Dzisiaj w Rosji obchodzony jest Dzień Obrońcy Ojczyzny, czyli święto wojska. Od 1946 do 1993 roku nosiło miano Dnia Armii Radzieckiej i Marynarki Wojennej. Może to być świetny pretekst, by sięgnąć po reportaż Grzegorza Szymanika i Julii Wizowskiej „Długi taniec za kurtyną. Pół wieku Armii Radzieckiej w Polsce”. Wielu młodych ludzi nie pamięta tych czasów, gdy w naszym kraju stacjonowały wojska ZSRS. Zwykły człowiek nie miał pojęcia, co działo się w miejscu, w którym przebywała armia radziecka. Dzięki reportażowi Grzegorza Szymanika i Julii Wizowskiej poznamy historie ludzi, którzy znaleźli się w tym państwie w państwie.
Znamy relacje na temat tego, co robiła Armia Radziecka w Polsce z opowieści naszych rodaków. Jak to jednak wyglądało z drugiej strony? Już przecież w czasie II wojny światowej pojawiła się jako Armia Czerwona, by pozostać tu do 1993 roku. Zdążyła w tym czasie zmienić nazwę na Armię Radziecką, a potem na Rosyjską. Nie wpływa to na fakt, że przez niemal pół wieku całkiem spory obszar naszego kraju, bo aż siedemset siedem kilometrów kwadratowych. W zamkniętych garnizonach znajdowało się sporo sprzętu wojskowego (nawet głowice atomowe), aż po zwyczajne piekarnie, czy szpitale. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić, ile tego wszystkiego musiało być. Pamiętam z dzieciństwa niekończące się wagony, kiedy wywożono ów sprzęt wojskowy do Rosji (a nawet zabawy w liczenie wagonów, albo np. czołgów).
Autorzy reportażu pokazują zwykłych żołnierzy radzieckich i ich historie. Widzimy ludzi, którzy trafiają do Polski czasami przez przypadek i nie rozumieją reakcji Polaków na „wyzwolicieli”. To przecież dzięki nim Polska została uratowana od zagłady. Istnieje jednak ciemna strona tego wielkiego wejścia Armii Czerwonej. Zgwałcone kobiety nie doczekały się sprawiedliwości. To, jak wiele dzieci narodziło się w wyniku takich aktów przemocy, stało się tematem tabu, o którym wszyscy milczeli przez lata.
W reportażu „Długi taniec za kurtyną” żołnierze radzieccy pokazani są jako ofiary systemu. Autorzy podkreślają podstawową różnicę między Polskim i Radzieckim systemem komunistycznym. Przede wszystkim u nas został narzucony po II wojnie światowej, ale w ZSRS kolejne pokolenia zostały już wychowane w nowym duchu. Indoktrynacja, edukacja zgodna z systemem i propaganda zdążyły już przynieść pierwsze efekty. Żołnierze radzieccy czuli się tymi, którzy niosą postęp bratnim narodom. Szczerze wierzyli w potęgę zarówno swojej armii, jak i władzy.
Osiemnaście reportaży, które są podzielone na podrozdziały, czasami głosy różnych osób, przedstawiają wiele aspektów tego, jak wyglądało najpierw życie czerwonoarmisty, a potem żołnierza z ZSRR. Autorzy skupili się na konkretnych osobach, by poprzez ich historie, emocje pokazać sposób myślenia człowieka radzieckiego. Niektóre opowieści mają zabarwienie humorystyczne, zwłaszcza gdy chodzi o sytuacje, gdy żołnierze próbowali sobie radzić w naszym kraju poprzez handlową współpracę z bratnim narodem, ale nie brakuje tematów delikatnych i poważnych, o których wielu wolało zapomnieć (zarówno jeśli chodzi o oprawców, jak i ofiary).
Książka porusza wiele problemów związanych z pobytem Armii Radzieckiej w Polsce. Dzięki niej możemy spojrzeć na tę kwestię z innej niż do tej pory perspektywy, co wzbogaca naszą wiedzę. Jednak nie tylko dowiadujemy się więcej o tym, co robili żołnierze radzieccy w naszym kraju, ale lepiej poznajemy ich sposób myślenia. Autorzy pozwalają czytelnikom poznać emocje, których doświadczali ci ludzie. Ważna lektura, od której naprawdę trudno się oderwać.
Zbiór wydaje się bardzo ciekawy – o obecności Armii Radzieckiej w Polsce niby wiadomo, ale wydaje mi się, że nie jest to wiedza aż tak powszechna i dokładna, na jaką zasługuje to zagadnienie.
Zwłaszcza, że zaglądamy do tego miejsca, które w czasach PRL-u można było jedynie sobie wyobrażać.