Arto Paasilinna był fińskim pisarzem, żyjącym w latach 1942–2018. W Polsce jego książki ukazują się dzięki Wydawnictwu Książkowe Klimaty w tłumaczeniu Sebastiana Musielaka. Sięgnęłam po powieści Paasilinny zaczynając od „Lasu powieszonych lisów” nieświadoma tego, z jakiego typu literaturą mam do czynienia. Teraz czekam niecierpliwie na kolejne przekłady z języka fińskiego, gdyż trafia do mnie sposób, w jaki pisarz przedstawiał rzeczywistość. Otrzymujemy absurd, krzywe zwierciadło i humor, a jednocześnie trafnie podsumowanie tego, z czym mierzymy się na co dzień.
Wyobraźmy sobie Boga, który chce się udać na roczny urlop. Zmęczony problemami ludzkości, zmaga się ze stresem, czuje wypalenie zawodowe. Ma dość kłopotów tego świata i postanawia poszukać zastępcy. Wysyła swoich najlepszych aniołów na poszukiwania odpowiedniego kandydata. Wygrywa fiński operator dźwigu. Pirjeri Ryynänen codziennie z wysokości obserwuje miasto, a jego wypowiedzi w zamkniętej kabinie może usłyszeć tylko Bóg.
Co można powiedzieć Stwórcy? Pewnie jakieś prośby, słowa podziękowania… Tymczasem Ryynänen dochodzi do wniosku, że Bóg niepotrzebnie doprowadza do wojen, klęsk żywiołowych czy nierówności społecznych. Jego rozmowy z Najwyższym to nic więcej niż typowe narzekania. Pirjeri ma też gotowe rozwiązania dla wszystkich problemów nękających ludzkość od zarania dziejów. A jako że zestresowany Bóg pilnie szuka zastępstwa, wysyła swoich wysłanników do operatora dźwigu. Nie zdradzę za wiele, gdy powiem, że Fin zgodzi się na propozycję i zostanie p.o. Boga. Ale czy rzeczywiście uda mu się zmienić świat na lepsze miejsce dla ludzkości?
Na Pirjeriego czeka sporo zadań do wykonania. Szybko okaże się, że pomysły i działania Fina nie zawsze kończą się zgodnie z jego przewidywaniami. Dochodzi do wielu zabawnych sytuacji, a do tego mężczyzna wpada z jednej katastrofy prosto w następną. Niebo okazuje się urzędem z przerośniętą biurokracją. Miejscem, które wydaje się jakoś dziwnie znajome. Główny bohater wpadnie nawet na pomysł, by przenieść siedzibę Nieba z Bułgarii do swojego kraju.
Arto Paasilinna w powieści „Fin z wami!” daje czytelnikom po raz kolejny komedię opartą na obserwacji sytuacji społeczno-obyczajowej. Widzimy rzeczywistość w krzywym zwierciadle ukazaną w satyryczny sposób. Pomyłka goni pomyłkę, a my czytając powieść świetnie się bawimy. Szybko jednak odkrywamy drugie dno i zauważamy, że pod humorem i satyrą skrywa się warstwa filozoficzna. Widzimy skorumpowanych rządzących i urzędników, kraje prowadzące wojny oraz człowieka, któremu się wydaje, że wszystko można łatwo naprawić. Rzeczywistość okaże się dużo trudniejsza. Śledząc to wszystko ze zdziwieniem odkrywamy, że za tą zabawną opowieścią kryją się pytania egzystencjalne dotyczące wiary, a także wolnej woli czy natury dobra i zła.
Na pierwszy rzut okaz wydawać by się mogło, że „Fin z wami!” jest powieścią napisaną dla uciechy odbiorcy, gdyż świetnie się bawimy podczas lektury. Jak tylko zagłębiłam się w tej historii, trudno mi było oderwać się od przygód głównego bohatera. Zastanawiałam się, jakie będą skutki podejmowanych przez niego decyzji, ale od niewątpliwie zabawnych sytuacji w warstwie fabularnej przechodzimy do refleksji nad kondycją ludzką i tym, dokąd zmierzamy, jako ludzie. Powieść w Finlandii została wydana w 1989 roku, ale okazała się aktualna, gdyż pisarz zauważył wiele problemów, z którymi wciąż się mierzymy. Można zacząć od wielkich kwestii takich jak bieda i wojny, poprzez wypalenie zawodowe, stres, nierówności społeczne, głupotę. Przez ten czas wiele się zmieniło, zaryzykowałabym stwierdzeniem, że sporo spraw poszło w złą stronę mimo zdobyczy technologicznych, czy lepszego dostępu do nowoczesnych narzędzi. Jednocześnie ludzie chyba jednak są wciąż tacy sami, a spostrzeżenia autora okazały się bardzo celne.
PS Książkę na język polski przełożył Sebastian Musielak.