„Dwadzieścia jeden uderzeń serca” – Donal Ryan

Dwadzieścia jeden uderzeń serca, Donal RyanKiedy Grupa Wydawnicza Relacja, zapowiedziała, że wkrótce opublikuje powieść irlandzkiego autora, która doczekała się licznych nagród literackich, poczułam się zaintrygowana. Donald Ryan za „Dwadzieścia jeden uderzeń serca” otrzymał Nagrodę Literacką Unii Europejskiej, Irish Books Awards dla książki roku. Czym wyróżnia się ten najlepszy debiut według Guardiana od innych tytułów?

Narracja w tej powieści jest nietypowa, ponieważ prowadzona jest w każdym kolejnym rozdziale przez inną postać. W ten sposób otrzymujemy aż dwadzieścia jeden głosów. Mimo tej polifonii czytelnik nie czuje się zdezorientowany, choć każdy bohater myśli i wypowiada się inaczej niż pozostali. Wszystkich łączy miejsce, nienazwana irlandzka wieś, w której wielu ludzi na skutek kryzysu ekonomicznego utraciło pracę.

Bobby właśnie odczuł jak to jest stracić stałe zajęcie, ponieważ upadła firma budowlana, która go zatrudniała. Na dodatek właściciel, Pokey, oszukiwał pracowników na płaceniu składek emerytalnych. Wściekły Bobby przelewa swoją złość na marzeniu o zabiciu własnego ojca. Kiedy Frank zostaje znaleziony martwy, podejrzenie pada właśnie na syna. Nic dziwnego, Bobby zostaje przyłapany na trzymaniu narzędzia zbrodni w ręku. Jednocześnie nie potrafi wytłumaczyć, co się wydarzyło.

Dopiero kiedy Frank przedstawi własną wersję wydarzeń, dowiemy się, co się tak naprawdę stało. Ten głos jest wyjątkowy, ponieważ ojciec Bobby’ego snuje swoje wywody już po śmierci. Mamy do czynienia z głosem zza grobu. Jednak pozostałe narracje są realistyczne i pozwalają poznać cały przekrój społeczności zamieszkującej opisywaną irlandzką wioskę.

Wszyscy stali się ofiarami kryzysu ekonomicznego. Mimo, że wierzyli w system on rozpadł się na ich oczach. Dobrzy fachowcy stracili stały dochód. Trudno znaleźć winnych, ale Josie, ojciec Pokeya wini siebie, że źle wychował syna. Jego potomek zawiódł innych, bo doprowadził do wybudowania osiedla duchów, w którym zasiedlone zostały zaledwie dwa domy. Reszta pozostała niezamieszkana, a sam Pokey zniknął, pozostawiając pracowników na pastwę losu.

Ludzie znaleźli się w trudnej sytuacji, ale na tym się nie kończy. Dochodzi do tragedii oraz wielu dramatów. Morderstwo Franka to jedno z takich wydarzeń. Ktoś porywa małego Dylana, dziecko jednej z kobiet zamieszkującej niedokończone osiedle, budowane przez ekipę Bobby’ego. Kiedy poznamy kolejne narracje, będziemy mogli złożyć sobie w całość, co się tak naprawdę wydarzyło w tej małej społeczności. Jednak nie chodzi tutaj o składanie sobie układanki o charakterze kryminalnym. Istotne jest poznanie całej grupy ludzi, w których życie wkradł się chaos w miejsce stabilizacji ekonomicznej. Tutaj zobaczymy, jak to na nich wpływa, czy zmienia ich sposób myślenia i działania.

Donal Ryan w swojej debiutanckiej powieści kreśli pewien obraz, który możemy nazwać krajobrazem, ale dotyczącym ludzi. Przestrzeń nie została szczegółowo nakreślona, nie podano nawet nazwy opisywanej miejscowości, bardziej istotna jest opowieść budowana przez kolejne głosy oraz emocje, które idą za wypowiedziami. Każdy z narratorów ma coś innego do przekazania, każdy też coś skrywa i czytelnik musi odrobinę się wysilić, by złożyć opowieść w całość.

Książka „Dwadzieścia jeden uderzeń serca” jest niepozorna objętościowo, ponieważ liczy sobie zaledwie sto sześćdziesiąt stron, a jednocześnie okazuje się, że właśnie tyle wystarczy, by odbiorca otrzymał złożoną historię, w której pokazano małą społeczność, której grozi rozpad wywołany kryzysem ekonomicznym. Kiedy napięcie sięga zenitu dochodzi do różnych dramatów. Donal Ryan nie skupia się jedynie na teraźniejszości, pokazuje, że wcześniej nie wszystko uczciwie funkcjonowało. Zaskakuje, że autor tak wiele wyraził na tak niewielu stronach. Świetnie udało mu się oddać każdy z głosów, bo wszyscy bohaterowie są przekonywujący i wiele wnoszą do całej historii.

  1. Lubię takie mocno skompresowane historie – w końcu to też spore wyzwanie, zmieścić sporo treści w skromnej objętości. Książka jest dla mnie o tyle intrygująca, że jak dotąd nie słyszałem ani o autorze, ani o wydawnictwie.

    • Sama też nie miałam pojęcia o książce, choć było o niej głośno parę lat temu, gdy zdobywała anglojęzyczny rynek. Dobrze, że została przetłumaczona na język polski, bo mamy szansę poznać ciekawą historię, podaną w intrygującej formie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *