„Nieradość” – Paweł Sołtys

Nieradość, Paweł SołtysDebiutancka książka Pawła Sołtysa pt. „Mikrotyki” okazała się niepozorna pod względem ilości stron, ale nie jeśli chodzi o głębię znaczeniową czy odbiór ze strony krytyków, czytelników i recenzentów. Doczekała się całkiem poważnych nagród i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że do tej pory autor tego prozatorskiego zbioru znany był jako Pablopavo, odnoszący sukcesy wokalista. Teraz możemy sięgnąć po kolejną książkę Pawła Sołtysa, noszącą tytuł „Nieradość”.

Jeszcze zanim otworzymy ten zbiór, już sam tytuł zmusza do myślenia. Czym jest owa „Nieradość”? Może miejscem albo stanem umysłu? Paweł Sołtys w swoim zbiorze opowiadań porusza wiele tematów, ale spaja je właśnie tytułowy brak radości. Kiedy człowiek zajmuje się życiem zwyczajnym i codziennym, nie zastanawia się nad poczuciem szczęścia. Być może wydaje mu się, że na to jeszcze przyjdzie czas. Paweł Sołtys zabiera nas do tych ludzi, którzy mają wiele do powiedzenia o swoim życiu. Najlepszy czas mają już jednak za sobą. Tu i teraz okazuje się dla nich niekoniecznie tym, czego się spodziewali, bo to co najlepsze zgubiło się „Akapit Temu”.

Bohater z opowiadań czuje się „jak własny nekrolog”, inny wygląda „jak samobieżny pączek”. Każda z postaci choć na pozór zwyczajna, niewyróżniająca się niczym szczególnym (nie licząc otyłego mężczyzny), okazuje się warta uwagi. W każdym tekście okazuje się bowiem, że właśnie razem z tymi niedostrzeganymi osobami pojawia się ciekawa opowieść.

Historie nakreślone w zbiorze „Nieradość” są niezależne od siebie. Co jakiś czas następuje jednak nawiązanie do poprzednich treści. Jedne z nich spajają bohaterowie, nawiązania do miejsc, inne łączy temat. Nie zabrakło także takich, które odnoszą się do kwestii związanych z tworzeniem innych tekstów, innym razem do twórców kultury. Wszystkie przemawiają do wyobraźni czytelników. Jak może być inaczej, gdy uświadomimy sobie, że nawet poeta może umrzeć z głodu w szpitalu psychiatrycznym. Daniłł Charms, o którym tu mowa, ma cztery zdjęcia. Narrator wspomina o swoich licznych fotografiach. Kontrast braku i nadmiaru wyraża się nawet w ilości zdjęć. Sedno tkwi w ostatnim zdaniu opowiadania, ale właśnie na tym polega urok prozy Sołtysa. Trzeba ją smakować do końca i po trochę.

Książka „Nieradość” nie należy do najłatwiejszych w odbiorze, choćby dlatego że zaskakuje czytelników zmianą czasu i przestrzeni. Niezależnie od tego, w jakich czasach rozgrywa się akcja opowiadań, zaskakuje drobiazgowość i szczegółowość w oddawaniu opisywanej rzeczywistości. Czujemy się tak, jakby narrator był świadkiem zdarzeń sprzed wieku i nie można odbierać tej prozy autotematycznie, czy autobiograficznie.

Narracje Pawła Sołtysa skupione są na oddawaniu piękna opowieści w powiązaniu z bogactwem językowym. Autor kreśli niebanalne obrazy i oddaje pewne wrażenia, które podporządkowuje opowiadanej historii. Właśnie ona jest istotna, zostaje zamknięta w pięknych słowach. Autor książki podkreśla, jak ważne są opowieści i to co ze sobą niosą. Pozwalają pamiętać o ludziach, którzy w danej historii zostali pokazani. Zwyczajni ludzie, niezauważane osoby w podeszłym wieku. Prócz nieradości została im starość. Jak zrównoważyć to, co negatywne? Nie jest to łatwe, chyba że wysłuchamy ich z uwagą. Wtedy okaże się, że pod tym co szare i melancholijne, skryte jest bogactwo emocjonalne.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *