Anna Kańtoch po kilkunastu latach po wydaniu drugiej książki o Domenicu Jordanie, sprawiła nie lada gratkę fanom tego bohatera. Niedawno premierę miał zbiór opowiadań pt. „Diabeł w maszynie”, w których postacią spajającą teksty, jest właśnie ów niezwykły detektyw i tropiciel magii. Dla porządku wspomnę tylko, że pierwszy zbiór wydany w 2004 roku nosi tytuł „Diabeł na wieży”, kolejny – „Zabawki diabła” pojawił się dwa lata później w 2006 roku.
Historie niektórym kojarzą się z opowiadaniami Edgara A. Poe, innym bohater nieco przypominał inkwizytora z opowiadań Jacka Piekary. Mnie pierwsze skojarzenie poprowadziło ku książce „Ciemności kryją ziemię” Jerzego Andrzejewskiego, jeśli chodzi o klimat opowieści i świat przedstawiony. Tyle że Domenic nie jest inkwizytorem, a detektywem pracującym na zlecenie biskupa Malartre. Jordan jest dla kościelnego hierarchy jak święta Rita i Juda Tadeusz razem wzięci, bo okazuje się specjalistą od spraw nierozwiązanych i beznadziejnych. Ipolit Malartre wysyła detektywa tam, gdzie potrzeba dyskrecji, a także inteligencji. Wie, że na Domenica można liczyć i mu ufać. Nawet w najdelikatniejszych sprawach.
Każdy detektyw, by stać się skutecznym w swoich działaniach, musi umiejętnie wiązać ze sobą przesłanki, kojarzyć kolejne elementy układanki. Jordan radzi sobie z tym świetnie, choć ma do czynienia z nietypowymi sprawami. Dzieje się tak w każdym prowadzonym przez niego śledztwie. W „Portrecie rodziny w lustrze” pojawia się ktoś, kto wygląda dokładnie jak główny bohater. Który z nich jest prawdziwy? W szlacheckim zamku mroku nie zabraknie i nie chodzi o ciemność zapadającą po zmroku, a o demoniczne istoty oraz zbrodnie. Historia „W ciemności” dotyczy poszukiwań nastoletniej dziewczyny, ale również sam Domenic zostanie uznany za zaginionego.
Z pięciu opowiadań Anny Kańtoch umieszczonych w zbiorze „Diabeł w maszynie”, trzy jeszcze nie były dotąd publikowane. Są to: „Portret rodzinny w lustrze”, „W ciemności” oraz tytułowy „Diabeł w maszynie”. Na szczególną uwagę zasługuje historia pt „Majstersztyk” o zaginięciu młodego chłopaka podczas występów Wielkiego Gastona. Zadaniem Jordana jest rozwiązanie zagadki i sprawdzenie, czy pokaz wędrownego sztukmistrza ma coś wspólnego z magią, a może okaże się zwykłą sztuczką?
Po raz pierwszy miałam do czynienia z twórczością Anny Kańtoch i nie zawiodłam się. Fantastyka w świecie przedstawionym okazał się subtelna, wprowadzająca w niesamowity klimat opowieści. Zbrodniom towarzyszy mroczny klimat. Wkraczamy do rzeczywistości, w której uprzywilejowana część społeczeństwa dominuje nad maluczkimi. Autorka porusza tu kwestie sprawiedliwości, a czytelnicy podczas lektury zastanawiają się nad istotą zła. Nastrój grozy służy również samej intrydze, a w każdym z opowiadań wątek kryminalny jest skonstruowany w ciekawy sposób. Bardzo cenię pisarzy, którzy potrafią odnaleźć się w krótkiej formie. Anna Kańtoch doskonale sobie z nią radzi, na dodatek prezentując odbiorcom świetnie skonstruowaną i przemyślaną historię, przenoszącą nas do uniwersum Okcytanii.
O dłuższego czasu obiecuję sobie, że w końcu zapoznam się z prozą Anny Kańtoch, która odnajduje się w niejednym literackim gatunku, ale jakoś nie mogę się zebrać. Może opowiadania to dobry pomysł na początek 😉
Właśnie tak samo pomyślałam i się nie zawiodłam. 🙂