Słowiańskie wierzenia i mitologie są mniej popularne niż te antyczne, być może dlatego, że często nie docenia się tego, co mamy na wyciągnięcie ręki. Justyna Hankus chyba też to wie, ale postanowiła wykorzystać niedoceniany folklor ludowy w powieści grozy pt. „Dwie i pół duszy”. Jest to druga książka tej autorki, ale niestety nie miałam okazji poznać „Grisaille o zwykłym osiedlu”. Podtytuł najnowszej powieści wzbudził moją ciekawość i zaczęłam się zastanawiać, czy znam jakieś historie, które mogłabym zaliczyć do „folk noir”.
Opowieść zaczyna się intrygująco. W lasach nad jeziorem Ruty dzieją się dziwne rzeczy, których nikt nie rozumie. Osoby, których spotkają owe niezwykłości, nie potrafią ich nawet nazwać słowami. Jeśli natkną się na takie istoty jak wodnik, topielica, zmora, wąpierz, wiedźmawa, to przecież współczesnemu człowiekowi trudno byłoby je rozpoznać. Zdają się nie z tego świata, może tylko najstarsi potrafiliby je nazwać. Takie istoty pojawią się w powieści „Dwie i pół duszy”.
Akcja powieści rozgrywa się w drugiej połowie XX wieku. Poznajemy Helenę, która sprowadza na świat Mateusza. Nikt nie wie, kim jest ojciec dziecka. Chłopca wychowuje dziadek, a brat matki nie może patrzeć na malucha. Dlaczego? Otóż w dniu kiedy rodzi się Mateusz, umiera Helena. Z czasem odkrywamy, że dziecko ma dwie dusze, które walczą o kontrolę nad jego ciałem i umysłem. Natomiast Wiedźmawa dzieli swoją na nią samą i na Upa, tajemniczą istotę, która odegra w tej opowieści ważną rolę.
Groza pojawia się w momencie, kiedy w okolicy dochodzi do zbrodni. Ludzie zaczynają szeptać między sobą i bać się o bezpieczeństwo kobiet oraz dzieci. Szukają winnego morderstwa i są gotowi na wiele, by pomścić zbrodnię. Zło tylko czeka na tę potrzebę samosądu, a raz wypowiedziane imię winnego podsyca narastającą niechęć oraz nienawiść i doprowadzić może do kolejnych tragedii.
Mateusz Kusy pragnie dowiedzieć się czegoś o swoim pochodzeniu. Dziadek niczego mu nie powiedział, a wuj nie miał zamiaru utrzymywać kontaktu z siostrzeńcem. Kiedy zło krąży po okolicy, Mateusz już wie, że ma dwie dusze i szuka kogoś, kto mu pomoże pozbyć się sobowtóra. Ów doppelganger, będzie czymś, co przeraża. Czy Wiedźma, Wodnik, a może ksiądz ze swoimi egzorcyzmami pomogą Mateuszowi w pozbyciu się sobowtóra?
Justyna Hankus w swojej powieści łączy elementy grozy, realizmu magicznego, folkloru z opowieścią o prowincji. Autorka tworzy niesamowity klimat. Najpierw bałam się, że te wszystkie słowiańskie nawiązania utrudnią mi odbiór lektury, gdyż okażą się mało wiarygodne i wtórne, ponieważ będą powielały utarte schematy. A jednak tak się nie stało. Otrzymujemy historię, w której groza narasta, ale to co najbardziej straszne wcale nie tkwi w tych elementach fantastycznych, a w świecie realnym i samym człowieku. To on wyrządza drugiej istocie złe rzeczy. Takie, które budzą sprzeciw i lęk.
Autorka, by zaintrygować czytelnika zastosowała w swojej książce budowę klamrową. Musimy uważać na chronologię, ale to nas jeszcze bardziej wciąga w wir wydarzeń i nie pozwala się oderwać od lektury. Justyna Hankus posługuje się bogatym oraz barwnym językiem. Nie boi się używać metafor, a my szybko odkrywamy, że trzeba szukać drugiego dna tej opowieści.
Od początku książki byłam ciekawa w jaki sposób autorka splecie losy bohaterów, gdyż na początku zaskakują nas przede wszystkim postacie z fantastycznego świata. Potem skupiłam się na tym, by wyciągać z tej opowieści to, co jak najbardziej realne. Okazało się, że pisarka potrafiła mnie zaskoczyć. Podobało mi się, w jaki sposób zostali wykreowani bohaterowie tej opowieści. Justyna Hankus pokazuje, że pod pozorami inności kryją się ludzie z bogatym wnętrzem. Widzimy, jak są traktowani przez małe społeczności. Czy mają szansę na realizację marzeń? Jakie będą konsekwencje ich niedopasowania?
“Dwie i pół duszy” to książka, która potrafi wzbudzić w czytelniku zachwyt i przerażenie. Justyna Hankus porusza kwestie najbardziej istotne dla naszej egzystencji. W powieści pod otoczką niesamowitości znajdziemy obraz współczesnego świata z drugiej połowy XX wieku. Choć na początku sądziłam, że będę miała do czynienia z książką tylko dla miłośników fantastyki oraz opowieści grozy, to podczas lektury powieści okazało się, że to historia, która zasługuje na uwagę każdego miłośnika dobrej literatury.
Wydaje mi się, że ta powieść, jeżeli chodzi o klimat, bardzo przypomina Pomiędzy Radziszewskiego. Mnie w tym roku rozpieszczają, bo bardzo lubię taką wiejską tematykę, polecam więc i Sąsiednie kolory i Chłopki i jeszcze Wniebogłos.
Wreszcie ta tematyka doczekała się uznania. Urzekła mnie np. powieść „Skoruń” Macieja Płazy, choć najlepiej lubię ją u Myśliwskiego.