„Drach” – Szczepan Twardoch

Drach - Szczepan TwardochPo „Morfinie” Szczepan Twardoch zyskał statut pisarza z najwyższej półki. Wprawdzie pojawiły się recenzje niepochlebne, nie mniej jednak uznano autora za godnego uwagi. Pomogła też nagroda Paszporty Polityki, czy nominacja do Nike. Zresztą sam Szczepan Twardoch postawił sobie wysoko poprzeczkę, starając się w najnowszej powieści oddać głos bohaterom pochodzącym z Górnego Śląska. Tu już nie będzie pytania o polskość, jak w „Morfinie”, ale przyjrzymy się historii ludzkich losów, rozpisanej na kilka wieków. Tym, co je łączy, jest właśnie miejsce – od Gliwic do Rybnika.

Akcja powieści nie została poprowadzona w sposób chronologiczny czy linearny. W jednym rozdziale splatają się historie kilku pokoleń ludzi. Jak by było mało, mówią oni w kilku językach: po polsku, niemiecku, czy gwarą śląską. Tyle, że nie znajdziemy w książce żadnych przypisów, więc najwięcej zrozumieją z powieści ci, którzy pochodzą z tego regionu, bądź ci którzy choć trochę mieli do czynienia z językiem Tomasza Manna. Inni muszą się skupić albo na kontekście, albo zasiąść przed translatorami różnego typu.

Narratorem w powieści jest tytułowy Drach. Wie wszystko o bohaterach – zna ich przeszłość i przyszłość. Kim jest? Na początek wydaje nam się, że to śląska ziemia, ale z czasem okazuje się, że mamy do czynienia z czymś innym. Nie będę za dużo zdradzała, bo właśnie na tym polega przyjemność poznawania tej lektury. Śledzimy losy postaci, oprócz tego chcemy dowiedzieć się, kim lub czym jest ów Drach.

Ziemia, na której żyją bohaterowie „Dracha”, kojarzy się nieco z wieżą Babel. Na Górnym Śląsku mieszkają ludzie, którzy mówią do siebie różnymi językami i choć pojmują sens słów, nie mogą dojść do porozumienia. Nie tylko z drugim człowiekiem. Najtrudniej im pojąć swoje własne uczucia. Żaden język nie potrafi im przyjść z pomocą.

Najważniejszą postacią w „Drachu” staje się Josef Magnor, bohater żyjący w pierwszej połowie XX wieku. Człowiek, który doświadczył okrucieństw I wojny światowej i w którym te lata zostawiły ślad. Widok umierających ludzi, trupów mieszających się z grząskim błotem nie da się łatwo zapomnieć. A Szczepan Twardoch nie oszczędza nam naturalistycznych opisów rozkładających się ciał. Kilkadziesiąt lat później Nikodem w pewien sposób ponosi konsekwencje czynów swego pradziada.

Wydaje się niekiedy, że dokonujemy wyborów w sposób samodzielny. Za sprawą „Dracha” zobaczymy coś innego. Zostaliśmy naznaczeni przez naszych przodków. Ich wybory nas kształtują. Dzięki nim i przez nich znajdujemy się w tym a nie innym miejscu. Nie widzimy tego porządku – tylko Drach potrafi określić, że tak właśnie się miało stać. Pojawi się w powieści problem winy i kary. Biblia mówi: „Pan […] zsyła kary za niegodziwość ojców na synów i wnuków aż do trzeciego i czwartego pokolenia” (Wj 34,7). To prawo zdaje się działać i w „Drachu”.

Jednak w książce można dopatrywać się wielu odczytań. Każdy znajdzie w powieści coś innego. Można się skupić na opowieści będącej sagą rodzinną. Poznajemy kolejne pokolenia od Josefa Mangora zaczynając. Ich życie związane będzie ze Śląskiem – ujrzymy też jak doświadczyła tych ludzi historia. Przez to, że bohaterowie mieszkają w okolicy Gliwic otrzymują pewien bagaż doświadczeń. On ich też kształtuje – daje im pewien kodeks etyczny, tożsamość.

Szczepan Twardoch choć napisał powieść, którego akcja dzieje się na Górnym Śląsku, miejscu z którego sam pochodzi, daje czytelnikom książkę uniwersalną. W „Drachu” najważniejsza staje się opowieść o naturze ludzkiej. Pojawia się pytanie, co  tak naprawdę jest ważne w naszym życiu? Może śmierć? Choć jeden z bohaterów mówi, że często ją przeceniamy. Wszystko stanowi całość, bo zostało już dawno zaplanowane sugeruje Drach – wszystko jest ważne i nic nie jest ważne. Sens zobaczymy dopiero z dalszej perspektywy, o ile w ogóle. Warto jednak choć przez chwilę się nad nim zastanowić. Bo może w tym chaosie znajdziemy jakiś głębszy sens?

Dziękuję Wydawnictwu Literackiemu za powieść.

  1. Brzmi bardzo kusząco. Bardzo ciekawy tekst. Ostatnimi czasy Twardoch niesamowicie rozwinął skrzydła – być może na naszych oczach właśnie rodzi się pisarz, który na stałe zapisze się w kanonie polskiej literatury? Ja, przynajmniej na razie, pana Szczepana znam wyłącznie za sprawą jednej powieści – „Epifania Wikarego Trzaski” to całkiem interesujący i dość przewrotny utwór. Sednem dzieła jest tytułowa epifania młodego wikarego – objawia mu się Jezus, który jednak od początku sprawia wrażenie dość kontrowersyjnego Syna Bożego 🙂

    • Niestety, zaczęłam poznawać twórczość Twardocha dopiero od „Morfiny”, więc mam spore zaległości. Po tytule: „Epifania Wikarego Trzaski” nie domyśliłabym się, że może chodzić o kontrowersyjnego Syna Bożego, więc zapowiada się intrygująco 🙂

  2. Ciagle nie jestem zdecydowana, czy czytać Dracha, czy nie – ponoć jeśli komuś nie spodobała się Morfina, Dracha tez się nie spodoba

    • Rzeczywiście – styl jest nieco podobny. Tyle, że „Drach” wydaje mi się jeszcze lepszy, ale należę do tej grupy, której podobała się „Morfina”… 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *