„Diabeł stróż” – Marek Krajewski

Diabeł stróż, Marek KrajewskiMiłośnikom powieści kryminalnych nie trzeba przedstawiać Marka Krajewskiego. Pisarza, który przyczynił się do tego, by ten gatunek nie tylko stał się niezwykle popularny, ale również został doceniony przez czytelników i krytyków. Dwie dekady temu wciąż uważano powieści kryminalne za literaturę z niższej półki, a teraz znajdujemy te książki na listach nagrodzonych czy nominowanych w najważniejszych konkursach literackich. Sama trafiłam na Eberharda Mocka, policjanta kryminalnego zajmującego się przestępstwami popełnianymi w Breslau, z pewnym opóźnieniem. Za sprawą najnowszej powieści pt. „Diabeł stróż” czytelnicy mogą spotkać się z tym bohaterem po raz dwunasty.

Główna akcja powieści przenosi nas do 1934 roku. We Wrocławiu zostaje porwany pewien mężczyzna. Człowiek, który jest ojcem niepełnosprawnego chłopca, Rolfa. Seppa Frömela nie nazwalibyśmy odpowiedzialnym opiekunem. Zabierał syna do zakazanych kasyn. Natomiast samo porwanie miało miejsce w momencie, gdy Sepp odbywał orgię z kilkoma kobietami. Niestety jego konkubina nie ma pojęcia, z kim zadarł jej partner. Nie wie, że i ona znalazła się w niebezpieczeństwie.

Sprawą porwania zajmuje się Eberhard Mock. Do radcy kryminalnego przychodzi  zmartwiona panna Ida Krestchmar. Obawia się o to, co się stało z jej partnerem. Niestety niewiele może powiedzieć o konkubencie. Szybko okazuje się, że mężczyzna jest martwy. Został zamordowany w okrutny sposób. Nie najlepszy los czeka też Idę. Świadkiem morderstwa panny Krestchmar jest jej ośmioletni syn. Uznawany przez sąsiadów za idiotę, w naszych czasach ośmioletni Rolf zostałby nazwany osobą autystyczną. Dziecko nie mówi, więc trudno o gorszego świadka. Na dodatek chłopiec ufa tylko jednej osobie, radcy Eberhardowi.

Sytuacja się komplikuje, gdyż Mock z dzieckiem u boku, niewiele może zdziałać. Mały Rolf okazuje się geniuszem matematycznym, który potrafi otworzyć każdy sejf, a także w jakiś sposób zna się na grze w ruletkę. Właśnie on przyczynił się do nieoczekiwanego wzbogacenia się swojego ojca. Sepp przez to zadarł z niewłaściwymi osobami. Uruchomił mechanizm, który przyczynił się do jego zguby. Mock wkracza do tej mrocznej i groźnej krainy, by zobaczyć, kto za tym wszystkim stoi. Tymczasem przy małym Rolfie Eberhard odkrywa w sobie ogromne pokłady ojcowskich uczuć. Choć sam nie posiada rodzonego syna, to potrafi obdarzyć cierpliwą opieką osierocone dziecko.

Książkę Marka Krajewskiego czyta się z przyjemnością. Dla mnie atrakcyjne było wkroczenie do świata, który już nie istnieje. Wrocław z 1934 roku, to miasto w Niemczech, w które od niedawna stało się III Rzeszą. Do władzy doszli hitlerowcy i oni powoli zaczynają o wszystkim decydować. Potrzebują też pieniędzy, by się utrzymać u władzy. Wkrótce mają zalegalizować kasyna, żeby pieniądze wpływały do kasy.

Podczas lektury z napięciem śledzimy wydarzenia. Moim zdaniem wydawca trochę za dużo zdradził na temat fabuły powieści z tyłu na okładce. Ja nie będę pisać na ten temat zbyt wiele, żeby nie naprowadzić nikogo, kim był „Diabeł stróż” i w jaki sposób działał. Mock odkrywa przed nami kolejne elementy układanki, ale prowadzi śledztwo w sposób niekonwencjonalny. Jest elegancki jak zawsze, choć w gorącym letnim Wrocławiu z małym Rolfem u boku, utrzymanie takiego stanu nie zawsze będzie łatwe. Niekiedy ten erudyta będzie też musiał ubrudzić sobie ręce, a czytelnicy i tak niezmiennie darzą go wielką sympatią. Choć sama intryga jest mroczna i nie zabraknie brutalnych scen, łatwo dajemy się wprowadzić w klimat tej powieści. Myślę, że właśnie za to czytelnicy tak bardzo uwielbiają serię z Eberhardem Mockiem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *