„Eseje wybrane” – Virginia Woolf

Eseje wybrane, Virginia WoolfZbiór „Eseje wybrane” Virginii Woolf przyciąga wzrok nie tylko ze względu na objętość, ale też piękną oraz dopracowaną oprawę. Za projektem graficznym okładki stoi Przemek Dębowski, a dzięki Wydawnictwu Karakter mamy okazję poznać Virginię Woolf jako autorkę esejów. Roma Sendyka i Magda Heydel dokonały wyboru tekstów. Eseistyczno-krytyczna twórczość pisarki była niezwykle obszerna. W języku angielskim o tej pory wydano sześć tomów esejów. Dało to w sumie niemal siedemset tekstów, które połączyło „ponad milion słów” jak napisał we wstępie do pierwszego tomu Andrew McNeille.

Książka „Eseje wybrane” została podzielona na kilka części. Dotyczą one między innymi pisania, czytania, recenzowania, podróżowania, życia i śmierci. Dotykają najbardziej istotnych dla człowieka spraw, choć pewnie wielu by dyskutowało, czy rzeczywiście wszystko co wymieniłam, jest takie istotne. Dla miłośnika literatury jak najbardziej. Dlatego warto dowiedzieć się, co myślała o literaturze sama autorka „Pani Dalloway”.

Czy doświadczenie czytelnicze Virginii Woolf ma coś wspólnego z tym współczesnym? Okazuje się, że pod tym względem nic się nie zmieniło.

Lubiłam roztaczający się z okna widok na okolice z niebieską linią w przerwie pomiędzy drzewami na wrzosowisku: to Morze Północne. Lubiłam tam czytać. Podsuwało się do okna wyblakły fotel, światło przez ramię padało na stronicę. Czasami przemieszczał się po niej cień ogrodnika, który akurat ścinał trawę, w kaloszach, prowadząc kucyka tam i z powrotem, a na końcu każdego kolejnego szerokiego pasa, dokładnie sąsiadującego z poprzednim, maszyna wydawała ciche trzaski, które były dla mnie odgłosem samego lata. (s.8)

Ta domowa biblioteka sprzyjała temu, by uruchomić wyobraźnię i natychmiast przenieść się w czasy opisane w książkach, po które sięgała pisarka. Przerwać lekturę należało w momencie, kiedy umysł się nasycił. Autorka zabiera nas w podróż po literaturze, jej historii, ożywiając ją poprzez obrazy kreślone nie pędzlem a słowami. Ważna jest wolność odbiorcy, ponieważ nie można nikomu narzucać, co powinien czytać i jak to robić. Bo czy potrzebny jest jakiś cel?

Ale, ale – kto czyta po to, by realizować cele, choćby najszczytniejsze? Czy nie ma takich zatrudnień, którym oddajemy się tylko dlatego, że są dobre same w sobie, i takich przyjemności, które same w sobie są ostateczne? I czy czytanie przypadkiem do nich nie należy? Ja przynajmniej fantazjuję sobie czasem, że kiedy nadejdzie Dzień Sądu (…) – wtedy Wszechmogący, widząc nas, którzy przyjdziemy, dźwigając pod pachą książki, zwróci się do świętego Piotra i głosem jakby nieco podbarwionym zazdrością powie: „Tym nie potrzeba już żadnej nagrody. My nie możemy im dać niczego więcej. To są ci, którzy kochali czytanie” (s.46-47).

Według Virginii Woolf czytanie stanowi rodzaj aktywności, „nie jest czynnością stacjonarną”. Ważne jest by uruchomić wyobraźnię i poddać się temu niezwykłemu procesowi. Widać również z jakim szacunkiem autorka esejów podchodziła do czytelników, uważając, że nie można nikogo ignorować, a ważny jest każdy odbiorca. Również ten niewykształcony, czy biedny – bo i on ma prawo sięgnąć po książkę. Dlatego eseje, były napisane w sposób przystępny, dla każdego. Jednocześnie tok myślowy autorki zadziwia swoją precyzją i logiką.

Po eseje powinni również sięgnąć wszyscy, którzy zajmują się recenzowaniem książek. To co Virginia Woolf myślała na temat pisania recenzji, nadal jest niezwykle aktualne. Mimo upływu wieku niewiele się w tej kwestii zmieniło. Ubolewa nad tym, że wielu musi pisać opinie o książkach krótko, czytając książki w wielkim pośpiechu i recenzując na czas. Uważa, że dojdzie do tego, że rola krytyków zostanie ograniczona do wystawiania ocen w postaci odpowiedniej ilości gwiazdek. A przecież wystarczyłoby, żeby dochodziło do dialogu pomiędzy autorem a piszącym opinię o książce.

Uwagi na temat powieści nowoczesnej również się nie zdezaktualizowały, bo:

Nie istnieje nic takiego jak „właściwa materia powieści”; właściwą materią powieści jest wszystko, każde uczucie, każda myśl; można korzystać z każdej właściwości mózgu czy duszy; żaden akt percepcji nie będzie błędny. A gdybyśmy wyobrazili sobie, że sztuka powieściowa ożywa i w ludzkiej postaci staje między nami, to z pewnością zachęcałaby nas, żeby ją niszczyć, by jej dokuczać, ale także by ją szanować i kochać, bo tylko w ten sposób odnawia się jej młodość i umacnia jej suwerenność (s.167).

Skupiłam się przede wszystkim na kwestiach związanych z literaturą, ale tematem „Esejów wybranych” jest ludzka egzystencja. Virginia Woolf potrafiła zamykać różne jej aspekty obrazując ją za pomocą słów. Dowiemy się jak ważną sprawą była emancypacja kobiet, która dokonywała się również poprzez pisarstwo. Za sprawą tego zbioru mamy okazję dotknąć literatury najwyższych lotów. Zmusza ona czytelnika do refleksji – zwłaszcza esej „Śmierć ćmy”. Widzimy kruchość życia, ale też jego cudowność. Dzięki esejom dotykamy istoty ludzkiego losu – zachwycamy się życiem, a jednocześnie widzimy nieuchronność śmierci. Myślę, że te teksty będą ważne dla każdego mola książkowego, ale każdego kto po nie sięgnie, zmuszą do poważnych przemyśleń.

  1. Przepiękne fragmenty dla nas wybrałaś.
    Widać z jaką wrażliwości Woolf odbiera życie, jego niuanse. Delikatnie coś sugeruje, maluje słowem i sprawia, że nic nie jest takie oczywiste jak nam się wydaje.
    Sięgnę po tę lekturę, na pewno!

    • Właściwie ten wpis powinien być ograniczony do cytatów Virginii Woolf, bo to sama esencja – nie trzeba nic dodawać.

    • Okazuje się, że eseistyka Woolf zajmuje całe sześć tomów, więc prędzej czy później czytelnik zainteresowany jej twórczością, na nie trafi.

  2. Virginia Woolf niezwykle mnie fascynuje, ale nie mam bladego pojęcia, od której strony się za nią „zabrać”. Twoja recenzja zrobiła mi niesamowity apetyt na ten zbiór esei, szczególnie że rzadko mam do czynienia z tą formą literacką. Sądzisz, że to dobry początek?

    • Myślę, że warto zacząć od powieści Virginii Woolf, a eseje zostawić sobie na koniec, kiedy już znamy trochę styl tej pisarki.

    • Z drugiej strony Virginia Woolf bardzo docenia to czytanie jako przyjemność samą w sobie, dlatego też nie deprecjonuje żadnych osób, które sięgają po literaturę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *