„Elegia dla bidoków” – J. D. Vance

Elegia dla bidoków, J. D. Vance„Elegia dla bidoków” J. D. Vance’a reklamowana jest jako „najważniejsza książka o Ameryce ostatnich lat”. Sprzedano dwa miliony egzemplarzy, a przez siedemdziesiąt tygodni była bestsellerem „New York Times’a”. Planowana jest też produkcja filmu w reżyserii Rona Howarda na podstawie książki. Dlaczego „Elegia dla bidoków” cieszy się taką popularnością? Czy rzeczywiście znajdziemy w niej nigdy wcześniej niewypowiedziane na głos prawdy o Ameryce? Moim zdaniem nie, natomiast mamy okazję przyjrzeć się bliżej życiu autora książki i zobaczyć, jak wygląda egzystencja zwykłych ludzi, których nie dotyczy amerykański sen. 

Kiedy patrzymy stereotypowo na Stany Zjednoczone, z biedą kojarzymy ciemnoskórych bądź emigrantów żyjących w tym kraju. Natomiast J. D. Vance opowiada o ludziach, którym przyszło dorastać w tzw. Pasie Rdzy. Skupia się na historii swojej rodziny, bo według niego wszystko to, co przytrafiło się jego bliskim, jest typowe dla całej grupy społecznej, z której się autor się wywodzi.

Widzimy białych Amerykanów należących do klasy robotniczej, którzy z pokolenia na pokolenie powielają błędy swoich przodków. Choć nienawidzą swego losu, nie potrafią się wyrwać z nędzy, w której przyszło im żyć. J. D. Vance opowiada o swoich dziadkach, ludziach prostych, ale posiadających pewną wrodzoną mądrość. Choć wychowywali się w trudnych warunkach i nie zdobyli wykształcenia, to potrafili zrozumieć, co jest ważne w życiu. Nie udało im się w życiu osiągnąć tego, co kojarzymy z amerykańskim snem. Początkowo wręcz stanowią jego zaprzeczenie, choćby dlatego, że zawsze żyli w nędzy. Również ich córka stała się narkomanką, co chwilę zmieniającą partnerów. Jednak właśnie dziadkowie najbardziej wpłynęli na swego wnuka, J. D. Vance’a, słonili go do tego, by skupił się na tym, co według nich było najważniejsze, czyli na edukacji.

Autor książki w pewnym sensie wybiela swoich dziadków, czyniąc z nich niemal świętych, ale wspomina też o ich niechlubnej przeszłości. Dziadek nie stronił od alkoholu, stosował przemoc, a babcia potrafiła odzywać się bezpośrednio i wulgarnie, bez owijania w bawełnę. Jednak to właśnie oni dali najwięcej wnukowi, gdyż matka uzależniona od narkotyków, zapewniła synowi sporo traum. Toksyczne relacje z matką wpłynęły na chłopaka, ale mimo wszystko udało mu się odbić od dna. Co sprawiło, że dorosły J.D. Vance nie powielił drogi wielu kolegów z własnej klasy społecznej?

W „Elegii dla bidoków” znajdziemy obraz ludzi, którzy urodzili się w niewłaściwej części Stanów Zjednoczonych. Przyszło im żyć tam, gdzie brakuje perspektyw. To powoduje, że czują się ludźmi wykluczonymi. Nie mają tylu sił, by spróbować wyrwać się z tego stanu marazmu. Inni widzą w nich wieśniaków, ludzi słabych, roszczeniowych i leniwych. Jednak J. D. Vance nie odkrywa niczego nowego. Bieda wszędzie jest podobna i przytrafia się również Amerykanom. Tutaj najbardziej istotne jest, że pokazano kraj pogrążony w kryzysie, od środka. Autor książki opowiada o nim przez pryzmat własnych doświadczeń.

Otrzymujemy zatem książkę autobiograficzną, w której przede wszystkim opisano jak beznadziejna jest sytuacja tytułowych bidoków. Vance pisze z sentymentem o swoich dziadkach. Najbardziej intrygującą postacią jest babka, nazywana przez autora Mamaw. Widzimy niezwykłą kobietę pełną sprzeczności, a jednocześnie osobę, która potrafi walczyć o swoją rodzinę i darzyć ją wielkim uczuciem. Nie dziwi zatem, że wnuk wspomina ją z czułością. Pisarzowi udało się wyrwać z nędzy i osiągnąć sukces nie tylko dzięki własnej sile, ale też za sprawą tego co wpoili mu dziadkowie. J. D. Vance pokazuje współczesną rzeczywistość, ale nie znajdziemy w tej książce analizy opisywanych problemów. Warto natomiast potraktować tę publikację jako książkę o charakterze wspomnieniowym, która pokazuje doświadczenia prywatne człowieka, który urodził się wśród najbiedniejszych, a jednocześnie nie utracił wiary w swój kraj. Teraz z pasją mówi o tym co niewygodne, o ludziach, których niezbyt często się zauważa.

  1. Ha, o tej książce tyle już napisano na polskich blogach, że zastanawiam się czy jest w ogóle sens, by po nią sięgać. Z pewnością jest to dobra pozycja dla tych, którzy interesują się historią, kulturą oraz sytuacją społeczną w USA. Dla mnie jest to kraj pełen sprzeczności i skrajności, a ten tytuł zdaje się to potwierdzać.

    • Wszystko już powiedziano o tej książce – może warto poczekać, aż szum medialny przycichnie i wtedy sięgnąć po tę publikację. Dla mnie „Elegia…” stanowi przykład tego, jak Amerykanie widzą swój kraj – bohater książki mimo iż nie miał w życiu łatwo, to wierzy w USA i z pewnością można nazwać go patriotą.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *