„Książka wszystkich rzeczy” – Guus Kuijer

Książka wszystkich rzeczy, Guus KuijerGuus Kuijer jest holenderskim pisarzem, autorem książek dla każdej grupy wiekowej. W 2012 roku zdobył jedną z najważniejszych światowych nagród w dziedzinie literatury dziecięcej za całokształt twórczości – Astrid Lindgren Memorial Award. Natomiast „Książka wszystkich rzeczy” po którą niedawno sięgnęliśmy, wzbudziła mnóstwo kontrowersji, ponieważ dotyka kwestii wiary oraz przemocy, a jednocześnie adresowana jest do młodych odbiorców. Czytaj dalej

„8+2 i domek w lesie” – Anne-Cath. Vestly

8+2 i domek w lesie, Anne-Cath. VestlyJeśli miałabym wymienić najpopularniejszą pisarkę dla dzieci ze Szwecji, byłaby to Astrid Lindgren. W Norwegii podobną popularnością cieszyła się Anne-Catherine Vestly. Książka „8+2 i domek w lesie” to druga część serii. W Norwegii wydano dziewięć tomów przygód nietypowej rodziny żyjącej w małym domku, w Polsce można sięgnąć po dwa tytuły.

Wszyscy znamy „Dzieci z Bullerbyn”, ale o jedenastoosobowej rodzince mieszkającej w środku lasu mało kto słyszał. Chyba nie ma osoby, która by choć przez chwilę nie marzyła o życiu w środku głuszy. W tym przypadku można się przenieść do lasu w okolicy Trilltoppen za sprawą literatury.  Czytaj dalej

„Felek i Tola na wyspie” – Sylvia Vanden Heede

Felek i Tola na Wyspie - Sylvia Vanden HeedeZima, śnieg, ferie. O czym można wtedy marzyć? Przyznam, że najchętniej wyjechałabym do ciepłych krajów. Uciekła przed szarugą, bo częściej jest właśnie buro, niż biało. Podobne pragnienie miała Tola, bohaterka książki autorstwa Sylvii Vanden Heede. Doskonale znamy tytułowe postacie. Dlatego właśnie sięgnęliśmy po trzecią część – „Felka i Tolę na wyspie”.

Zajączka Tola pragnęła przeczekać zimę na rajskiej wyspie. Znudził jej się las, biały puch, dlatego namówiła swojego przyjaciela, lisa Felka, by wybrali się w podróż. Lądują na wymarzonej wyspie i odkrywają jej uroki. Ciepła woda, żółty piasek, muszelki. Czego chcieć więcej? Czytaj dalej

„W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko” – Grzegorz Kasdepke

W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątkoBurczy. Czasami bulgocze, albo warczy, niekiedy cicho piśnie. Co takiego? No jak to, nie wiecie? Zwierzątko, które mieszka w brzuchu…

Książka Grzegorza Kasdepke pt. „W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko” została zainspirowana prawdziwą historią. Pewna mama opowiedziała autorowi o tym, że jej dziecko, przekonane było, iż jego brzuch zamieszkuje jakieś stworzenie. Tyle, że Grzegorz Kasdepke postanowił pomysł na historię przetworzyć po swojemu.

W książce „W moim brzuchu mieszka jakieś zwierzątko” kilkuletnia dziewczynka zaczyna opowiadać innym, że ma w sobie stworzenie. Oczywiście dorośli ją zbywają, nie traktują poważnie. Natomiast bohaterka, im dłużej o tym myśli, tym bardziej jest przekonana, ze ma w sobie, albo myszkę, albo kotka, a może lwa? Czytaj dalej

„Do zobaczenia, Felku i Tolu” – Sylvia Vanden Heede

Do zobaczenia Felku i ToluPo lekturze „Felka i Toli” Sylvii Vandeen Heede moje dzieci kazały nam – rodzicom, szukać kolejnych książek z serii. Na szczęście znaleźliśmy drugą część, a całkiem niedawno wydano też trzeci tom. Dzieciaki postawiły na swoim i szybko znalazła się okazja, by nabyć im tę książkę. Tytuł „Do zobaczenia Felku i Tolu” trzyma bardzo wysoki poziom, więc prędzej czy później poznamy „Felka i Tolę na bezludnej wyspie”.

Tym razem lis postanawia schudnąć. Dzięki sowie odkrywa, że jest tłusty. Wprawdzie Heniowi chodziło o to, że Felek wsmarował w siebie tubkę kremu do opalania, a jednak trzeba spojrzeć prawdzie prosto w oczy i przejść na dietę. Okazuje się, że Felek nigdzie nie może jej znaleźć, bo nie wie nawet, czym owa dieta jest. Wyniknie z tego powodu sporo zabawnych nieporozumień.

Felek i Tola martwią się o sowę. Heniek wytknął swoim przyjaciołom wszystkie wady, wysiaduje jajo i ma przez to zły humor. Otrzymał je od Pipa, ale sowa jest zazdrosna, bo ktoś, kto był mu zawsze najbliższy, znalazł sobie ukochaną – Ko. Pod nieobecność Henia z jajka wykluwa się kolejny Pip, a właściwie pisklę Jo – wypisz wymaluj tata. Kurczaczek zastanawia się, czy Felek i Tola są jego rodzicami. Sprawa się jeszcze bardziej skomplikuje, kiedy do domu przybędzie sowa, wraz z Pipem i Ko. Teraz już w ogóle nie będzie wiadomo, kogo uznać za mamę oraz tatę. Na szczęście mądra Tola zawsze znajdzie wyjście z najtrudniejszej sytuacji.

Książka „Do zobaczenia Felku i Tolu” została napisana niezwykle prostym językiem. Jednak zawarto w niej tyle zabawnych sytuacji, że dzieci pokładały się niekiedy ze śmiechu podczas lektury. Te śmieszne historie nie są tylko czystą rozrywką. Autorka przemyca w książce wiele mądrości. Mimo to, że polecana jest młodszym czytelnikom, zwłaszcza takim, którzy rozpoczynają przygodę z samodzielnym czytaniem, to pojawią się w niej trudne zagadnienia.

Sylvia Vanden Heede pokaże maluchom czym jest zazdrość, kto może tworzyć rodzinę, skąd się bierze agresja, jak radzić sobie z trudnymi problemami w życiu. Można, posługując się łatwym i nieskomplikowanym językiem, powiedzieć tak wiele i bez natrętnego dydaktyzmu. Dzieci same wyciągają wnioski, po poznaniu kolejnej przygody sympatycznych bohaterów.

Autorka posłużyła się elementami wziętymi rodem z bajki. Bohaterowie zwierzęcy zachowują się jak ludzie. Bo przecież nie tylko zwierzęta nie lubią inności i bronią swoje młode, ale chyba tylko my wpadamy na pomysł, żeby się odchudzać… Urzekł nas niezwykle uroczy kurczaczek, ze swoją wadą wymowy, czy dorosły kogut, który nie potrafi piać. A goła kura Ko – to już mistrzostwo świata w dowcipie.

Całość uzupełniają akwarelowe ilustracje Thé Tjong-Khinga. Dopasowane do odbiorców, kiedy trzeba mroczne, kiedy indziej zabawne, ale zawsze zostawiające miejsce dla wyobraźni. Warto też zwrócić uwagę na tekst, który jest napisany dużymi literami. Aby zachęcić początkujących czytelników do samodzielnego poznawania historii, warto zacząć od słów napisanych największymi literami. Może się okazać, że dziecko odkryje, iż potrafi samodzielnie czytać. Radość będzie ogromna.

Moim zdaniem ważne jest to, że choć autorka pisze w sposób prosty, nie daje prostych rozwiązań. Pokazuje dzieciom, że świat może być skomplikowany, ale warto zmierzyć się z problemem i poszukać rozwiązań. Oprócz tego mali odbiorcy odkryją, że można akceptować kogoś, kto się od nas różni. A nawet pokochać kurę bez piór…

„Felek i Tola” Sylvii Vanden Heede. Opowieść zachęcająca do samodzielnego czytania

Felek i TolaJak to zwykle w teatrach bywa, nie da się z tego miejsca wyjść bez książek… Niemożliwe? Otóż w Teatrze Miniatura w Gdańsku przed spektaklem o Balticu można było nabyć nie tylko historię spisaną przez Barbarę Gawryluk, ale też kupić swoim pociechom inne książki. I to nie byle jakie, tylko takie z górnej półki.

Mnie osobiście zaintrygowała historia o zajączku Toli i lisie Felku. Najpierw spodobały mi się ilustracje. Okazało się, że ich twórcą jest holenderski mistrz grafiki książkowej Thé Tjong-Khing. Obrazki są jednocześnie zabawne i proste. Pozwalają młodym czytelnikom lepiej zrozumieć tekst, ale nie odbierają ich wyobraźni pola do popisu.

Trzeba przyznać, że autorka wybrała bardzo nietypową parę. Lis i zając mieszkają razem i choć się kochają, ich związek nie jest doskonały. Felek najbardziej lubi jedzenie, a Tola mimo, że za tym nie przepada, piecze dla niego ciasteczka. Ich przyjaciel – sowa Henio, wysiaduje jejko (pisownia celowa). Jako przybrany ojciec musi się pogodzić, że wykluwa się kurczak Pip, a nie mała sówka. Na dodatek Pip po jakimś czasie opuszcza swego zaborczego rodzica.

W książce bawią zarówno postaci, jak i sytuacje. I choć nie ma rażącej dydaktyki, rodzice mogą odnaleźć w „Felku i Toli”  drugie, głębsze dno. Autorka pokazała zabawne scenki, ale tematy nie są banalne. Felek zakocha się w próżnej Kitce i będzie o nią konkurował  z Heniem. Tola poczuje zazdrość, trudno jej się będzie pogodzić z zaistniałą sytuacją. Na szczęście wszystkie historie kończą się szczęśliwie. Lis zrozumie, że zauroczenie jest czymś innym niż miłość. Tytułowa para zdobędzie się nawet na to, by zmienić układ ról w swym związku. Na stereotypy nie ma tu miejsca.

Historia o lisie i zajączku zafascynowała dzieciaki. Pięciolatek był dumny, że odczytał kilka słów. Książka ma przecież zachęcać do samodzielnego czytania. Ośmioletnia córka zdążyła pochłonąć kilkanaście stron przed rozpoczęciem spektaklu i tak jej się ta książka spodobała, że została wybrana do wieczornego czytania. Autorka zastosowała w „Felku i Toli” krótkie i proste zdania. Tekst nie został wyjustowany. Nic nie przeszkadza w czytaniu. Najważniejsze wyrażenia są napisane dużą i pogrubioną czcionką. W taki sposób, by nawet te maluchy, które znają ledwie kilka literek, mogły poczuć się usatysfakcjonowane tym, że potrafią sklecić pierwsze słowa.

Lubię kiedy dzieciaki pamiętają o tym, o czym im czytałam. Ale kiedy pewnego ranko zaczęły sobie same opowiadać historie z „Felka i Toli” i śmiać się z nich do rozpuku, to znaczy, że było warto… Na zakończenie ta opowiastka, która najbardziej im się spodobała:

Jejko