ciekawe, z jednej strony uniwersalne, a z drugiej przedstawiają nieco inną perspektywę kulturową, mają swój klimat. „Araf” to pierwsza książka, którą Elif Shafak napisała po angielsku. Chociaż wszędzie określa się, że pisarka pochodzi z Turcji, to warto wspomnieć, że urodziła się we Francji, ale część życia spędziła w Hiszpanii, a obecnie mieszka w USA. Ważne jest to ze względu na tematykę powieści „Araf”, w której zobaczymy losy ludzi, którzy przybyli do Stanów Zjednoczonych i czujących się tu obco.
Miejscem, w którym spotykają się Ömer z Turcji, Alegre z Meksyku, Hiszpan Piyu, Marokańczyk Abed i Żydówka Gail, jest Boston. Większość łączy mieszkanie, w którym żyją, bądź się spotykają. Jednak nie tylko ten fakt, bo przede wszystkim bohaterowie mają świadomość wyobcowania. Część z nich studiuje, ale język angielski, jest ich drugim językiem, mają w związku z tym poczucie, że nie potrafią wyrazić właściwie tego, co czują i myślą.
Nowe miejsce daje pewne szanse, ale kosztem czegoś. Ömer traci w imieniu i nazwisku znaki diakrytyczne. Niby nic wielkiego, ale coś ginie, następuje pewna redukcja, bo mieszkańcy USA przeinaczają obco brzmiące nazwiska, by łatwiej się je wymawiało. Według Ömera: „Cudzoziemcy to ludzie, których co najmniej jedna część imienia pozostaje w ukryciu” (s. 10-11). Jednak każdy, kto przybywa do Ameryki uważa, że już coś wie o tym kraju, więc nie powinien być taki obcy. Kultura popularna w dużej mierze pochodzi ze Stanów. Dlatego ludziom wydaje się, że skoro obejrzeli mnóstwo amerykańskich filmów, słuchają muzykę z tej części świata, to wiele już wiedzą. Na miejscu się okaże jednak, że jest zupełnie inaczej.
W obcym miejscu Ömer czuje się nikim, ale oznacza to również, że może zostać kimkolwiek. Bohater na początku jest swobodny: „Jakże cudowna była ta bezimienna pustka z materii tak przejrzystej, że wręcz niewidzialnej pod powłoką anonimowości, jakże mistrzowsko odgrywał rolę nieznajomego w świecie obezwładniającej poufałości, gdzie zbyt wielu otwiera się aż po najdrobniejsze szczegóły swych osobistych historii.” (s.100). Po chwili jednak niespodziewanie spotyka znajomą osobę ze Stambułu i czar pryska. Ömer przestaje być nikim.
Boston przyjmuje takich ludzi jak on i zobaczymy Gail o skłonnościach samobójczych, która żeby być kimś innym, przybiera nowe imię. Dlaczego tak robi? Meksykanka Alegre była wychowywana przez tabun ciotek. Choć kocha gotować, jest bulimiczką. Te dwie postacie mają coś wspólnego z pisarką, która również wychowywana była przez kobiety oraz zmieniła swoje nazwisko. Postacie przyjmują jakąś role, by ukryć to, kim są naprawdę. Pod maskami ukrywają rany, z którymi nie potrafią sobie radzić.
Bohaterowie szukają swojego miejsca, tym rajem na ziemi wielu wydają się właśnie Stany Zjednoczone. W praktyce trafiają do czyśćca, tak z tureckiego należy przetłumaczyć słowo „araf”. Im bardziej dojrzewają, tym mocniej zdają sobie sprawę,że wiele musieli poświęcić dla życia właśnie tutaj. W relacjach z drugim człowiekiem wcale nie jest im wiele łatwiej, ale z drugiej strony właśnie przyjaźń i miłość daje im siłę, by przetrwać kolejny dzień i szukać odpowiedzi na pytanie, kim są naprawdę, czego oczekują od życia.
Powieść Elif Shafak wydano piętnaście lat temu, ale okazuje się, że książka nie straciła na aktualności. Autorka pokazuje siłę języka. Zwraca uwagę, jak trudno oddać to, co dzieje się w naszych głowach. Zwłaszcza jeśli ktoś pochodzi z nieanglojęzycznego kraju. O problemach z tłumaczeniami pisze w charakterystycznym dla siebie stylu: „Każdy tłumacz jest bowiem, bez względu na to, czy podejmuje się drobnego, czy gigantycznego zadania, wspólnikiem w pewnym złodziejstwie. Tak jak znakomite towary przewożone szlakami karawan także słowa bywają notorycznie rozkradane (…) przez osoby kulturalne pod postacią poetów, wydawców, a zwłaszcza tłumaczy.” (s. 220). W powieści nie brakuje tego typu zdań, przypominających aforyzmy.
Pisarka podejmuje problem tożsamości, emigracji (wewnętrznej i zewnętrznej). Postacie szukają odpowiedzi na pytania natury egzystencjalnej, a czytelnicy mają okazję poznać ciekawe historie. Zobaczymy ludzi niedopasowanych, zmagających się z różnymi problemami. Kiedy czytałam powieść „Araf” natychmiast nasuwało mi się skojarzenie z twórczością Zadie Smith, która także potrafi opowiadać o ludziach wyobcowanych, którzy nigdzie nie pasują. Powieść „Araf” utrzymana jest w podobnym klimacie, co „Londyn NW”. Elif Shafak podejmuje problem wielokulturowości, ale pokazuje, że ludzie mogą żyć razem, pod warunkiem, że otworzą się na siebie. Jak powie matka jednego z bohaterów: „Nie zapominaj, że przyjaciel, który jest blisko, jest lepszy niż brat, który jest daleko.” (s. 240).
Nie wiedziałam, że w jej twórczości jest tyle głębi.
Bardzo złożona opowieść. Nie tylko ze względu na ilość bohaterów, ale też poprzez problemy, które podejmuje Shafak w książce.
Planuję czytać jej książkę 'Lustra nieba’. Wybór tytułu był czystym przypadkiem.
Czekam zatem na Twoją recenzję. 🙂
Problemy związane z emigracją, tożsamością narodową i różnicami kulturowymi zaczęły mnie bardziej interesować właśnie od czasu przeczytania „Białych zębów” Zadie Smith, więc gdy przeczytałam, że powieść porusza tego typu tematykę, poczułam się bardzo zainteresowana, a po porównaniu do Smith to już w ogóle (choć „Londynu NW” nie czytałam). 🙂 Będę musiała się kiedyś zapoznać z „Arafem”, zwłaszcza że Stany nie są tu pokazane jako raj, czego nie lubię. 🙂
U Elif Shafak opisane problemy przekonują, a na dodatek wydają się wciąż aktualne. Na dodatek pisarka wzbogaca książką nutą orientalizmu, co widać w stylu, jakim się posłużyła.